środa, 8 kwietnia 2015

26. I fell

" Justin nie był wystarczająco blisko  żeby mnie złapać"


 
                                                     EDEN'S POV
- Nie chcę iść na imprezę - jęknęłam.
- Oh, daj spokój. PROSZĘ?- Eve prosiła. - To moje siedemnaste urodziny! Musisz przyjść! Proszę,  proszę,  proszę? - wydęła wargi. - Jenna i Logan przyjdą - zapewniła.
- Mogę zabrać Justina? - przegryzłam wargę.
- Jasne. Im więcej tym lepiej - uśmiechnęła się.- Poza tym lubię widzieć was dwoje razem takich  całych słodkich. To najcudowniejsza rzecz na świecie! Plus, moi obserwujący na tumblr kochają zdjęcia waszej dwójki, które udostepniam - uśmiechnęła się.
- Czekaj, co?  - zmarszczyłam brwi.
- Nic, nic. - uśmiechnęła się. - Zaczyna się o ósmej, ale przyjdź wcześniej, pomożesz mi wszystko przygotowa.- wzruszyła ramionami.
- Gdzie jest ta impreza? - zapytałam.
- Nasz dom - powiedziała.
- Serio? Mama i tata aktualnie...
- Nie, jesteś świrnięta? Są poza miastem. Aktualnie pojechali na małe wakacje z panem Arckmanem. Tym dyrektorem z South - powiedziała.
- Czego oni od niego chcą, skoro już z wami nie mieszkam? - zapytałam.
- Cóż, moje oceny nieco się obniżyły- wzruszyła ramionami.- Tato sądzi, że jeśli on i dyrektor zostaną przyjaciółmi, to pan Arckman mi odpuści czy coś. Nieważne. Nie obchodzą mnie teraz  oceny. Dzisiaj imrezuje! - zaśmiała się.
- Dlaczego dzisiaj? Twoje urodziny są w poniedziałek. - powiedziałam.
- Nie mogę mieć urodzin w poniedziałek. To musi być piątek! Wtedy wszyscy będą mogli leczyć kaca jutro- wzruszyła ramionami, zadzwonił jej telefon. - Oh, Bec chce żebym wróciła do domu. Chce wejść, a ja mam klucze. Jej starszy brat da nam alkohol- uśmiechnęła się głupio. Przewróciłam oczami.
- Cieszę się, że przyjdziesz, siostro. Pa! - krzyknęła zanim wyszła.
Jedną rzecz wiem na pewno: NIE ZAŁOŻĘ SZPILEK.
 
***
 
- Dlaczego nie możesz się prześlizgnąć? Jeśli nie będę miała ciebie, zostanie mi tylko Logan - zmarszczyłam brwi- Nie jestem pewna, czy to jest dobry pomysł - powiedziałam.
- Co z Eve, Jenną i  twoim bratem?- zapytał.
- Jenna, Eve i mój brat będą pić do nieprzytomności - powiedziałam - Logan może pić też,  trochę. Nie chcę być otoczona bandą pijaków, ale nie mogę odmówić Eve, bo obiecałam  i to są jej urodziny, nie chce jej zasmucać.
- Dobrze. Co ty na to, że  przyjdziesz do mnie, gdy tylko poczujesz się niekonfortowo lub będzie ci się nudzić? Naprawdę nie chcę iść na imprezę do South - powiedział, spojrzałam na niego. - Ludzie z South nienawidzą mnie! Myślisz, że chcę dostawać piorunujące spojrzenia całą noc? - uśmiechnął się głupio.
- Przepraszam, myślę,  że masz rację. Dobra, będę musiała się do ciebie powspinać  jeśli będę tego potrzebować - westchnęłam.
- Krzycz, jak coś. Nie chce żebyś spadła z werandy. Pomogę ci się tam znaleźć - uśmiechnął się do mnie i cmoknął moje usta.-Wyglądasz niesamowicie, tak poza tym - szepnął ściskając moje biodra. Miałam na sobie białą sukienkę przyzwoitej długości. Podobną do tej,  którą ubrałam na naszą randkę , tylko bez ramiączek.
- Yeah, dobrze. Myślę, że wyglądam śmiesznie w vansach, ale wolę je niż szpilki.- uśmiechnęłam się.  Zaśmiał się, spoglądając w dół na białe vansy, które miałam na nogach.
- Jesteś piękna, Eden Perry- uśmiechnął się, całując moje usta.
- YO! KOCHANIE! CHODŹ JUŻ, CZAS NA IMPREZĘ!- Jenna krzyknęła zza drzwi. Nie mogę w to uwierzyć. Ludzie dopiero zaczęli przychodzić, a ona już jest pijana.
- Dzięki za pomoc w przygotowaniu. Nie wiesz jak szczęśliwą uczyniło mnie patrzenie na ciebie i Adama w dobrych stosunkach. Niemal się rozpłakałam ze szczęścia - zaśmiałam się, pochyliłam i cmoknęłam jego usta.- Widzimy się później. - krzyknęłam.
- Baw się dobrze kochanie!- krzyknął, ale po chwili cofnął się.- Ale, uh, nie za dobrze, tak? Nie pozwól chłopakom cię porwać ! - krzyknął,  kiedy już  oddalałam się.
- Obiecuje! - zaśmiałam się i pokazałam mu znak pokoju,  zanim weszłam  do domu. Godziny później, była północ. Logan skończył się upijać, Szczęście, że nie wziął ze sobą Rona, tak  jak chciał. Eve nie mogłaby na to pozwolić. Więc, tutaj siedzę sobie samiusienka.
- Hej, skarbie. - powiedział obcy chłopak.
Zawinął swoje ramiona wokół moich, po tym jak usiadł koło mnie na kanapie. Zmarszczyłam brwi i obróciłam się do kolesia, który śmierdział alkoholem i trawką.
- Nie,  dzięki. - zmarszczyłam się,  wstając i poszłam na górę.
- Ah, widzę co robisz. Jesteś szybka, skarbie. - mrugnął, podążając za mną.
- Idź spowrotem na dół, idioto. Mam chłopaka. - powiedziałam, docierając do swojego pokoju. Z trudem złapałam oddech, gdy popchnął mnie do pokoju.
- To czego nie wie, nie może go zranić. - puścił mi oczko, brutalnie popychając mnie na łóżko.  Zapiszczałam, popychając go,  zanim dałam mu w twarz.
- Ty debilu! Wyjdź!  - krzyknęłam wskazując drzwi.
- Oh, kurwa. Jesteś Eden Perry, ta dziwka z South. - skrzywił się - Dziewczyna Justina Biebera. - powiedział, odsuwając się.
- Nie jestem dziwką.- powiedziałam powoli .
- Jasne, powiedz to sobie, szmato. - uśmiechnął się, zanim opuścił mój pokój.
Dupek. Starłam dwie łzy, opuszczające moje oczy i poszłam prosto na balkon.
Nie jestem dziwką, prawda? Całowałam jedynie dwóch chłopców. Harrego i Justina.
- Justin? - zawołałam, ale zauważyłam, że drzwi do jego balkonu są zamknięte. Walić to. Westchnęłam i wspięłam się na balkon. Przesunęłam się  na krawędź,  ciasno się jej chwytając.
- Justin! - krzyknęłam głośniej, ale muzyka rozbrzmiewająca we wnętrzu pokoju musiała być głośniejsza,  bo nie przyszedł . Poczułam, że moja stopa  ześlizguje się i uczucie,  którego nie mogę do końca opisać runęło na mnie, gdy spadałam. Nie złapałam się krawędzi tym razem, a Justin nie był wystarczająco blisko,  żeby mnie złapać. Wszystko poczerniało, gdy uderzyłam o ziemię. Spadłam.

Jak myślicie co się stanie? #pray4eden haha xD
do następnego xo
@NatallaCzerep

sobota, 21 lutego 2015

25. Catch Me.

Mam nadzieje, że kiedy upadnę dla niego on będzie tu żeby mnie złapać .

EDEN'S POV

- Co my robimy? Możemy tylko iść w dół gór sami. T-tam są węże i inne dziwne rzeczy. Możliwe, że są tam dzikie psy! Zginiemy! - krzyknęłam.
- Eden - Justin westchnął, kładąc ręce na moich ramionach. - Zachowaj spokój. - powiedział.- Zadzwonimy do mojej mamy i zapytam czy po nas przyjedzie. - powiedział, przeszukując kieszenie.
Sprawdził drugą kieszeń i spojrzał na mnie alarmująco.
- Zostawiłeś swój telefon w aucie? -zapytałam, krzyżując ramiona.
- Może. - uśmiechnął się nerwowo.-Przepraszam za zrujnowanie naszej randki. - westchnął przepraszająco.
- Nie jest zrujnowana. - powiedziałam.-  Jest niezwykła. - przygryzłam wargę. - Ale czuję, że kiedyś przypomnimy to sobie i będziemy się z tego śmiać.-wzruszyłam ramionami.
- Więc... - Justin westchnął.- Myślę, że śpimy tej nocy tutaj.- wymamrotał.
- Przepraszam... co? -zapytałam odwracając się do Justina który nie wyglądał jakby żartował. - Nie mówisz poważnie. Justin, nie możemy tu spać. Twoja mama oszaleje. Mój wujek i ciocia dostaną ataku paniki. - wkurzyłam się.
- Dobra, chcesz iść w dół gór? - zapytał, wskazując na ciemną, strasznie wyglądającą ścieżkę.
-Nie.-wymamrotałam, kopiąc kamień na ziemi. -Co jeśli dziki pies przyjdzie i spróbuje nas zjeść? - spytałam, spoglądając na niego śmiertelnie poważnie.
Zaśmiał się i owinął ramiona wokół mnie.
- Obronię cię.- mrugnął do mnie, pochylił się i dziobnął moje usta.
- Uh-uh. Nie tutaj kolego. Ostatnim razem gdy to się stało, o mało co nie zawliliśmy się  z samochodem. -powiedziałam wskazując kraniec klifu. -Mój wujek zwariuje.-westchnęłam. -Chodźmy po prostu spać i pozwólmy nocy szybko się skończyć? Będę mniej się bała tego co moja rodzina może mi zrobić. - uśmiechnęłam się głupio.
- Też tak myślę.Moj dziadek ma to auto odkąd skończył osiemnaście lat. Będzie miał złamane serce.-Justin westchnął, siadając i położył się naprzeciwko przypadkowego gałazu.
Usiadłam obok niego, rozglądając się.
-Więc jak to zrobimy? -zapytałam- Nie mam poduszki. - wydęłam wargi.
Zachichotał. Owinął ramiona wokół mnie, przyciągając mnie bliżej siebie. Westchnęłam i położyłam głowę na jego piersi.
- To będzie niewygodne ale... przynajmniej wiemy żeby nie trzymać telefony przy sobie i nie zostawiać ich w samochodzie, prawda? - Justin zachichotał.
- Zachowaj to w pamięci. Ja nie posiadam telefonu.- zachichotałam zamykając oczy.- Myślę że zaoszczędzę na jakiś, teraz mogę pracować i mam więcej wolnego czasu odkąd tato wyrzucił mnie z chóru. - powiedziałam.
- Przykro mi , skarbie.- Justin szepnął, po czym pocałował mnie w czoło.
- Jest dobrze. -westchnęłam.- Przynajmniej nie muszę widywać się z Harrym w każdy poniedziałek, środę i niedzielę. - zachichotałam.
-Nienawidzę tego typa. - mruknął.
- Może i jest palantem, bo pocałował tamtą dziewczynę, ale nadal go podziwiam za to, że zabrał  mnie do Mc. Donalds. To było bardzo miłe. - powiedziałam.
- Znów, przykro mi. -przeprosił kładąc swoją głowę na mojej.
-Znów, jest w porządku.-zaśmiałam się. -Nie mogę spać.-westchnęłam.-Powinieneś coś zaśpiewać.-powiedziałam, mrugając do niego.
Spiorunował mnie wzrokiem.
-Nie, to jest żenujące.- zachichotał.
-Słyszałam jak śpiewasz. - powiedziałam z uśmiechem.
- Nie wiedziałem że Ryan to nagrywa. I chciałem cię odzyskać. To było inne. -wzruszył ramionami.
- Pięknie proszę z wisienką na czubku?* - zapytałam przegryzajac wargę.
Jeknął i wziął moja twarz w swoje dłonie.
-Tylko jeśli nigdy więcej tak na mnie nie spojrzysz. Chcesz mnie zabić słodkością?-zapytał.
-Masz rację. Jesteś za bardzo pod pantoflem.- droczyłam się.
-Tylko dla ciebie. - mrugnął.
- Patrz. - powiedziałam robiąc dźwięk bata moją ręką.
Zaśmiał się i pokręcił głową.
-Śpiewaj! - zirytowałam się.
- Śpiewaj co? -zapytał.
-Pierwszą piosenkę która przyjdzie ci do głowy.- powiedziałam.
Westchnął i spojrzał na mnie sygnalizując, że ciężko myśli. Zachichotałam nad jego słodkością.
- Nie skrzywdź się.- uśmiechnęłam się do niego.
Zaśmiał się I przewrócił oczami. Dopiero co rozbił auto, leżymy na małej, brudnej przestrzeni w górach gdzieś w Stratford. Teraz uśmiechamy się, żartujemy , chichoczemy. A on będzie śpiewał mi do snu. Jesteśmy cudowni.
"Jej oczy, jej oczy sprawiają że gwiazdy wyglądają jakby nie świeciły. Jej włosy, jej włosy układają się perfekcyjnie bez jej starań.  On jest taka piękna i mówię jej to codziennie. Yeah, wiem, wiem, że kiedy prawie jej komplementy ona nie wierzy. I to jest, to jest takie smutne wiedzieć że ona nie widzi tego co widzę ja. Ale każdego razu kiedy pyta 'czy wyglądam dobrze?' Mówię..." -śpiewał, sprawiając że się uśmiechałam. Wiedział, że mam słabość do Bruno Marsa.
"...kiedy widzę twoją twarz, nie ma rzeczy którą bym w niej zmienił. Bo jesteś niesamowita. Tylko taka jaka jesteś. I kiedy uśmiechasz się cały świat się zatrzymuje i patrzy przez chwilę. Bo dziewczyno,jesteś wspaniała. Tylko taka jaka jesteś." -śpiewał za nim cicho skończył.
-Co? -zapytałam.
-Słyszałaś to? - zapytał cicho.
Usiadłam rozglądając się dookoła.
-Justin, to nie jest zabawne. - powiedziałam.
- Shh. - uciszył mnie. - Zostań tu. - wyjaśnił wstając.
Wstałam i zostałam na miejscu tak jak kazał. Podszedł bliżej ciemnej ścieżki.
-Justin! - wyszeptałam/krzyknęłam. -Wróć tu zanim zostaniesz zjedzony.
- Hej! - obcy głos krzyknął, zanim światło poraziło nas.
Krzyknęłam i skoczyłam na Justina.
- Co wy tu robicie w noc szkolną? - głos powiedział, po czym światło zgasło.
Zajrzałam zza ramienia Justina by zobaczyć policjanta ze Stratford patrzącego na nas z latarką.
- To twój wóz tam na dole? - zapytał wskazując klif.
Musiał widzieć jak on toczy się w dół.
- Zapomniał zaciągnąć ręczny. - wskazałam na Justina
- Myślę że potrzebujecie podwózki do domu? - podniósł brew.
- Tak, proszę pana. - odpowiedziałam, Justin był cicho.
- Dobra. Chodźmy. Wskakujcie. - westchnął, idąc do auta.
- Czemu jesteś taki cichy? - zapytałam gdy szliśmy do samochodu. Justin zarumienił się lekko.
- Spałem z jego córką. Wszedł wtedy do jej sypialni. Nie rozpoznaje mnie więc shh. - wytłumaczył.
Głupio się uśmiechnęłam, nagle wybuchłam  śmiechem dopóki nie wsiadłam do auta.  Policjant wsiadł do auta i popatrzył na nas w tylnym lusterku.
- Proszę pana, wygląda pan znajomo. Nie ma pan córki? - zachichotałam.
Justin spojrzał na mnie i trącił mnie łokciem. Zapiął pasy bezpieczeństwa.
- Jasne, mam. - zachichotał.- Ona uczęszcza do Stratford South High. Chodzicie tam?- zapytał jadąc w dół górskiej ścieżki.
- Nie, ale mój brat i siostra tam chodzą.- uśmiechnęłam się do Justina. - Ja i JUSTIN chodzimy do Stratford East. -powiedziałam, mrugając do Justina. Miałam nadzieję że facet dopadnie Justina i wygłosi mu małe śmieszne kazanie.
- To nie jest zabawne - Justin szepnął.
- Oh, okej. - oficer odpowiedział kiwając głową.
Westchnęłam. W dalszym ciągu jechaliśmy przez Stratford. Mineliśmy Mc. Donalds, który odwiedziliśmy z Justinem przed górami. Nareszcie byliśmy gdzieś, co rozpoznałam.
- Więc wały dwoje jesteście poza tą małą South Stratford - East Stratford rywalizacją?-zapytał.
- Nie do końca. - Justin odpowiedział marszcząc na mnie nos zanim dziobnął mnie w czoło.
- On w tym jest. Robi dużo złych rzeczy. Może o nim słyszałeś? Justin Bieber? - zapytałam kierowcy.
Justin jęknął gdy samochód zatrzymał się z piskiem. Mężczyzna obrócił sieci spojrzał na Justina.
-Ty... - policjant syknął.

***
- Odegram się za to. - Justin zaśmiał się gdy szliśmy do domu.
Policjant wyrzucił nas z auta i sprawił że musieliśmy iść resztę drogi do domu. Dał też Justinowi dziesięciominutowy , długi wkład jak źle jest sypiać ze wszystkimi. Misja wypełniona, mogę powiedzieć.
-  Czy to nie jest wystarczająca zapłata? Idziemy juz przez lata. I jestem w szpilkach i one zabijają moje stopy. - jęknęłam.
Justin westchnął  i zatrzymał się i ściągnął swoje złote high tops*.
- Załóż je, są wygodniejsze. - powiedział.
- Ale będziesz musiał iść w samych skarpetkach. - Zmarszczyłam brwi, mój nos zmarszczył kiedy przetwarzałam to.
- Nie zmusza mnie żebym znów je założył, księżniczko. - zachichotał.
- Księżniczko? Nie słyszałam tego wcześniej. - uśmiechnęłam się, ściągając szpilki i wkładając jego wygodne złote high tops.
One  są naprawdę błyszczące.
- Bo jesteś moją księżniczką. - uśmiechnął się, otaczając moją talię ramionami i całując mnie w głowę.
Byliśmy na rogu. Na lewo był mój dom, a z prawej strony jego. Obróciliśmy się w lewo, on uparł się że odprowadzi mnie do drzwi. Było około jedenastej i Justin nie chciał żebym miała kłopoty.  W końcu nie przekroczyłam jeszcze godziny policyjnej. Staliśmy na schodach.
- Przepraszam, ta pierwsza randka była kompletną klapą.-zachichotał
- To nic. - uśmiechnęłam się do niego.- Przykro mi, że zepsuliśmy auto nad którym twój dziadek pracował.
- Oh,nie. To nie był ten samochód. Jezu, gdybym zniszczył tamten myślę że zapłakałbym się. - zaśmiał się.- Nie, ten wóz nadal jest w naprawie. Pracujemy nad nim.  Wiec myślę że będę musiał dzielić się moim Range Roverem z dziadkiem przez parę miesięcy. - zachichotał.
- To była perfekcyjna pierwsza randka, Justin. - uśmiechnęłam się do niego.- Nawet jeśli się zgubiliśmy i zepsuliśmy auto.- zachichotałam.- Zobaczymy się jutro. - uśmiechnęłam się pochylajac się w górę aby go pocałować.
Uśmiechnął się kiedy jego ramiona wślizgnęły się i otoczyły moją talię, tak że byliśmy bliżej. Zachichotałam i Odepchnęłam go lekko. Staraj się nie przesadzać. Spójrz w okno. - uśmiechnęłam się głupio.
- Obrócił głowę i oboje zobaczyliśmy głowy Logana i Jenny znikające w oknie. Justin i ja zaśmialiśmy się. Podałam mu high tops i cmoknęłam jego usta.
- Dzięki. - uśmiechnął się - Słodkich snów, księżniczko.
- Słodkich snów. - uśmiechnęłam się i weszłam do środka.
Znasz to uczucie kiedy twoje serce bije tak mocno , że myślisz, że wyleci ci z piersi? To jest to co czuję teraz. Jeśli oglądałam wiele filmów na postawie książek Nicholasa Sparksa powinnam to znać. Justin Drew Bieber jest niesamowicie perfekcyjny. Mam nadzieję,  że jeśli upadnę dla niego on będzie tam żeby mnie złapać.

JUSTIN'S POV

Kurwa mać, zakochuje się w niej.

*high tops - rodzaj obuwia, Justin często je nosi.

* "pięknie proszę z wisienką na czubku" - 'pretty please with a cherry on top' - oznacza coś jak "bardzo mega super ładnie proszę"

Piosenka którą śpiewał Justin to "Just the way you are" Bruno Marsa.



Awws on się w niej zakochuje! Jeju dajcie mi takiego chłopaka jak on ;_;    *_*

Następny rozdział będzie jednym z najciekawszych w całej historii.
Zaufajcie mi.  Będzie trochę dramy; )

Jak myślicie co to może być?

PROSZĘ O KOMENTARZE!

XO XO
@natallaczerep

           

piątek, 20 lutego 2015

24. Dead cz. II

HALO HALO PAMIĘTACIE NASZ UKŁAD?
KOMENTARZE - ROZDZIAŁY 
PRZEPRASZAMY ZA OPÓŹNIENIE XO
 Rozdział jest przetłumaczony przez nas dwie po trochę.


- Zgubiliśmy się. - stwierdziłam.
- Nie zgubiliśmy. Wiem dokładnie gdzie jesteśmy. - zaśmiał się Justin. Zerknęłam na niego i wyjrzałam za okno by zobaczyć że jest czarno jak smoła*.
Jechaliśmy po jakiejś polnej drodze zaledwie pięć minut. Przejechaliśmy już całe Stratford. Zatrzymaliśmy się w McDonaldzie gdzie Justin postanowił wydać prawie 50 dolarów na jedzenie tylko dla nas dwojga. Mówiłam, że chce tylko BigMaca. Chyba w jego umyśle to oznacza "Chce wszystko z kuchni". Kiedy powiedział że nie wie gdzie jedziemy, naprawdę tego nie wiedział.
- Oh serio? To gdzie teraz jesteśmy? - zachichotałam.
- Jesteśmy.. - urwał - Jesteśmy w Kanadzie. - odwrócił głowę w moją stronę i się uśmiechnął
- Oh naprawdę? Nie zdawałam sobie z tego sprawy. - uśmiechnęłam się. - Justin stop! - krzyknęłam, odwrócił swoją twarz ode mnie i natychmiast zahamował. - Prawie zjechaliśmy z klifu! - spojrzałam na niego.
- Wow, jesteśmy na klifie? - zapytał patrząc z przodu - cool - uśmiechnął się.
- Jesteś dziecinny jak na osiemnaście lat. - zaśmiałam się.
- A ty jesteś za seksowna na piętnaście lat. - mrugnął do mnie. Wywróciłam oczami, odpięłam pasy i wyszłam z samochodu. - woaah. - szepnęłam.
- Widać stąd praktycznie całe Stratford. - stanął obok mnie. Pstryknął palcami, znikąd. - mam pomysł. Stań tam.
Zmarszczyłam brwi i poszłam do wyznaczonego miejsca. Wsiadł do samochodu i odpalił go, zanim zaczął zjeżdżać w dół szlaku. Moje oczy się rozszerzyły. Czy to jakiś chory żart?
- Justin! - krzyknęłam. Czy ten chłopak miał zamiar mnie tu zostawić?
Usłyszałam opony samochodu ocierających się o ziemie i kamienie. Samochód nawrócił i stanął metr od krawędzi tyłem ciężarówki.
- Myślałam że chcesz mnie tu zostawić. - zadrwiłam
- Zostawić cię? Nigdy.- uśmiechnął się siadając na tyle ciężarówki i wyjmując torby z jedzeniem,
 - Potrzebujesz windy? - uśmiechnął się do mnie.
- Nie, chcesz zobaczyć tylko moją sukienkę. - stwierdziłam, krzyżując ręce na piersi zanim niego weszłam.
- Czy ja wiem, lepiej byłoby gdybym zobaczył ją w negatywie*.. - uśmiechnął
- Wsiadaj.- roześmiałam się, klepiąc go po plecach. Zaśmiał się i wciągnął mnie na ciężarówkę obok niego. Westchnął i otworzył torbę z frytkami.
- Cholera, jest zimno. - mruknął.
- Ale to nie znaczy, że nie jest dobrze. - uśmiechnęłam się biorąc pare frytek do moich ust. Zaśmiał się i wzruszył ramionami zanim zaczął jeść.
- Wiesz to jest idealna pierwsza randka. - powiedziałam
- Siedząc na tyle starej, brudnej ciężarówki, na skraju przerażającego urwiska o dziewiątej wieczorem. Aha, i jeść zimne jedzenie z McDonalda. To jest do bani. Powinienem cię wziąć po prostu gdzieś na obiad. - westchnął.
- Nie, siedzimy na tyle ładnej, niebieskiej ciężarówki twojego dziadka, jedząc zimne ale dobre jedzenie z McDonalda, patrząc na piękne światła, oświetlające Stratford. - uśmiechnęłam się. - Wolę to od wymyślnej restauracji każdego dnia. - uśmiechnęłam się jeszcze raz. Zaśmiał się i pochylił, przyciskając swoje usta do moich.
- Jutro jest nasz pierwszy tydzień - powiedział. - a mamy spędzić go w szkole. Jak miło. - skrzywił się.
- Ja lubię szkołę. - zaśmiałam się.
- Oh, oczywiście, bo jesteś frajerem. - uśmiechnął się do mnie
- Nie jestem! - wyśmiałam go i szturchnęłam.
Zaśmiał się i przewrócił oczami na mnie.
- Hej, pamiętasz jak mówiłem że nigdy się nie zakocham.. że nie gram w te gry i nie wierzę? - powiedział opierając głowę o tył ciężarkówki i obejmując mnie.
- Mhmm. - wymamrotałam
- Skłamałem. - szepnął. - Ja wierzę w miłość.. - powiedział cicho.
- Czemu skłamałeś? - spytałam.
- Nie chciałem wyjść na mięczaka. Z resztą, to chyba do bani, no nie? - zapytał. - Miłość kończy się na złamanym sercu. - wzruszył ramionami.
- Nie zawsze. - uśmiechnęłam się.
- Myślisz, że mogłabyś kiedykolwiek się we mnie zakochać? - zapytał mnie przygryzając wargę. Spojrzał mi w oczy, a ja już wiedziałam że moja odpowiedź była twierdząca.
- Tak, myślę że mogłabym. - szepnęłam.
- To dobrze. - skinął głową. - Bo ja myślę że też bym mógł. - Uśmiechnął się, wracając wzrokiem na oświetlone miasto.
- Trzy tygodnie Justin. - westchnęłam.- Znam cię przez trzy tygodnie a zmieniłeś moje życie tak bardzo. - wymamrotałam. - Nauczyłeś mnie stawiać się moim rodzicom, i walczyć o to. czego pragnę. - przygryzłam wargę. - dziękuje.- uśmiechnęłam się.
- Nie ma problemu, kochanie - mruknął. - Ty, uh też  mnie troche zmieniłaś.. - powiedział. - to takie dziwne dla mnie.. Jestem przyzwyczajony do oglądania losowych dziewczyn na ulicy. Nie gniewaj się czy coś ale oceniałem je. - powiedział.
- Oceniałeś? - Zmarszczyłam brwi
- Tak, to takie coś.. Chaz Ryan i ja robiliśmy to cały czas. Za każdym razem ocenialiśmy ją na ciało, twarz, i czy nadaje się do ruchania. - przygryzł wargę, zaśmiałam się i wywróciłam oczami. Nigdy nie powiedziałem tego Chazowi lub Ryanowi ale oceniałem je też na osobowość.. zdzirowata, glamour, głupia.. - wzruszył ramionami.
- A mnie jak oceniasz? - zapytałam. przygryzł wargi ponownie. - Tylko szczerze! - Pewnie dostanę 0 za tłuszcz i "grubiański" za osobowość.
- Cóż dla ciała, twarzy i czy nadajesz się do ruchania, masz wszystko na dziesięć. - mrugnął. Wywróciłam oczami. - Jestem szczery! - zaśmiał się. - A na początku twoja osobowość ma świetny, duży, gruby napis "FRAJER" - znów puścił mi oczko. - Zadrwiłam i szturchnęłam go. - Ale to się zmieniło w miła, zabawna, piękna, niesamowita aż do moja dziewczyna. - znów mrugnął. - Teraz każda dziewczyna którą mijam, ma ode mnie wielkie zero. Ryan powiedział że jestem na bity**.. I zgadzam się Eden Mary Perry, masz mnie na łańcuchu i jestem z tego dumny. Słyszysz Stratford?! JESTEM BITY I DUMNY. - krzyknął do zimnego powietrza nad Stratford, wywołując mój śmiech.
- Jesteś za słodki. - zaśmiałam się.
- Wiem - mruknął i cmoknął moje usta raz, drugi, trzeci aż w końcu przy nich został. Położyłam dłonie na jego szyi, pozwalając mu się całować, poczułam jego język, przejeżdżający po mojej wardze. Odsunęłam się.
- Co ty robisz? - zapytałam.
- Um.. całuje cię? - skrzywił się zupełnie zdezorientowany.
- Z językiem? - spojrzałam na niego z wyższością.
- Kochanie,, uh, czy kiedykolwiek.. - uśmiechnął się, można rzec powstrzymując śmiech. - robiłaś to z jakimś facetem? - zapytał.
- Całowałam się wcześniej, Justin. - skrzyżowałam ręce.
- Nie, miałem na myśli.. z językiem? - Zapytał. Poczułam jak krew spływa do moich policzków i robię się jaskrawoczerwona. - Awh, moja mała dziewczynka jeszcze się temu nie podjęła.- zaśmiał się przyciągając mnie bliżej.
- Zamknij się, nie byłam wcześniej wyuzdana. - stwierdziłam.
- Dobrze, więc nie wiem co to znaczy ale coś czuję że mnie obraziłaś. - skrzywił się,
- Nazwałam cię graczem. - westchnęłam
- To było kiedyś - przewrócił oczami. - Spójrz, to proste, po prostu pozwól mi to pokazać.- powiedział.
- Nie wiem. Co jeśli jestem do bani? To jest naprawdę dziwne.- jęknęłam.
- To nie jest dziwne - próbował stłumić śmiech. -Patrz, po prostu rób to co ja, okej?-zapytał, znów  przyciskając swoje usta do moich. Podałam się i zaczęłam go całować.- Okej, yeah, to nie działa. - burknął, odsuwając  się ode mnie.
- Źle całuje.  Niech to, mówiłam ci.- wskazałam  na niego.
- Nie. -zaśmiał się. - Kochanie, dobrze całujesz, to wina pozycji w jakiej siedzę. To trochę trudne całować cie z szyją wykęconą w ten sposób. -powiedział - Usiądź mi na kolanach. - poklepał się po udach.
Spojrzałam na nieg jak na idiotę.
- Nie. - skrzyżowałam ramiona. 
- Dawaj, to nic złego.  - zaśmiał się - Proszę?-wydął wargi.
Przewróciłam  oczami i przeniosłam moja ciało na jego kolana. Zaśmiał się i przesunął swoją nogę na drugą stronę, więc usiadłam na nim okrakiem. 
- Czuje się gruba. Czy ja łamię twoje nogi?-zapytałam. 
-Nie jesteś gruba. I teraz nie siedzisz mi na kolanach. - uśmiechnął się głupio.
Spojrzałam w dół i gwałtownie nabrałam powietrza. 
- Koleś, nie fajnie. - krzyknęłam, cofając się, wiec teraz  teraz siedziałam na jego  udach a nie... Bieber Juniorze.
- Co? - powiedział, wybuchając śmiechem.
Przewróciłam oczami i popatrzyłam w bok krzyżując ramiona.
-Aw, skarbie. Nie bądź zła. - zagruchał.
- Robisz sobie ze mnie żarty. - westchnęłam. - Przepraszam, że nie jestem taka cholernie doświadczona jak ty.- spiorunowałam go wzrokiem.
- Nie nabijam się z ciebie. Nie chciałem w żaden sposób tego robić.  Jesteś urocza. - uśmiechnął się do mnie. Nachylił się aby mnie pocałować, ale wymknęłam się i pocałował tylko mój policzek. 
- Skarbie, daj spokój.  Pozwól mi dać ci trochę doświadczeń.- westchnął, składając małe pocałunki na mojej szyi 
- Jeden warunek.- powiedziałam.  
Spojrzał na mnie. 
- Nie możesz nikomu powiedzieć. Nie Chazowi. Nie Ryanowi. Nawet w twoich snach. - zmrużyłam oczy.
- Cross my heart and hope to die.* -  uśmiechnął się uderzając swoimi ustami o moje.
Oddałam niepewnie pocałunek.Co pomyśli gdy dowie się, że jestem fujarą w tej dziedzinie? Nie długo po tym jego język wysunął się w poje usta ponownie. Otworzyłam usta odrobinę. Widziałam ckliwe filmy. Miejmy nadzieję, że czegoś się nauczyłam. Poczułam jego język w buzi, splątany z moim. Załapałam o co chodzi i odwzajemniłam pocałunek. Motyle w moim żołądku latały szybciej i szybciej.
- Mm...- usłyszałam jęk Justina w moich ustach, wysyłający wibracje nad moim językiem. Popchnął mnie, więc leżałam na zimnym  tyle samochodu. Wisiał nade mną, masując, ocierając sie o moją nogę  podczas całowania. Okej, pozwolę mu na to. Ale jeśli będzie próbował rozpiąć mój stanik - spoliczkuje go. Poczułam ruch samochodu. Zmarszczyłam brwi i odsunęłam się.
- Justin, zatrzymałeś samochód? - zapytałam. 
- O czym ty mówisz?  - wymamrotał, składając pocałunki na mojej szyi.
Odepchnęłam go i usiadłam. Auto toczyło się do krawędzi urwiska.
- Kurwa! - Justin krzyknął, zauważając to samo co ja. 
Wziął mnie za rękę i skończyliśmy z auta. Próbował skoczyć na zderzak , ale było za późno.  Samochód potoczył do urwiska i poleciał w dół.  . Wzdrygnelam się gdy usłyszałam "bang" kiedy rozbił się o skały na dole.
-Jestem martwy. - Justin wymamrotał.


* naprawdę ciemno
*możliwe ze chodzi tu o Rentgen, chciałby zobaczyć co jest pod sukienką 
*to jest takie angielskie powiedzonko wyrażające obietnicę.






czwartek, 1 stycznia 2015

24. Dead cz.I

Smutno trochę, bo tylko 6 komentarzy pod poprzednim, hm, czy jest aż tak źle?

ZAPISUJCIE SIĘ W ZAKŁADCE DLA INFORMOWANYCH - POWSTAŁA NOWA


                                                         I'm so dead

*EDEN'S POV*

- Jesteś pewna, że to nie za dużo? Mam na myśli, nie jedziemy w żadne luksusowe miejsce...-  westchnęłam, patrząc na siebie w lustrze.
Pożyczyłam jedną z sukienek Jenna'y, której ona nigdy nie zakładała.
- Wyglądasz dobrze! To jest słodkie! Coś na co dzień, ale słodkie.- Jenna zachichotała, krzyżując ręce.
- Mam nadzieję, że masz rację. - przegryzłam wargę, wpatrując się we mnie w lustrze.
Obecnie miałam na sobie białą sukienkę, a moje nowe, czerwone włosy były wyprostowane.
- Myślę, że szpilki to trochę za dużo. - wymamrotałam - Poza tym, one ranią. - zmarszczyłam brwi.
- Ale buty kompletują strój!- Eve wydyszała.
Wywróciłam na nią oczami i wzruszyłam ramionami.
- Dobrze. Ale ja nigdy nie noszę obcasów - znowu. - poskarżyłam się.
- Przestań narzekać bo nawet nie zaczniesz tej randki. - Jenna uśmiechnęła się do mnie.
  - Mogę wejść? - Logan zapukał do drzwi. Został stąd wyrzucony gdy zaczęłam się przebierać. Dzielimy pokój. Zaśmiałam się i otworzyłam drzwi. Wszedł do środka z Kotem Ronem na rękach. Yeah, on nadal ma tego kota. - Woah! Wyglądasz gorąco!-uśmiechnął się.- W nieperwersyjny sposób.- wzruszył ramionami.
- Wyglądasz dobrze. Nie przyprowadzaj Justina do domu po randce. Wolę spać w spokoju, a nie słuchając "uhh, , yeaaa, Justin!" - zrobił dziwny beczący dźwięk. To Logan.
- Ty dziwaku!- krzyknęłam, śmiejąc się i rzucając w niego poduszką.
- Jak możemy byc spokrewnieni?- mruknęła, robiąc face-palm, sprawiając, że ja i Eve zataczałyśmy się ze śmiechu.
- Dziewczyny, przeszkadzam? - Ciocia Beth pukając do drzwi, zanim weszła.  Uśmiechnęła się i zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu. - wyglądasz pięknie.- zachichotała.
- Naprawdę? Nie myślisz, że to jest...odkrywające?- przegryzłam wargę.
- Nie, jesteś piękna. Wstyd mi za moją siostrę, że kiedykolwiek powiedziała o tobie coś złego. Powinnaś zobaczyć ciuchy, które nosi Jenna. - uśmiechnęła się do Jenny.
- To muszą być krótkie topy mamo! - Jenna jęknęła.
Zaśmiałam się i przewróciłam oczami.
- Wiec, przyszłam ci tylko powiedzieć, że na dole jest przystojny młody mężczyzna czekający na ciebie.- ciocia Beth uśmiechnęła się głupkowato.
- On tu jest?- zapytałam, rozszerzając oczy.- Boże, nie mogę tam iść! Wyglądam okropnie! Moje ramiona wyglądają gruba, a moje nogi się trzęsą. - jęknęłam, od razu czując się niepewnie.Co pomyśli Justin? Nigdy  przedtem nie miałam prawdziwego chłopaka. To z Harry'm trwało tylko kilka dni.
- Jesteś taka niepewna siebie. - Eva westchnęła.
-   You're insecure. Don't know what for. You're turning heads when you walk through the do-or-or.*- Logan zaśpiewał kiedy usiadł na swoim łóżku, pieszcząc Ron'a.
- Sugeruję żebyś poszła i zabrała tego chłopaka zanim wujek odstraszy go. - powiedziała ciocia Beth.
- Shit! Tato będzie przesłuchiwał  dzieciaka!- Jenna syknęła.
Zachichotałam i zeszłam na dół schodami, po tym jak opuściłam pokój. Mogłam dostrzec Justina w drzwiach, który rozmawiał z moim wujkiem Joe. Przestali rozmawiać, gdy dostrzegli mnie.
Grymas na twarzy wuja wyblakł, gdy uśmiech posiadał jego twarz, podczas gdy Justin stał, wpatrując się.Wiedziałam, że wyglądam dziwnie! Wiotko... i grubo! Dobro z tobą Eden!**Odstrasz swojego nowego chłopaka swoimi grzmotliwymi udami!***
- Wyglądasz pięknie, kochanie. - wujek Joe uśmiechnął się i złożył na moim czole pocałunek. Dlaczego moi rodzice nie mogą być tak wspierający? Obróciłam się do Justina i przygryzłam wargę. Damn! wiedział jak się ubrać.
-Właśnie mówiłem Justinowi, że masz być w domu przed godziną policyjną. Twoja jest taka sama jak Logana. Jedenasta.- skinął głową.
- Mam nadzieję że nie próbowałeś przestraszyć tego biednego chłopaka.- ciocia pojawiła się w pokoju.
 - Straszyłem go, od powiedzmy ...-mój wujek wzruszył ramionami. - Ja po prostu wspomniałem, że jeśli skrzywdzi moją siostrzenicę, to  umrze. To wszystko.- uśmiechnął się niewinnie do żony.
- Joseph! On żartował Justin. - moja ciocia zapewniła go.
- Jest ok, pani Esposito. - Justin zachichotał.- Nie mógłbym zranić pańskiej  siostrzenicy. Ona jest za słodka.- mrugnął do mnie.
- Proszę, mów mi Beth -Beth uśmiechnęła się.
- Miło poznać was oboje. - Justin uśmiechnął się uprzejmie.
- Hej Justin.- Logan uśmiechnął się, kiedy zszedł na dół z Ron'em. 
Boże. Justin pozna całą rodzinę. Jenna i Logan są poją rodziną, jakkolwiek. Moja najbliższa rodzina twierdzi że jestem dziwką.
- Hej, mały człowieku.- Justin uśmiechnął się .- Uh, i kocie. - mały grymas grał mu na ustach.
- Mój Boże! Mamo! Tato! Logan! Pozwólcie im żyć!- Jenna krzyknęła schodząc na dół.- Bawcie się dzieciaki. Nie za dobrze! Zapłodnij ją i zginiesz, Bieber!- Jenna i Eve zachichotały wypychając nas na zewnątrz.
- Ciąża? - wujek Joe wrzasnął, gdy drzwi trzasnęły. Zachichotałam, obracając się do Justina.
- Wydaja się fajni. - Justin uśmiechnął się, gdy szliśmy do jego auta. Nie jego auta. Do truck'a****.
-Kogo to truck?- zapytałam.
- Mojego dziadka. Mój Range Rover****  wyjeździł cały gaz i myślałem że się spóźnię, więc... Przepraszam. - zachichotał.
- Nie, podoba mi się. - uśmiechnęłam się-  Wygląda trochę jak jeden ze "Zmierzchu", tylko niebieski.- zaśmiałam się.
- Fu, "Zmierzch".- wykrzywił twarz powodując mój śmiech. Ruszył w moją stronę i otworzył mi drzwi. Mrugnął do mnie i pokłonił się.
- Dżentelmen, eh?- uśmiechnęłam się.
- Mm, dostałem kilka rad od dziadka.- mrugnął do mnie i zajął swoje miejsce.
Zapięłam pas kiedy usiadł i zatrzasnął swój. 
- Nie powiedziałem ci tego wcześniej. Wyglądasz niesamowicie przepięknie dzisiaj.- powiedział cicho, pochylił się nade mną i cmoknął moje usta.
- Ty tez nie wyglądasz źle , Bieber. Podobają mi się twoje buty. - zachichotałam. Zawtórował umiejscawiając się znów na miejscu kierowcy.
- Więc, dokąd jedziemy?- zapytałam
- Nie wiem.- wzruszył ramionami.
- Daj spokój Justin. Nie bardzo lubię niespodzianki. Dobrze, lubię je.  Nie lubię wiedzieć o nich i czekać.
- Nie mogę powiedzieć - zaśmiał się.- Ale szczerze.. - obrócił  głowę w moją stronę. - Nie wiem. - mrugnął.














ŚWIĘTY BOŻE! Jedenasta?! U mnie to była 7! Kocham to. Bardzo, bardzo, bardzo!


* 'Jesteś niepewna. Nie wiem po co.  
Odwracają się  głowy, kiedy idziesz przez drz-wi-ii.'  tekst z piosenki One Direction - "What Makes You Beautiful"
** w orginale 'Good on you', to jest takie pogratulowanie sobie, że jesteśmy w czymś świetni, oczywiscie tutaj sarkastyczne.
*** w ogrinale 'thunder thighs' czyli takie uda otyłej dziewczyny, które "chlapią" wydając dźwięk SLAP SLAP,  stąd grzmotliwe.
**** rodzaj samochodu.


_____________________________

HEJCIA TU WASZA JULCIA!
Rozdział ten tłumaczyła w całości NATALKA
ja tylko wstawiaj i prosze was o komentowanie
Jeśli nie będzie komentarzy nie będzie rozdziałów
proste:)
rozdział podzieliłam na dwie części ze względu na to że jest długi a nie chce żeby Natalcia mi się przepracowała więc następny tłumacze ja.
Pojawi się szybko jeśli będziecie komentować proste
love, @g0ldjdb

poniedziałek, 8 grudnia 2014

23. Someplace special

I'm gonna take you someplace special.


*EDEN'S POV*

- Oni mają zdjęcie? - zapytała Jenna, kiedy ja, ona i Logan szliśmy do szkoły. Pokiwałam głową.
- Yeah. Zdjęcie moja i Justin'a gdy całujemy się na terenie szkoły.
- Jak do cholery udało im się to zdobyć? - zmarszczyłam brwi.
- Mamy szpiega.-  Logan szepnął, rozglądając się dookoła.
- Logan, ja..
- Shhh! - podniósł palec, uciszając mnie. Ponownie zmarszczyłam brwi.- Słyszałaś?
 - zapytał, przed tym jak cichutko podszedł do rogu ściany budynku. - Aha! - krzyknął.
Jenna i ja dogoniłyśmy go i zobaczyliśmy, że wskazuje na kota.
- Gratulacje, złapałeś kota! - zachichotałam.
Zmarszczył brwi i podniósł rudego kota.
- Nazwę cię Ron. Jak rudy dzieciak z Harry'ego Potter'a. Logan powiedział do kota, kiedy szedł naprzód przed nami ze swoim nowym kotem. Dziwak.
- Można by pomyśleć, że chłopcy to raczej psiarze. - Jenna zachichotała. - Więc nie jesteś zła na Justin'a? Czy jesteś? - zapytała.
- Nie, to nie jego wina, że zostaliśmy złapani.- wymamrotałam. -Ale bardzo chcę wiedzieć kto zrobił to zdjęcie. - mruknęłam. - Może to była Charlotte albo Rebecca? To znaczy, one mnie nie lubią. I bardzo nie lubią tego, że spotykam się z Justin'em. - westchnęłam.
- Nie sądzę. Po pierwsze, one są za głupie by zrobić coś takiego. Po drugie, zdjęcie ma niesamowitą rozdzielczość. Musiało być wykonane profesjonalną kamerą. Coś jak Nikon. I po trzecie, one nie wiedzą gdzie mieszkasz i nie mają kontaktu z twoimi rodzicami. - skrzyżowała ramiona.
- Dang! - zachichotałam- Detektyw Jenna Esposito.- zaśmiałam się, gdy mijałyśmy drzwi wejściowe.
- Um, Eden...- Jenna wymamrotała.
- Yeah? - zapytałam, odwracając się do niej.
-Myślę, że wiem kto mógł to zrobić. - wyjaśniła i kiwnęła głową na obiekt przede mną.
Odwróciłam się i zobaczyłam Maggie stojącą przy swojej szafce... z Nikonem zawieszonym na szyi!
- Nie.- stwierdziłam. To zbieg okoliczności. Maggie to moja przyjaciółka.- powiedziałam.
- Nie mówię, że to ona. Może to zbieg okoliczności, tak jak mówisz.- wzruszyła ramionami.- Och, widzę Kelly. Widzimy się później, kuzynko.- pomachała.
Podeszłam do Maggie.
- Hej. - posłałam jej lekki uśmiech.
- Hej, Eden. Jak tam ranek? - spojrzała na mnie.
- Um, ok. Zostałam wyrzucona z domu. - powiedziałam.
- Tak? Nie gadaj! - zadrwiła. - Za co?
- Dowiedzieli się o mnie i Justin'ie.- powiedziałam.
- Więc to koniec ciebie i Justin'a?- uśmiechnęła się.
- Dlaczego się uśmiechasz? - zapytałam.
- Bo go nie lubię?- zaśmiała się. Przewróciłam oczami i otworzyłam moją szafkę.- Daj spokój. Naprawdę myślałaś, że przestanie byc graczem*? Raz gracz, zawsze gracz.- położyła ręce na biodrach.
- Cóż, ja lubię Justin'a i mam zamiar mu wierzyc jeśli on mówi, że też mnie lubi.- spojrzałam na nią, zanim zamknęłam szafkę. - Fajny aparat. - wymamrotałam. Spojrzała w dół na swój aparat.
- Co? Teraz nabijasz się z mojego aparatu? Co? Nie jestem na tyle fajna żeby byc twoją przyjaciółką, bo lubię fotografowac? - warknęła.
- Nie, to po prostu zbieg okoliczności, że masz dobry aparat. Taki, którym było robione zdjęcie, które mają moi rodzice? - zapytałam.
- Myślisz, że serio traciłabym swój wolny czas na niszczenie twojego związku? Nie lubię Justin'a, ale no do cholery! Nie poszłam i nie sabotowałam tego!- syknęła na mnie złośliwie.
- Nie powiedziałam tego...- szepnęłam.
- Nieważne, Eden. Powiedziałaś wystarczająco dużo.- warknęła i odeszła szybko.
 Jęknęłam i uderzyłam głową o szafkę, lekko oparłam się o nią.
- Skarbie? - usłyszałam głęboki głos Justin'a, kiedy jego silne ramiona owinęły się wokół mojej talii.
Odwróciłam się i przytuliłam go. Nie powiedziałam niczego, po prostu go przytuliłam. Mama twierdzi, że jestem dziwką, tato myśli, że jestem suką, właśnie straciłam Maggie jako przyjaciółkę i zostałam wyrzucona z domu. To było za wiele i nie mogłam tego dłużej trzymac w sobie.
- Przepraszam.- podciągnęłam nosem.Wytarłam łzy, które głupio opuściły moje oczy kiedy stanęłam dalej.
- Nie przepraszaj.- szepnął i wziął moją twarz ocierając wszystkie łzy. - Co się stało? - zapytał.
- Obwiniłam Maggie za zdjęcie i ona nienawidzi mnie. Nie powinnam jej tak oskarżać. - wymamrotałam.
- Jakie zdjęcie?- zmarszczył brwi.
- Powodem, dlaczego moi rodzice przyszli wtedy do mojego pokoju, było to, że ktoś dał im zdjęcie na którym się całujemy przed drzwiami wejściowymi.- spojrzałam na niego.- Ktoś próbował to zniszczyć i oskarżyłam ją. Jenna powiedziała, że jakość zdjęcia była dobra, więc musiało byc robione dobrym aparatem i pomyślałam przez chwilę, że to ona, bo ma dobry aparat, nie chciałam jej oskarżać, po prostu byłam zła.- mruknęłam.
- Jest okej, kochanie. Jetem pewien, że wróci.- zamruczał i przytulił mnie.- Dostałaś mój prezent zeszłej nocy?- zapytał.
Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się lekko.
- Kocham go. - szepnęłam.
- Dobrze. - uśmiechnął się. - Miałem taką nadzieję.- pochylił się i musnął moje usta.- Przepraszam.- wymruczał.
- Za co? - zapytałam.
- Za danie się złapać. - wymamrotał, po czym delikatnie pocałował moją szyję.Poczułam jak moje serce zaczyna bic szybciej. Nigdy wcześniej nikt mnie tam nie pocałował, ale chłopie, polubiłam to. - Za sprawienie, że płakałaś. - znów pocałował mnie w szyję, tym razem powoli.- Za to, że zostałaś wyrzucona. - szepnęła, zanim pocałował mnie miejsce nad moim uchem.  Odepchnęłam go leciutko.
- Nie tutaj.- wyjaśniłam.
- Więc mówisz, że to się stanie później?- mrugnął do mnie. Przewróciłam oczami i obróciłam się do szafki, wyciągając z niej książki.
- Nadal chcę wiedzieć, kto zrobił to zdjęcie.- wymamrotałam.
- Znajdziemy ją. Ktoś musiał ją widzieć, albo coś.- szepnął. Adam i ja mamy rozejm.- powiedział. Uśmiechnęłam się do niego.
- Naprawdę? - uśmiechnęłam się. Odwzajemnił uśmiech i pokiwał głową.
- Boże , dzięki Ci!-krzyknęłam i przytuliłam go "na misia". Mocno go objęłam.. Zaśmiał się i owinął ramiona wokół mnie. Złagodziłam uścisk i po prostu zatrzymaliśmy się w jego ramionach. Nie wiesz, jak bezpieczne się tam czuję.
- Chcę zabrać  Cię gdzieś dziś wieczorem.- Justin szepnął.

-Gdzie?-zmarszczyłam brwi, patrząc na niego.

-Cóż, my tak naprawdę nie byliśmy na naszej pierwszej randce.-uśmiechnął się.
- Och,  tak .." - uśmiechnęłam  się.
- Ale ... ta randka to  nie będzie nic nadzwyczajnego, ponieważ już wiele razy  powiedziałaś mi , że nie lubisz wymyślnych rzeczy.- zaśmiał się. - Wezmę cię w specjalne miejsce.- mrugnął.
-Gdzie?- zapytałam.
- To tajemnica.- uśmiechnął się, gdy zadzwonił dzwonek.- Chodź, wejdź  do klasy, piękna. Zobaczymy się w matmie.- mrugnął i musnął moje usta. Ruszyliśmy dalej. Uwielbiam byc wokół  tego chłopca.




* player - gracz, podrywacz.



SPÓŹNIONA, ALE JESTEM!
przepraszam Was bardzo, za ten poślizg czasowy.
Mam nadzieję że rozdział Wam się podoba. 
Jak myślicie gdzie zabierze ją Justin?

xoxo
N. aka @NatallaCzerep


piątek, 28 listopada 2014

22. Present

                                                       *EDEN'S POV*


- Jak możesz byc tak nieodpowiedzialna, Eden!? - mój tato krzyknął na mnie, kiedy ja siedziałam na łóżku.
Justin musiał iść do domu oczywiście. A Eve i Jenna musiały posprzątać pokój. Tak zaczęły się wrzaski. Ja tylko siedziałam tam i patrzyłam na niego.
- I spójrz na swoje włosy! - zadrwiła mama, wznosząc dramatycznie jej dłonie do góry.- Wyglądasz jak pierwsza-lepsza*  dziwka! - krzyknęła.
Moje usta otworzyły się lekko w szoku na jej dobór słów. Dużo jak na "świętą", prawda?
- Pójdziesz  spowrotem do łazienki i przywrócisz im swój kolor.
- Nie mogę. Nie powinnam ich znów farbować przez kolejne 4. miesiące.- skłamałam Mam na myśli, nie wiem ile dokładnie miesięcy trzeba czekac ale może za 4 miesiące oni o tym zapomną.
- Co mówiliśmy ci o tym chłopaku, hm? - krzyknął ojciec.
Spojrzałam w dół kiedy łza opuściła moje oko.
- On nie jest dobry dla ciebie, Eden! On to kłopoty, a ty siedzisz tu, całujesz go i przytulasz?! Straciłaś rozum?! - krzyknął głośniej, jego twarz po czerwieniała ze złości.
- Przepraszam. - szepnęłam.
- A to? - mama trzymała w ręce zdjęcie na którym ja i Justin  całujemy się w szkole.- Paradujesz tak po szkole, hm? - krzyknęła. - Dziwka! - splunęła na mnie.
Załamałam się, a łzy spływały mi po twarzy, gdy zaczęłam płakać. Yeah. Słaba, mała Eden Perry płacze przez jedno proste słowo.
- Woah, co się tu dzieje? - głos Adam'a krzyknął kiedy Adam otworzył drzwi.
Jego wzrok przechodził z mamy na tatę i na mnie, siedzącą i wycierającą łzy.
- Ta dziwka umawia się z chłopakiem z sąsiedztwa, po tym jak mówiła wiele razy, że nie będzie.- mama krzyknęła w moją stronę.
- Co do...- chciał przeklnąc, ale przerwał w połowie, podszedł do mnie i usiadł obok, obejmując mnie ramieniem.
- Nigdy więcej nie będziesz się z nim widzieć! - ojciec wskazał na mnie.
- Będzie robiła co jej się podoba - Adam warknął.
Spojrzałam na niego z zaciekawieniem. Myślałam, że będzie z tego zadowolony.
- Ona ma piętnaście lat i nie może spotykać się z kim chce? To nie tak, że ona uprawia z nim seks! To tylko pocałunki i przytulanie! - krzyknął na rodziców.
- Po moim trupie moja córka będzie spotykała się z Bieber'em!- burknął tato.
- On nie jest zły!- krzyknęłam.Oboje popatrzyli na mnie zdziwieni tym, że przemówiłam.- Justin jest dobrym człowiekiem! On był tutaj, dla mnie, gdy nie mogłam rozmawiać z nikim innym. Lubię go, a on lubi mnie! Co do cholery jest w tym złego, tato? - krzyknęłam na niego.
- On cię zmienił.- mama syknęła. Tato patrzył na mnie z obrzydzeniem.
- Jesteś dziwkarską małą dziewczynką, Eden Perry. - warknął na mnie tato.
- Co do cholery, tato?! - Adam krzyknął, stając obok mnie.
- Lubię Justin'a i dalej będę się z nim widywać, ponieważ to jest moje życie i będę robiła co mi się kurwa podoba!- krzyknęłam.
Mama westchnęła , a oczy taty rozszerzyły się w szoku, zanim jego twarz jeszcze bardziej po czerwieniała.
- Wyjdź! -mruknął - Chcę żebyś wyszła z tego domu!- krzyknął - Wynoś się!- wskazał na drzwi.
Spojrzałam na Adama, który był w kompletnym szoku.
- Dobrze. - szepnęłam, popychając tatę w drzwiach.

                                                                  *JUSTIN'S POV*

Siedziałem na moim łóżku, słuchając przytłumionych krzyków dochodzących z domu obok. Po prostu chciałem wyskoczyć przez tą werandę i przytulic ją, powiedziec, że wszystko będzie dobrze, ale wiedziałem, że to mogłoby tylko pogorszyć sprawę. Powinienem zostawić tą sprawę i pogadać z nią później. Krzyki ustały, więc mogłem tylko przypuszczac, że to wszystko się skończyło. Ona musi byc uziemiona przez cholernie długi czas tym razem i to wszystko moja wina. Cholera, powinniśmy byc bardziej ostrożni... Pracowałem dobra godzinę z dziadkiem przy jego samochodzie wyjaśniając mu całą sytuację. Wyglądał jakby mnie zrozumiał, ale tak jak myślałem, kazał mi pozwolić temu wszystkiemu trwać. Pozwól kawałkom spaść gdzie chcą. Było już ciemno i wyszedł księżyc. Usiadłem na balkonie, czekając na światło, aż się zapali. Czułem się okropnie i nie chciałem, żeby ona była na mnie zła, więc czekałem. Nareszcie światło rozświetliło pokój. Wspiąłem się na balkon i zastukałem lekko w okno. Moje serce stanęło na chwilę kiedy drzwi się otworzyły ale to nie była moja nowo-czerwonowłosa dziewczyna.
- Czego chcesz? - Adam splunął.
- Zobaczyć Eden.-powiedziałem spokojnie.
- Powodzenia. Moi rodzice zakazali jej kiedykolwiek widzieć się z tobą znowu.-powiedział, krzyżując ramiona - Płakała bardzo mocno.- powiedział ciszej, poczułem jak moje serce powoli się rozpada.
- Mogę z nią tylko porozmawiać, proszę? - zapytałem.
- Jej tu nie ma. Jest w domu Jenna'y. Moi rodzice wyrzucili ją, bo nie chciała przestać się z tobą spotykać.- spojrzał na mnie - Będzie teraz mieszkała z wujkiem i ciocią.- powiedział.
- Kurwa. - westchnąłem, przechylając głowę w dół i pocierając skronie rękami. - Czy- czy ona jest na mnie zła?- zapytałem.
Spojrzał na mnie.
- Powinna, ale nie jest.- wymamrotał.
- Możesz mnie teraz pobic. Zasługuję na to. -wymamrotałem. Zamknąłem oczy, czekając na cios.
- Nie będę bił chłopaka mojej siostry - stwierdził.- Nieważne jak bardzo chcę.- westchnął - Spójrz, spowodowałeś to. Ty to naprawisz.- spojrzał na mnie.- Eden ma złamane serce. Musisz to naprawic. - zażądał.
- Myślałem, że nie chcesz, żebyśmy byli razem.- powiedziałem.
- Chcę tego co jest dobre dla mojej siostry. Wygląda na to, że sprawiasz, że ona jest szczęśliwa...Czasami.- powiedział.
- Rozejm? - spytałem, wystawiając rękę.
Spojrzał na moją dłoń i zmarszczył twarz. Westchnął i potrząsnął moją dłoń.
-Tylko dla mojej siostry.- warknął - Będzie jutro w szkole. Porozmawiaj z nią. Zostaw ją dzisiejszej nocy.- dodał. Wrócił do pokoju i pakował torbę.- Muszę przynieść jej jakieś ciuchy.- podniósł torbę.
- Czekaj! - powiedziałem, po czym szybko wróciłem do mojego pokoju i myślałem co napisać. Wreszcie napisałem to. Złożyłem  kartkę i napisałem małą wiadomość zanim zakleiłem to w kopercie i opieczętowałem ją. Miałem nadzieję, że Adam tego nie otworzy. Wróciłem i podałem mu to.
- Daj to jej. - powiedziałem.
Spojrzał na zamknięcie i uniósł brew.
- Lepiej żeby to nie były twoje nagie zdjęcia, stary.- poszedł.
Zaśmiałem się, wracając do mojego pokoju i opadając na moje łóżko. Mam nadzieję, że spodoba jej się mój mały prezent.

                                                  *EDEN'S POV*

- To nie dużo, ale jak usuniemy tą komodę, będzie więcej miejsca dla ciebie w tym pokoju.- ciocia Beth uśmiechnęła się do mnie.- Nie martw się o rodziców. Wujek właśnie z nimi rozmawia. - uśmiechnęła się, zanim pukanie rozległo się po pokoju.
- Jest tam kto? - Adam zawołał.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je zanim uwięziłam go w uścisku.
- Zostawię was.- ciocia Beth wyszła.
- Przyniosłem ci parę ciuchów- dał mi  torbę.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się upuszczając ją gdziekolwiek.
- Nigdy nie dałem ci tego do zrozumienia, ale twoje włosy wyglądają choro.- zachichotał, rozglądając się po pokoju.- Dzielisz pokój z Logan'em,eh? Dlaczego nie z Jenna'ą? - zapytał.
- Ona ma mniejszy pokój. Logan ma większy. - uśmiechnęłam się.
- Ach, no tak.- zachichotał.
Obrócił się i wręczył mi rozdartą kopertę.
- To jest od Justin'a. - powiedział.
- Otworzyłeś to - uśmiechnęłam się głupio.
- Byłem ciekawy. - wzruszył ramionami. - Ale myślę, że ci się spodoba.- uśmiechnął się.- Muszę wracać, jestem uziemiony za przeklinanie na rodziców. - przewrócił oczami.- Tak w ogóle jak ty krzyczałaś na nich myślałem, że się posikam. W środku tak bardzo się śmiałem.- uśmiechnął się.- Jak się czujesz? - zapytał.
- Odświeżona. - westchnęłam
- Dobrze. Zadzwonię do ciebie jutro. Kocham cię! - powiedział, przytulając mnie i podszedł do drzwi.- Do zobaczenia Mały Czerwony Kapturku. - uśmiechnął się i wyszedł.
Przewróciłam oczami i usiadłam na wolnym łóżku.Wyciągnęłam z koperty kartkę z mnóstwem słów.

Przepraszam, piękna.

Everybody's laughing in my mind...

Tekst piosenki, on dał mi swój tekst...**





* został tu użyty zwrot "a down right whore" , którego nie mogłam nigdzie znaleźć, więc przetłumaczyłam to na swój sposób.
*** Justin dał Eden swój tekst piosenki ( "That should be me"), którą śpiewał dla niej gdy chciał żeby zerwała z Harrym.




***
Aws, Jezu ześlij mi takiego chłopaka jak Justin! I takiego brata jak Adam!

Hej, hej, hej!
Tu znowu N.  Zmotywowaliście mnie ostatnimi komentarzami i oto jest 22!
Niestety nasza kochana @g0ldjdb ma nawał pracy i obowiązków i nie dała rady, kochana powodzenia w szkole i w muzycznej! ;)
Ja też nie narzekam na czas wolny od nauki ale udało mi się wreszcie.

Co sądzicie o rozdziale? Czy rodzice Eden się opamiętają? Czy Eden i Justin będą mogli się normalnie spotykać? Jak myślicie?
xoxo
N.

sobota, 15 listopada 2014

21. Bright Red

                                        *NO POV*
 
- Spotkałaś chłopaka? Oh, jak ma na imię? Jest słodki? - Eden uśmiechnęła się do swojej kuzynki, Jenny, stojąc przy jej szafce.
 Justin spóźniał się do szkoły, co było wynikiem nocnego grania w gry wideo z Ryanem, chyba się uzależnili. Była pod ekscytowana zobaczeniem go. Niech owinie swoje ramiona wokół jej i pocałuje ją w usta.
- Nie to że go  lubię  lub.. cokolwiek. Myślę, że był uroczy. Poza tym wydawał się pewny siebie. Był taki " Oh, jestem Ryan Butler, ale pewnie już o mnie słyszałaś. " albo coś w tym stylu - Jenna zmarszczyła brwi.
- Ryan? Lubisz Ryan'a? - Eden szeroko się uśmiechnęła.
- Kto lubi Ryan'a? - głęboki głos Justina wypełnił uszy Eden, gdy poczuła parę znajomych ramion oplatających jej talię. Gdy Justin poinformował znajomych o jego spotkaniach z Eden, plotki rozniosły się jak ogień. Eden to nie przeszkadzało tak długo, dopóki jej rodzice nic nie wiedzieli. Eva była w ekstazie, Adam tego nienawidził, ale musi z tym żyć tak długo, dopóki film jego i Alexandry nie wycieknie do internetu i zobaczą go rodzice.
- Dzień dobry - Eden uśmiechnęła się, odwracając w stronę Justina.
Zaśmiał się i przycisnął swoje usta do jej, w "dzień dobry" pocałunku.
Ludzie patrzyli się, ale starali się aby to nie było oczywiste. Justin skończył z zabawianiem się dziewczynami i niektórzy byli zaskoczeni. W szoku, aktualnie.
- Justin, to jest Jenna, moja kuzynka - przedstawiła ją.- Jenna, to jest Justin, mój chłopak - Eden poczuła, że się uśmiecha i czerwieni.
- Mm, to jest ten chłopak, o którym tyle mówisz, że nie potrafisz się zamknąć? - dokuczyła Jenna.
- Hm?- Justin uśmiechnął się głupawo do Eden, zacieśniając uścisk. - Miło cię poznać - posłał uśmiech Jenna'ie, który odwzajemniła.
- Ona lubi Ryan'a - powiedziała Eden.
- Nie. On wygląda trochę zarozumiale- Jenna wzruszyła ramionami.
- Jest zarozumiały, ale nie spotkałaś Chaz'a.- Justin prychnął, Eden zachichotała.
- Ryan jest wspaniałym chłopakiem. - powiedziała Eden.- Zaufaj mi, pokochasz go.- mrugnęła na co Jenna przewróciła oczami.
- Chcesz jego numer? - Justin zażartował, otrzymując śmiech innych.
- Nie. - Jenna wykpiła go, obracając się i spotykając Ryan'a, który szedł prosto w jej kierunku, z pewnością siebie w każdym ruchu ciała.
- Bolało? - zapytał bez przywitania.
- Co bolało? - zapytała Jenna kompletnie zdezorientowana.
- Kiedy spadłaś z nieba?- mrugnął.
Jenna przewróciła oczami i wyminęła go, idąc na pierwszą lekcję.
- Co zrobiłem źle? - Ryan był rozczarowany. - Cholera. To była zła zagrywka. Cholerny Chaz.- przeklnął.
- Czekaj... Słuchasz Chaz'a w sprawach dziewczyn? - Eden zachichotała.
- No, tak. Mam na myśli, on spotyka się z Taylor od lat.-wzruszył ramionami.
- Jedyny powód tego, że Taylor zgodziła się być z Chaz'em jest taki, że ona jest łasa na kiepskie teksty.- powiedział Justin.
- Jenna natomiast, nie jest.- Eden uśmiechnęła się.
- Cholera. - Ryan mruknął przed włożeniem rąk do kieszeni i po chwili odszedł.
- Wow. Dopiero co ją poznał i już na nią poluje?- Eden zachichotała i odwróciła się do Justina, który zaśmiał się i wzruszył ramionami.
- Tak to wygląda.- uśmiechnął się - Twoje usta wyglądają dzisiaj pięknie. - szepnął - Moje są całkiem gorące, więc razem mogą stworzyć słodką parę.- mrugnął.
- Wow.Chaz nie jest jedynym, który używa kiepskich tekstów. - Eden zaśmiała się, kładąc ręce na jego piersi i lekko go popychając.
Oboje się zaśmiali. Dzwonek zadzwonił, więc dali sobie krótkiego buziaka i poszli do klas. Hol szybko opustoszał i stała tam tylko dziewczyna z telefonem. Zdjęcie z całującymi się Eden i Justin'em  wypełnił cały ekran. Ona uśmiechnęła się, zanim odeszła do klasy z jedną myślą w głowie.
                            Justin i Eden  szybko się skończą.
 
 
                         *EDEN'S POV*
 
 
- Jesteś pewna, że to będzie dobrze wyglądało? A co jeśli kolor wyjdzie źle? Co jeśli mama będzie kazała mi je odfarbować? - zapytałam nerwowo.
Siedziałam w moim pokoju z Eva i Jenna. zdecydowały, że zafarbują moje włosy.  Prosiłam o jakąś zmianę. Myślałam o pomalowaniu paznokci na jakiś dziwny kolor. Ale nie moje włosy! Jaskrawoczerwony może mi nie pasuje.
- Jestem pewna. Pracuję w salonie fryzjerskim, idiotko. - Eva zachichotała.
- I nie możesz farbować swoich włosów przez miesiąc po tym, inaczej zaczną wypadać.- Jenna pokiwała głową, siadając na łóżku z magazynem.
Westchnęłam i pokiwałam głową.
- Mam przeczucie, że mama wolałaby mnie łysą niż czerwoną. - wymamrotałam.
- Kochanie?
Usłyszałam głos Justin'a kiedy jego kostki stukały o szybę. Jęknęłam i podeszłam do drzwi aby je otworzyć.
- Cześć. Uh, co z twoimi włosami? - wskazał na moje włosy, które były mokre i wyglądały dziwnie, przez farbowanie.
- Farbuję włosy. - wybełkotałam- Nie wiń mnie, to jej wina.- powiedziałam, dramatycznie wskazując na Eve.
- Spokojnie, kotku. Jestem pewny, że będziesz wyglądała pięknie. - zaśmiał się i pocałował mnie w czoło. - Nawet jeśli twoje włosy byłyby jaskrawozielone, nadal myślałbym o tobie w ten sam sposób.- mrugnął do mnie.
Uśmiechnęłam się.
- Czekaj... Jaskrawozielone? - krzyknęłam.
- On żartuje. - Eve spojrzała na Justin'a, który tylko się śmiał. - Już czas żebyś wzięła prysznic, dziewczyno. Nie wracaj dopóki nie będziesz czerwona! - zaśmiała się, wpychając mnie do łazienki.
- Justin, możesz poczekać z nimi jeśli chcesz. - uśmiechnęłam się zamykając drzwi i rozbierając się.
- Świetnie. Muszę pogadać o Ryan'ie z Jenna - zaśmiał się.
Zaśmiałam się  wchodząc pod prysznic i spłukując moje włosy. Kolor spłynął ze mnie na podłogę. To wyglądało jak krew! Aktualnie, wyglądało to  strasznie fajnie. Krwisty prysznic! Uśmiechnęłam się do mojej dziwnej strony osobowości, umyłam włosy szamponem i nałożyłam odżywkę. Potem umyłam moje czerwone ciało, upewniając się, że nie została żadna plama. Owinęłam wokół siebie ręcznik i spojrzałam w lustro. To wyglądało na ciemny czerwony, ponieważ włosy były mokre. Powinny wyglądać inaczej gdy będą suche. Westchnęłam, susząc włosy i prostując je.
- Wow. - wymamrotałam patrząc w lustro.
Nie wyglądałam tak źle. Ubrałam się i wystawiłam głowę na zewnątrz. Eva'ie opadła szczęka.
- To wygląda gorąco! - krzyknęła.
Justin i Jenna odwrócili się w moim kierunku.
- To totalnie ci pasuje! - Jenna uśmiechnęła się.
- Oh, wyszło świetnie, prawda? - Eva uśmiechnęła się - Jestem geniuszem. - pogratulowała samej sobie.
Justin uśmiechnął się i podszedł do mnie.
- Co myślisz? - zapytałam.
- Myślę, że wyglądasz pięknie.- uśmiechnął się złączając nasze usta.
- Aw, chcę tak. - Jenna jęknęła.
- Forever Alone. - Eva westchnęła.
- Amen dla tego, siostro. - Jenna zachichotała.
- EDEN MERY PERRY! - Oh, to było użycie mojego pełnego nazwiska.
Drgnęłam i obróciłam się do drzwi gdzie stali moi rodzice. Justin zacisnął uścisk na moim biodrze.

Złapani.







  ***

Hej, jestem nową tłumaczką, N.  :) Mam nadzieję, że nie zawiodłam i wszystko jest okej.
UUU... Czyżby Jenna i Ryan mieli  przed sobą przyszłość? Haha, najpierw niech Ry zmieni teksty :'')
Nasza Eden zmieniła kolor włosów, oby jej rodzice jakoś to znieśli.
Justin nadal jest taki jhsvhvhs słoooodki *-*
Chyba jestem Forever Alone jak Jenna i Eva hahah.
I co sądzicie o tej dziewczynie z holu z telefonem? Może namieszać?

xoxo
N.