nie wiem jak nazwać ten oto post, który pewnie większość z Was wyłączy, ponieważ to nie rozdział
ale trudno!
tak sobie patrzę na te wyświetlenia i.. kurczę!
tłumaczę dla Was rozdział, sprawdzam błędy, tracę mój czas na naukę i przyjaciół, dodaję go, informuję 25 osób od razu po dodaniu i wiecie co jest później?
nic nie ma.
no właśnie, nic!
wiem, że na pewno każda z Was jest leniwa -jak ja- i nie chce Wam się tego komentować, ale chcę znać Waszą opinię, chcę wiedzieć kiedy Wam coś nie pasuje chcę widzieć komentarze typu
'jezu jakie gówno'
'zrobiłaś błąd tu i tu'
'wow, podoba mi się'
'jaka cudowna scena ta i tamta'
'mogłabyś poprawić to czy tamto'
ponieważ to WY to czytacie, to dla WAS to tłumaczę i nie chcę, aby moja robota szła na marne
od razu po dodaniu rozdziału widzę po 200 wejść, nie wiem ile to dla Was, ale ja więcej chyba sobie wymarzyć nie mogę, ale wiecie ile jest później komentarzy? zaledwie 5
nie chcę Was szantażować typu dodam rozdział, gdy pojawi się tu 30 komentarzy, ponieważ to fanfiction ma Wam sprawiać przyjemność, ma Was odrywać od rzeczywistości, ma być dla Was, ale ja również chcę mieć coś dla siebie.
wiem, że rozdziały nie są często, ale dziś sobie postanowiłam, że POSTARAM SIĘ dodawać post co tydzień marnując tym swój czas, ale chcę również wiedzieć co zrobiłam dobrze, a co źle.
wiem, że większość osób czytających to ff ma twittera więc jeśli serio jesteście takie leniwe, że pomimo spędzania miliona godzin na laptopie/tablecie/telefonie nie chcecie tego komentować to chociaż napiszcie jednego tweeta, JEDNEGO z hashtagiem #boyslikeyoupl
JEŚLI NIE ZASTOSUJECIE SIĘ DO WYRAŻANIA WASZEGO ZDANIA NA TEMAT TEGO FF MYŚLĘ, ŻE MOJA PRACA PÓJDZIE NA MARNE I PO PROSTU ODEJDĘ, PRZEPRASZAM
@wonderfulniallx
sobota, 19 kwietnia 2014
czwartek, 17 kwietnia 2014
13. Find out.
przepraszam za opóźnienia.
prosze komentujcie, ponieważ na 100 wejść komentują dwie osoby.
miłego czytania x
prosze komentujcie, ponieważ na 100 wejść komentują dwie osoby.
miłego czytania x
Eden's POV
Rozejrzałam się po korytarzach East Stratford w poszukiwaniu Justin'a. Wcześnie wyjechał do szkoły, więc nie miałam możliwości złapania go. Byłam zdezorientowana zdarzeniami z poprzedniego dnia. On mnie pocałował. Chcę wiedzieć dlaczego. On nie czuje się tak samo przy mnie, prawda? Ja nawet nie wiem, czy tak naprawdę go lubię. To może być sympatia głupiej, małej dziewczynki. Dzwonek rozbrzmiał wśród nas, psiakrew. Mam zaawansowaną matematykę, Justin jest w tej klasie. Ale nie było możliwości, aby porozmawiać z nim o tym wśród wszystkich. Nie mogę z nim teraz porozmawiać, koniec kropka.
-Dobry, klaso. -nauczyciel uśmiechnął się. -dziś mamy w planach sporo pisania, więc długopisy w ręce i do zeszytów. Jeśli rozmawiasz, masz areszt. Brak pytań. Wszyscy rozumieją? -powiedział.
Każdy wymamrotał różne słowa, ale nie miały one żadnego znaczenia. Widziałam jak Justin wszedł do klasy. Jego włosy tworzyły nieład, a on wyglądał na zmęczonego. Zmarszczyłam brwi i uniosłam mój zeszyt.
Kątem oka zauważyłam jak Justin siada obok mnie, ponieważ było to jedno z niewielu miejsc wolnych. Zaczęłam spisywać notatki z tablicy, dopóki nie poczułam jak kulka z papieru uderza w moje ramię. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam w lewo, aby zobaczyć, że Justin mi się przygląda. Skinął głową na papier. Zmarszczyłam brwi i podniosłam kulkę lekko chałasując przy rozprostywaniu jej.
Przepraszam za Twój pierwszy gówniany pocałunek z dupkiem takim jak ja.
Walczyłam z uśmiechem tworzącym się na mojej twarzy i szybko odpisałam.
Jest w porządku. Ale dlaczego tak się stało?
Upewniłam się, że nikt nie patrzy przed odrzuceniem tego. Rozprostował to i przeczytał, a następnie podniósł pióro i odpisał.
To był impuls. Ale nadal jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
A ja byłam na tyle głupia, aby myśleć, że mnie lubi. Szybko odpisałam 'pewnie' przed rzuceniem w jego kierunku. Niestety, ja jako dziewczyna z okropnym celem nie trafiłam i uderzyłam w Chaz'a.
-Rzuciłeś tym? -Chaz szepnął podnosząc kulkę.
-Tak. Wypadek, sorry. -Justin szepnął, wyrywając mu to z rąk, a następnie wpychając to sobie do ust. Chaz spojrzał na niego miną 'wtf'. -nie dostałem śniadania. -Justin mruknął po połknięciu kartki.
Ew, połknął ją!
-Stary, masz przesrane! -Chaz roześmiał się.
-Chaz, ostrzegałem Cię. Areszt. Lunch. -nauczyciel stwierdził.
Chaz'owi opadła szczęka powodując mój chichot. Justin odwrócił się w moim kierunku i posłał lekki uśmiech.
Justin's POV
-Stary, gdzie Ty idziesz? Mamy koszykówkę! -Chaz powiedział do mnie.
-Muszę włożyć, um, pióro do mojej szafki! -krzyknąłem.
Przewrócił oczami, zanim Ryan pociągnął go przed posłaniem mi spojrzenia, które pokazywało, abym był ostrożny. Udałem się do szafki Eden, gdzie stała, czekając na mnie. Powiedziałem jej, abyśmy się tu spotkali więc mogliśmy porozmawiać normalnie o tym pocałunku.
-Zgadnij kto. -powiedziałem kładąc dłonie na jej oczach.
-Wielki ptak*. -zażartowała.
-Nie, jeszcze lepiej. -śmiałem się, gdy się do mnie odwróciła. -hej, przepraszam za wczoraj. powiedziałem.
-Jest w porządku. -wzruszyła ramionami. -to nic. -powiedziała.
-To nie było niczym. Praktycznie ukradłem Twój pierwszy pocałunek. Musisz być wściekła. Dalej, uderz mnie. Darmowy strzał. Nie poniżej pasa, bądź w twarz, proszę. -powiedziałem cofając się przed jej uderzeniem. Uniosła brwi i strzeliła mnie w nos. -hej, powiedziałem nie w twarz! -skarżyłem się w odpowiedzi otrzymując jej śmiech.
-Nie jestem na Ciebie zła. -uśmiechnęła się, ale miałem wrażenie, że kłamie. -naprawdę nie jestem, uwierz mi. -westchnęła.
-W porządku, cokolwiek powiesz. -westchnąłem.
-Nie złam nogi w koszykówce, ok? -uśmiechnęła się.
-Oczywiście, że nie. Planuję skopać tyłek Twojego brata w piątek. -uśmiechnąłem się. -komu będziesz kibicowała? -zapytałem.
Westchnęła i pomyślała.
-Temu kto wygra. -głupio się uśmiechnęła.
-To nie fair. -roześmiałem się. -wiesz, że chcesz, abym wygrał.
-Może tylko trochę. Naprawdę chcę zobaczyć płacz mojego brata. -zachichotała. Oh, ta dziewczyna jest świetna. -powinieneś iść. Spóźnisz się. -dźgnęła mnie w brzuch. -muszę się dowiedzieć co z moim szlabanem.
-Myślę, że powinnaś to sprawdzić. ** -uśmiechnąłem się.
-Oh, ale chciałabym zachować moje tajemnice. -uśmiechnęłam się wychodząc do wyjścia. -do zobaczenia później Bieber. -machnęła przed wyjściem.
-Justin. Dlaczego rozmawiałeś z kujonką? -usłyszałem głos Charlotte.
Odwróciłem się i spojrzałem na nie obie. Charlotte i Rebecca. Jak cudownie..
-Musiałem się upewnić czy zrobiła mój esej na angielski. Wiesz, nie mam w dupie gówna zwanego Romeo i Julia. -uśmiechnąłem się głupio. -co tam u Was panie? -mrugnąłem.
-Pomyślałam, że możemy przyjść i popatrzeć jak ćwiczysz, ale trener nas wygodnił. Więc idziemy na zakupy. -Rebecca uśmiechnęła się.
-Kup coś sexy. -mrugnąłem. -do zobaczenia dziewczyny. -powiedziałem odchodząc na salę gimnastyczną.
Tak blisko.
-Bieber, spóźniłeś się! -wrzasnął trener, gdy wszedłem. -chodź! Koszulki kontra klaty***. Bieber jesteś klatą. -skinął głową. -szybko. -zażądał.
-Yesssirrr****. -śmiałem się wychodząc na boisko.
Chaz's POV
Patrzyłem jak Justin biegnie do kosza, dryblując***** piłką w dłoniach. Skoczył i trafił uzyskując oklaski od wszystkich.
-Świetnie Justin! Dobra robota. Tak trzymaj chłopcze! -trener Brown uśmiechnął się.
Justin uśmiechnął się do siebie i podszedł do Nolan'a i Mitch'a. Zmarszczyłem brwi.. nigdy nie widziałem go tak szczęśliwego.
-Hej, czy tylko ja zauważyłem, że Justin zachowauje się inaczej? -zapytałem.
-Inaczej? -Ryan zapytał lekko się denerwując. -jak inaczej? Jak naprawdę inaczej, średnio inaczej, trochę inaczej? Bądź konkretny. -powiedział.
On bełkota kiedy coś ukrywa.
-Czy wy dwaj coś przede mną ukrywacie? -zapytałem.
-Psh, nie! Chodź stary. Nic tajemniczego się nie dzieje. -wzruszyłem ramionami i podniosłem butelkę wody. -hej, patrzcie! Mrówka! W środku? Jak to możliwe? Pójdę i powiem cześć. -wyszczerzył zęby w uśmiechu przed spacerem.
Zmarszczyłem brwi i odwróciłem się by zobaczyć śmiejącego się Justin'a z innymi chłopakami.
Coś się dzieje i mam zamiar dowiedzieć się co.
Rozejrzałam się po korytarzach East Stratford w poszukiwaniu Justin'a. Wcześnie wyjechał do szkoły, więc nie miałam możliwości złapania go. Byłam zdezorientowana zdarzeniami z poprzedniego dnia. On mnie pocałował. Chcę wiedzieć dlaczego. On nie czuje się tak samo przy mnie, prawda? Ja nawet nie wiem, czy tak naprawdę go lubię. To może być sympatia głupiej, małej dziewczynki. Dzwonek rozbrzmiał wśród nas, psiakrew. Mam zaawansowaną matematykę, Justin jest w tej klasie. Ale nie było możliwości, aby porozmawiać z nim o tym wśród wszystkich. Nie mogę z nim teraz porozmawiać, koniec kropka.
-Dobry, klaso. -nauczyciel uśmiechnął się. -dziś mamy w planach sporo pisania, więc długopisy w ręce i do zeszytów. Jeśli rozmawiasz, masz areszt. Brak pytań. Wszyscy rozumieją? -powiedział.
Każdy wymamrotał różne słowa, ale nie miały one żadnego znaczenia. Widziałam jak Justin wszedł do klasy. Jego włosy tworzyły nieład, a on wyglądał na zmęczonego. Zmarszczyłam brwi i uniosłam mój zeszyt.
Kątem oka zauważyłam jak Justin siada obok mnie, ponieważ było to jedno z niewielu miejsc wolnych. Zaczęłam spisywać notatki z tablicy, dopóki nie poczułam jak kulka z papieru uderza w moje ramię. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam w lewo, aby zobaczyć, że Justin mi się przygląda. Skinął głową na papier. Zmarszczyłam brwi i podniosłam kulkę lekko chałasując przy rozprostywaniu jej.
Przepraszam za Twój pierwszy gówniany pocałunek z dupkiem takim jak ja.
Walczyłam z uśmiechem tworzącym się na mojej twarzy i szybko odpisałam.
Jest w porządku. Ale dlaczego tak się stało?
Upewniłam się, że nikt nie patrzy przed odrzuceniem tego. Rozprostował to i przeczytał, a następnie podniósł pióro i odpisał.
To był impuls. Ale nadal jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
A ja byłam na tyle głupia, aby myśleć, że mnie lubi. Szybko odpisałam 'pewnie' przed rzuceniem w jego kierunku. Niestety, ja jako dziewczyna z okropnym celem nie trafiłam i uderzyłam w Chaz'a.
-Rzuciłeś tym? -Chaz szepnął podnosząc kulkę.
-Tak. Wypadek, sorry. -Justin szepnął, wyrywając mu to z rąk, a następnie wpychając to sobie do ust. Chaz spojrzał na niego miną 'wtf'. -nie dostałem śniadania. -Justin mruknął po połknięciu kartki.
Ew, połknął ją!
-Stary, masz przesrane! -Chaz roześmiał się.
-Chaz, ostrzegałem Cię. Areszt. Lunch. -nauczyciel stwierdził.
Chaz'owi opadła szczęka powodując mój chichot. Justin odwrócił się w moim kierunku i posłał lekki uśmiech.
Justin's POV
-Stary, gdzie Ty idziesz? Mamy koszykówkę! -Chaz powiedział do mnie.
-Muszę włożyć, um, pióro do mojej szafki! -krzyknąłem.
Przewrócił oczami, zanim Ryan pociągnął go przed posłaniem mi spojrzenia, które pokazywało, abym był ostrożny. Udałem się do szafki Eden, gdzie stała, czekając na mnie. Powiedziałem jej, abyśmy się tu spotkali więc mogliśmy porozmawiać normalnie o tym pocałunku.
-Zgadnij kto. -powiedziałem kładąc dłonie na jej oczach.
-Wielki ptak*. -zażartowała.
-Nie, jeszcze lepiej. -śmiałem się, gdy się do mnie odwróciła. -hej, przepraszam za wczoraj. powiedziałem.
-Jest w porządku. -wzruszyła ramionami. -to nic. -powiedziała.
-To nie było niczym. Praktycznie ukradłem Twój pierwszy pocałunek. Musisz być wściekła. Dalej, uderz mnie. Darmowy strzał. Nie poniżej pasa, bądź w twarz, proszę. -powiedziałem cofając się przed jej uderzeniem. Uniosła brwi i strzeliła mnie w nos. -hej, powiedziałem nie w twarz! -skarżyłem się w odpowiedzi otrzymując jej śmiech.
-Nie jestem na Ciebie zła. -uśmiechnęła się, ale miałem wrażenie, że kłamie. -naprawdę nie jestem, uwierz mi. -westchnęła.
-W porządku, cokolwiek powiesz. -westchnąłem.
-Nie złam nogi w koszykówce, ok? -uśmiechnęła się.
-Oczywiście, że nie. Planuję skopać tyłek Twojego brata w piątek. -uśmiechnąłem się. -komu będziesz kibicowała? -zapytałem.
Westchnęła i pomyślała.
-Temu kto wygra. -głupio się uśmiechnęła.
-To nie fair. -roześmiałem się. -wiesz, że chcesz, abym wygrał.
-Może tylko trochę. Naprawdę chcę zobaczyć płacz mojego brata. -zachichotała. Oh, ta dziewczyna jest świetna. -powinieneś iść. Spóźnisz się. -dźgnęła mnie w brzuch. -muszę się dowiedzieć co z moim szlabanem.
-Myślę, że powinnaś to sprawdzić. ** -uśmiechnąłem się.
-Oh, ale chciałabym zachować moje tajemnice. -uśmiechnęłam się wychodząc do wyjścia. -do zobaczenia później Bieber. -machnęła przed wyjściem.
-Justin. Dlaczego rozmawiałeś z kujonką? -usłyszałem głos Charlotte.
Odwróciłem się i spojrzałem na nie obie. Charlotte i Rebecca. Jak cudownie..
-Musiałem się upewnić czy zrobiła mój esej na angielski. Wiesz, nie mam w dupie gówna zwanego Romeo i Julia. -uśmiechnąłem się głupio. -co tam u Was panie? -mrugnąłem.
-Pomyślałam, że możemy przyjść i popatrzeć jak ćwiczysz, ale trener nas wygodnił. Więc idziemy na zakupy. -Rebecca uśmiechnęła się.
-Kup coś sexy. -mrugnąłem. -do zobaczenia dziewczyny. -powiedziałem odchodząc na salę gimnastyczną.
Tak blisko.
-Bieber, spóźniłeś się! -wrzasnął trener, gdy wszedłem. -chodź! Koszulki kontra klaty***. Bieber jesteś klatą. -skinął głową. -szybko. -zażądał.
-Yesssirrr****. -śmiałem się wychodząc na boisko.
Chaz's POV
Patrzyłem jak Justin biegnie do kosza, dryblując***** piłką w dłoniach. Skoczył i trafił uzyskując oklaski od wszystkich.
-Świetnie Justin! Dobra robota. Tak trzymaj chłopcze! -trener Brown uśmiechnął się.
Justin uśmiechnął się do siebie i podszedł do Nolan'a i Mitch'a. Zmarszczyłem brwi.. nigdy nie widziałem go tak szczęśliwego.
-Hej, czy tylko ja zauważyłem, że Justin zachowauje się inaczej? -zapytałem.
-Inaczej? -Ryan zapytał lekko się denerwując. -jak inaczej? Jak naprawdę inaczej, średnio inaczej, trochę inaczej? Bądź konkretny. -powiedział.
On bełkota kiedy coś ukrywa.
-Czy wy dwaj coś przede mną ukrywacie? -zapytałem.
-Psh, nie! Chodź stary. Nic tajemniczego się nie dzieje. -wzruszyłem ramionami i podniosłem butelkę wody. -hej, patrzcie! Mrówka! W środku? Jak to możliwe? Pójdę i powiem cześć. -wyszczerzył zęby w uśmiechu przed spacerem.
Zmarszczyłem brwi i odwróciłem się by zobaczyć śmiejącego się Justin'a z innymi chłopakami.
Coś się dzieje i mam zamiar dowiedzieć się co.
***
*chodzi o żółtego ptaka z ulicy sezamkowej
** to zdanie nie miało sensu więc napisałam je po swojemu
***w dosłownym tłumaczeniu byłoby koszulki kontra skóry, ale myślę, że klaty brzmi lepiej, chodzi o to, że chłopcy w koszulkach przeciwko chłopakom bez koszulek
****zostawiłam tak jak jest w orginale, ponieważ taksssir już nie daje tego 'efektu'
*****dryblować-poruszać się w sposób mający na celu zmylenie i ominięcie przeciwnika
myślę, że następny rozdział doda dla Was @g0ldjdb x
*chodzi o żółtego ptaka z ulicy sezamkowej
** to zdanie nie miało sensu więc napisałam je po swojemu
***w dosłownym tłumaczeniu byłoby koszulki kontra skóry, ale myślę, że klaty brzmi lepiej, chodzi o to, że chłopcy w koszulkach przeciwko chłopakom bez koszulek
****zostawiłam tak jak jest w orginale, ponieważ taksssir już nie daje tego 'efektu'
*****dryblować-poruszać się w sposób mający na celu zmylenie i ominięcie przeciwnika
myślę, że następny rozdział doda dla Was @g0ldjdb x
sobota, 22 marca 2014
12. What the fuck?
Justin's POV
-Oh, szkoda, że Ryan'a nie będzie. Zrobiłam więcej jedzenia. -mama zmarszczyła brwi.
-No właśnie. To będzie okej, jeśli inny mój przyjaciel zje z nami? -zapytałem ją. -dziewczyna. -dodałem.
To sprawiło, że moja babcia przestała sprzątać, a mój dziadek spojrzał na nas zza stołu.
-Dziewczyna? Jak.. dziewczyna? -zapytała mama.
-Nie. Tylko przyjaciółka. -stwierdziłem.
-Dziewczyna z sąsiedztwa? -dziadek zapytał posyłając mi uśmiech.
Skinąłem tylko głową.
-Oh, to ta z pięknym głosem? Cóż, nie jest ona perłą.* Cieszę się, że się ponownie umawiasz, kochanie. -babcia uśmiechnęła się.
-Nie umawiamy się, jest tylko przyjaciółką. -westchnąłem.
-Może z nami zjeść. Z przyjemnością poznam tę dziewczynę. -mama uśmiechnęła się.
Westchnąłem i usiadłem na kanapie, ale wystrzeliłem w górę, gdy usłyszałem dźwięk dzwonka.
-W porządku, otworzę! -zawołałem i ruszyłem w kierunku drzwi.
-Hej. -uśmiechnęła się. -Adam uważa, że idę do McDonald'a z Maggie, więc dał mi pięćdziesiąt dolarów. -głupio się uśmiechnęła unosząc banknot.
-Pf, masz szczęście. To opłata za wejście do mojego domu. -mrugnąłem.
Przewróciła oczami i weszła do środka.
-Ryan poszedł do domu? -zapytała na co przytaknąłem.
-Chodź. Chcę Cię przedstawić mojej rodzinie.. -powiedziałem prowadząc ją do jadalni, gdzie mama nakrywała do stołu umieszczając tam talerze ze spaghetti.
-Um, ludzie. -zakaszlałem niezgrabnie otrzymując ich spojrzenie. -to Eden. Mieszka drzwi dalej. -przedstawiłem ją.
Eden wyglądała na zdenerwowaną. Można to było wyczytać z jej oczu. Ale nie tylko tym się denerwowała. Nie mogłem zrozumieć czym jeszcze.
-Oh, zapraszamy do naszego domu, skarbie. -babcia postanowiła powitać ją jako pierwsza. -słyszałam jak śpiewasz w kościele. Kompletnie niesamowicie, kochanie. -posłała jej uśmiech.
-Dziękuję. -Eden uśmiechnęła się uprzejmie. -jestem Eden. -dodała.
-Wiem. -babcia się głupio uśmiechnęła. -Justin nam o Tobie opowiadał. -powiedziała powodując przypływ krwi do moich policzków.
-Wszystkie dobre rzeczy, mam nadzieję. -Eden zachichotała patrząc na mnie.
-Oh, drobnostka, same piękne rzeczy skarbie! -babcia uśmiechnęła się. -to jest mój mąż Bruce. -zwróciła się do dziadka, który posłał jej uśmiech i machnął ręką przed wstaniem i podejściem.
O boże, moi dziadkowie są żenujący.
-Jesteś piękną dziewczyną mojego wnuka. -uśmiechnął się.
-Dziadku! Mówiłem, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. -mrugnąłem uzyskując chichot Eden, która na mnie zerknęła.
-Miło mi Cię poznać. -uśmiechnął się, a następnie ją przytulił. Zachichotała i oddała uścisk, ponieważ było to nieoczekiwane.-jestem przytulakiem. -dodał.
-Czy nie jesteście, aby trochę żenujący? -zapytał głos mojej matki.
Dziadek i babcia zajęli miejsca przy stole, gdy mama podeszła do nas. Przełknąłem nerwowo ślinę zastanawiając się o czym pomyśli moja mama. Nadal nie porozmawialiśmy od wczorajszej kłótni. Wiem, że chciałaby Eden, ale ona pewnie myśli, że jesteśmy kurwa kumplami czy czymś. Jestem najgorszy w jej umyśle.
-Um, miło Cię poznać, Pani Mallette. -Eden się uśmiechnęła zdobywając pozytywny uśmiech od mojej mamy.
Nienawidziła, gdy ktoś nazywał ją Panią Bieber. Eden wiedziała o rozstaniu moich rodziców.
-Proszę, mów mi Pattie. -posłała jej uśmiech. -Miło mi Cię poznać Eden. -uśmiechnęła się. -cieszę się, że zjesz z nami. -dodała.
-To ja dziękuję, Pattie. -Eden uśmiechnęła się.
Wszyscy zajęliśmy miejsca. Dziadek postanowił zacząć od modlitwy. Umieściłem moją dłoń tuż na dłoni dziadka. Uśmiech wkradł się na moje usta, gdy poczułem rękę Eden na mojej.
-Za to co mamy zamiar odbierać, może Pan nas uczynić naprawdę wdzięcznymi. Amen. -dziadek powiedział, a wszyscy powtórzyliśmy. -Amen. -zanim zdjąłem swoją rękę.
Czekałem aż Eden zrobi to ze swoją dłonią, ale nie robiła tego. Zaśmiałem się uzyskując tym uwagę Eden. Spojrzała na nasze ręce i mocno się zarumieniła przed zabraniem jej z dala ode mnie. Może nie powinienem był nic mówić.
*
-Nie kłamię. Ryba była tak duża, jak Justin. -dziadek wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Uwielbiał opowiadać tę historię. Lata temu łowiliśmy ryby. Nie wiem dlaczego tak bardzo o tym mówić.
-Miałem pięć lat, dziadku. -zaśmiałem się.
-Jestem pewien, że była ogromna. -Eden zachichotała.
-Opowiedz nam o swojej rodzinie, Eden. -babcia zachęciła ją uśmiechem.
Wszyscy byliśmy obecnie w salonie, relaksowaliśmy się, rozmawialiśmy. Nie robiłem tego od wieków. Ale naprawdę się tym teraz cieszę.
-Cóż, mój ojciec jest pastorem kościoła lokalnego. Moi rodzice są bardzo religijni i rygorystyczni. Moje rodzeństwo uczy się w Stratford South, ale ja nie przeszłam testu, więc zostałam zmuszona do chodzenia do szkoły Justina. Ale naprawdę ją lubię. -uśmiechnęła się.
-Oh, te głupie testy. babcia przewróciła oczami. -Justin próbował dostać się do tej szkoły, ale nie przeszedł go. -dodała.
Moje oczy rozszerzyły się.
-Babciu. -syknąłem.
Eden spojrzała na mnie zaskoczona.
-Próbowałeś dostać się do South Stratford? -zapytała głupio się uśmiechając.
-Moja mama tego chciała. -wskazałem na mamę.
-Wcale nie! -zadrwiła. -to było bliżej. Nie miałeś jeszcze prawda jazdy. Nie mogłam Cię zawozić. -wzruszyła ramionami na co wszyscy zareagowali śmiechem.
Eden spojrzała na zegarek i westchnęła.
-Naprawdę powinnam wrócić do domu. Już późno.
-Odprowadzę Cię. -powiedziałem wstając wraz z nią.
-Cudownie było Cię gościć Eden. Przychodź kiedy tylko chcesz. -mama uśmiechnęła się do niej.
-Następnym razie opowiem Ci o tym jak Justin prawie wygrał na loterii. -dziadek uśmiechnął się przed przytuleniem jej.
-Nie mogę się doczekać, aby to usłyszeć. -Eden zachichotała.
Pożegnała się z każdym po czym odprowadziłem ją na werandę.
-Chciałbym iść do Ciebie, ale Twój brat tam jest. -zaśmiałem się, wpychając ręce w kieszenie. -nie chcę byś miała więcej kłopotów niż masz teraz. -posłałem jej uśmiech.
-Dziękuję Ci za znoszenie mnie. Twoja rodzina jest.. niesamowita. -uśmiechnęła się.
-Oni naprawdę Cię lubią. -stwierdziłem. -Mam wrażenie, że gdy tam wrócę oni nie przestaną mówić o tym, że powinienem Cię poślubić czy coś. Babcia już mi to szepnęła. -powiedziałem i oboje się zaśmialiśmy.
-Justin, nie marnuj każdej chwili z rodziną. -powiedziała. -to zupełnie niesamowite, a oni naprawdę Cie kochają. Masz szczęście mając ich. -uśmiechnęła się do mnie lekko.
-Tak, wiem. -skinąłem głową.
-Do zobaczenia później, Bieber. -uśmiechnęła się przed zejściem z ganku.
Obserwowałem ją dopóki nie zniknęła w środku, upewniając się, że jest bezpieczna. Westchnąłem i wróciłem do środka.
-Nie sądzę, że spotkam słodszą dziewczynę. -babcia wyszczerzyła zęby w uśmiechu kiedy moja mama dyskutowała wraz z dziedkiem na kanapie. -oh, Justin. Chcę, abyś się z nią ożenił, okej? -uśmiechnęła się do mnie.
Zaśmiałem się i przewróciłem oczami.
-Ludzie, mówiłem Wam. Eden i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi. -zapewniłem ich.
-Przyjaciele, gówno prawda. -dziadek wymamrotał.
-Bruce! -babcia klepnęła go w ramię, co mnie rozśmieszyło.
-Hej, mam zamiar zaatakować prześcieradło. Jestem naprawdę zmęczony. Branoc, mamo. -powiedziałem składając na jej policzku pocałunek. -branoc, babciu. -powiedziałem również całując ją w polik. -branoc, dziadku. -zachichotałem, i pstryknąłem w jego ucho przyczyniając się do jego przeklinania na mnie.
Pobiegłem na górę. Ubrałem to w czym zazwyczaj śpię. PJ** bez koszulki. Zobaczyłem, że światło naprzeciw migota, a następnie Eden weszła do swojego pokoju. Wiele można odczytać z jej miny. Zauważyła mnie i się uśmiechnęła. Otworzyłem drzwi werandy jak ona.
-Hej tam. -zachichotała. -nie mogę od Ciebie uciec? -głupio się uśmiechnęła.
-Nie. -roześmiałem się.
-Jest dziesiąta w nocy, a ja nie jestem w łóżku. Myślę, że Twoje zachowanie mi się udziela. -wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
-Ah, mały buntownik. Ja Ci się udzielam? Pf, w porządku. Dziś ostrzegałem Ryan'a o jego języku! Co to mówi? -uśmiechnąłem się. -czy mogę Cie o coś zapytać Ede? -zapytałem ją. Ona po prostu skinęła głową. -nie chciałem być wścibski, ani nic. -westchnąłem. Popatrzyła na mnie, -ale wczoraj wieczorem.. po kościele, rozmawialiśmy i skorzystałem z łazienki. -powiedziałem.
-Justin, jest w porządku..mówiłam, że możesz jej użyć. -zaśmiała się.
-Znalazłem Twoje pigułki. -stwierdziłem. -nie chciałem. Szukałem mydła, więc otworzyłem Twoją szafkę i tam były.. i bądź co bądź znalazłem mydło. -wymamrotałem. Patrzyła na mnie. -nie gniewaj się na mnie, proszę. -westchnąłem.
-Nie jestem na Ciebie zła.. -westchnęła.
-Więc, um, jesteś przygnębiona..? -zapytałem pocierając kark. Nie odpowiedziała. -możesz powiedzieć mi wszystko, Eden.
-Byłam przygnębiona. Teraz jest lepiej. Powinnam wyrzucić te tabletki. -wymamrotała.
-Dlaczego byłaś przygnębiona? -zapytałem.
-Tęskniłam za kimś.. -wymamrotała. -Mam dwóch braci. -stwierdziła. -Adam nie jest najstarszy. -szepnęła.
-Nie jest.. -zmarszczyłem brwi. -więc kto? -zapytałem.
-Mam starszego brata, John'a. Był stacjonującym w Afganistanie. -dodała. -był tam przez bardzo długi czas, a mi tak bardzo go brakowało. -westchnęła. -nie pozwolił moim rodzicom, aby to było dla mnie trudne. Był moim najlepszym przyjacielem. -wymamrotała. -zginął w akcji w grudniu ubiegłego roku. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia. -wymamrotała. -kilka tygodni temu skończyłby dwadzieścia lat. -wyjaśniła, a następnie szybko wytarła łzę, która spadła po policzku.
Zeskoczyłem z mojej werandy i udałem się do niej, po czym owinąłęm ramiona wokół jej małego ciała i przyciągnąłem ją do siebie.
-Jest mi bardzo, bardzo przykro Eden. -szepnąłem tuląc ją.
Trawliśmy tak przez chwilę. Tylko przytulanie, żadnych słów. Milczenie nie było niewygodne. To było miłe. Czułem się dobrze. Odrobinę się ode mnie odsunęła, aby mogła na mnie spojrzeć, ale moje ręce nadal ją oplatały.
Nie wiem w jakiego rodzaju transie byłem, gdy na mnie patrzyła. Nie wiem co zawładnęło moim ciałem. Ale zrobiłem coś złego. Zrobiłem coś, co definitywnie zaprzeczyło, że jesteśmy przyjaciółmi, tylko przyjaciółmi. Bo wiesz, co zrobiłem? Pochyliłem się i pocałowałem ją. Ona przeniosła swoje miękkie, różowe usta do moich i pocałowaliśmy się ponownie. Cholera, ona oddaje pocałunki. Całowaliśmy się około 10 sekund, zanim odsunęła się ode mnie i zobaczyła to jak wstrząśnięty i przerażony byłem.
-P-przepraszam. -szepnąłem, cofając się kilka kroków.
Odwróciłem się i wskoczyłem spowrotem na moją werandę po czym wszedłem do pokoju nie patrząc wstecz.
Co ja kurwa narobiłem?!
-Oh, szkoda, że Ryan'a nie będzie. Zrobiłam więcej jedzenia. -mama zmarszczyła brwi.
-No właśnie. To będzie okej, jeśli inny mój przyjaciel zje z nami? -zapytałem ją. -dziewczyna. -dodałem.
To sprawiło, że moja babcia przestała sprzątać, a mój dziadek spojrzał na nas zza stołu.
-Dziewczyna? Jak.. dziewczyna? -zapytała mama.
-Nie. Tylko przyjaciółka. -stwierdziłem.
-Dziewczyna z sąsiedztwa? -dziadek zapytał posyłając mi uśmiech.
Skinąłem tylko głową.
-Oh, to ta z pięknym głosem? Cóż, nie jest ona perłą.* Cieszę się, że się ponownie umawiasz, kochanie. -babcia uśmiechnęła się.
-Nie umawiamy się, jest tylko przyjaciółką. -westchnąłem.
-Może z nami zjeść. Z przyjemnością poznam tę dziewczynę. -mama uśmiechnęła się.
Westchnąłem i usiadłem na kanapie, ale wystrzeliłem w górę, gdy usłyszałem dźwięk dzwonka.
-W porządku, otworzę! -zawołałem i ruszyłem w kierunku drzwi.
-Hej. -uśmiechnęła się. -Adam uważa, że idę do McDonald'a z Maggie, więc dał mi pięćdziesiąt dolarów. -głupio się uśmiechnęła unosząc banknot.
-Pf, masz szczęście. To opłata za wejście do mojego domu. -mrugnąłem.
Przewróciła oczami i weszła do środka.
-Ryan poszedł do domu? -zapytała na co przytaknąłem.
-Chodź. Chcę Cię przedstawić mojej rodzinie.. -powiedziałem prowadząc ją do jadalni, gdzie mama nakrywała do stołu umieszczając tam talerze ze spaghetti.
-Um, ludzie. -zakaszlałem niezgrabnie otrzymując ich spojrzenie. -to Eden. Mieszka drzwi dalej. -przedstawiłem ją.
Eden wyglądała na zdenerwowaną. Można to było wyczytać z jej oczu. Ale nie tylko tym się denerwowała. Nie mogłem zrozumieć czym jeszcze.
-Oh, zapraszamy do naszego domu, skarbie. -babcia postanowiła powitać ją jako pierwsza. -słyszałam jak śpiewasz w kościele. Kompletnie niesamowicie, kochanie. -posłała jej uśmiech.
-Dziękuję. -Eden uśmiechnęła się uprzejmie. -jestem Eden. -dodała.
-Wiem. -babcia się głupio uśmiechnęła. -Justin nam o Tobie opowiadał. -powiedziała powodując przypływ krwi do moich policzków.
-Wszystkie dobre rzeczy, mam nadzieję. -Eden zachichotała patrząc na mnie.
-Oh, drobnostka, same piękne rzeczy skarbie! -babcia uśmiechnęła się. -to jest mój mąż Bruce. -zwróciła się do dziadka, który posłał jej uśmiech i machnął ręką przed wstaniem i podejściem.
O boże, moi dziadkowie są żenujący.
-Jesteś piękną dziewczyną mojego wnuka. -uśmiechnął się.
-Dziadku! Mówiłem, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. -mrugnąłem uzyskując chichot Eden, która na mnie zerknęła.
-Miło mi Cię poznać. -uśmiechnął się, a następnie ją przytulił. Zachichotała i oddała uścisk, ponieważ było to nieoczekiwane.-jestem przytulakiem. -dodał.
-Czy nie jesteście, aby trochę żenujący? -zapytał głos mojej matki.
Dziadek i babcia zajęli miejsca przy stole, gdy mama podeszła do nas. Przełknąłem nerwowo ślinę zastanawiając się o czym pomyśli moja mama. Nadal nie porozmawialiśmy od wczorajszej kłótni. Wiem, że chciałaby Eden, ale ona pewnie myśli, że jesteśmy kurwa kumplami czy czymś. Jestem najgorszy w jej umyśle.
-Um, miło Cię poznać, Pani Mallette. -Eden się uśmiechnęła zdobywając pozytywny uśmiech od mojej mamy.
Nienawidziła, gdy ktoś nazywał ją Panią Bieber. Eden wiedziała o rozstaniu moich rodziców.
-Proszę, mów mi Pattie. -posłała jej uśmiech. -Miło mi Cię poznać Eden. -uśmiechnęła się. -cieszę się, że zjesz z nami. -dodała.
-To ja dziękuję, Pattie. -Eden uśmiechnęła się.
Wszyscy zajęliśmy miejsca. Dziadek postanowił zacząć od modlitwy. Umieściłem moją dłoń tuż na dłoni dziadka. Uśmiech wkradł się na moje usta, gdy poczułem rękę Eden na mojej.
-Za to co mamy zamiar odbierać, może Pan nas uczynić naprawdę wdzięcznymi. Amen. -dziadek powiedział, a wszyscy powtórzyliśmy. -Amen. -zanim zdjąłem swoją rękę.
Czekałem aż Eden zrobi to ze swoją dłonią, ale nie robiła tego. Zaśmiałem się uzyskując tym uwagę Eden. Spojrzała na nasze ręce i mocno się zarumieniła przed zabraniem jej z dala ode mnie. Może nie powinienem był nic mówić.
*
-Nie kłamię. Ryba była tak duża, jak Justin. -dziadek wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Uwielbiał opowiadać tę historię. Lata temu łowiliśmy ryby. Nie wiem dlaczego tak bardzo o tym mówić.
-Miałem pięć lat, dziadku. -zaśmiałem się.
-Jestem pewien, że była ogromna. -Eden zachichotała.
-Opowiedz nam o swojej rodzinie, Eden. -babcia zachęciła ją uśmiechem.
Wszyscy byliśmy obecnie w salonie, relaksowaliśmy się, rozmawialiśmy. Nie robiłem tego od wieków. Ale naprawdę się tym teraz cieszę.
-Cóż, mój ojciec jest pastorem kościoła lokalnego. Moi rodzice są bardzo religijni i rygorystyczni. Moje rodzeństwo uczy się w Stratford South, ale ja nie przeszłam testu, więc zostałam zmuszona do chodzenia do szkoły Justina. Ale naprawdę ją lubię. -uśmiechnęła się.
-Oh, te głupie testy. babcia przewróciła oczami. -Justin próbował dostać się do tej szkoły, ale nie przeszedł go. -dodała.
Moje oczy rozszerzyły się.
-Babciu. -syknąłem.
Eden spojrzała na mnie zaskoczona.
-Próbowałeś dostać się do South Stratford? -zapytała głupio się uśmiechając.
-Moja mama tego chciała. -wskazałem na mamę.
-Wcale nie! -zadrwiła. -to było bliżej. Nie miałeś jeszcze prawda jazdy. Nie mogłam Cię zawozić. -wzruszyła ramionami na co wszyscy zareagowali śmiechem.
Eden spojrzała na zegarek i westchnęła.
-Naprawdę powinnam wrócić do domu. Już późno.
-Odprowadzę Cię. -powiedziałem wstając wraz z nią.
-Cudownie było Cię gościć Eden. Przychodź kiedy tylko chcesz. -mama uśmiechnęła się do niej.
-Następnym razie opowiem Ci o tym jak Justin prawie wygrał na loterii. -dziadek uśmiechnął się przed przytuleniem jej.
-Nie mogę się doczekać, aby to usłyszeć. -Eden zachichotała.
Pożegnała się z każdym po czym odprowadziłem ją na werandę.
-Chciałbym iść do Ciebie, ale Twój brat tam jest. -zaśmiałem się, wpychając ręce w kieszenie. -nie chcę byś miała więcej kłopotów niż masz teraz. -posłałem jej uśmiech.
-Dziękuję Ci za znoszenie mnie. Twoja rodzina jest.. niesamowita. -uśmiechnęła się.
-Oni naprawdę Cię lubią. -stwierdziłem. -Mam wrażenie, że gdy tam wrócę oni nie przestaną mówić o tym, że powinienem Cię poślubić czy coś. Babcia już mi to szepnęła. -powiedziałem i oboje się zaśmialiśmy.
-Justin, nie marnuj każdej chwili z rodziną. -powiedziała. -to zupełnie niesamowite, a oni naprawdę Cie kochają. Masz szczęście mając ich. -uśmiechnęła się do mnie lekko.
-Tak, wiem. -skinąłem głową.
-Do zobaczenia później, Bieber. -uśmiechnęła się przed zejściem z ganku.
Obserwowałem ją dopóki nie zniknęła w środku, upewniając się, że jest bezpieczna. Westchnąłem i wróciłem do środka.
-Nie sądzę, że spotkam słodszą dziewczynę. -babcia wyszczerzyła zęby w uśmiechu kiedy moja mama dyskutowała wraz z dziedkiem na kanapie. -oh, Justin. Chcę, abyś się z nią ożenił, okej? -uśmiechnęła się do mnie.
Zaśmiałem się i przewróciłem oczami.
-Ludzie, mówiłem Wam. Eden i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi. -zapewniłem ich.
-Przyjaciele, gówno prawda. -dziadek wymamrotał.
-Bruce! -babcia klepnęła go w ramię, co mnie rozśmieszyło.
-Hej, mam zamiar zaatakować prześcieradło. Jestem naprawdę zmęczony. Branoc, mamo. -powiedziałem składając na jej policzku pocałunek. -branoc, babciu. -powiedziałem również całując ją w polik. -branoc, dziadku. -zachichotałem, i pstryknąłem w jego ucho przyczyniając się do jego przeklinania na mnie.
Pobiegłem na górę. Ubrałem to w czym zazwyczaj śpię. PJ** bez koszulki. Zobaczyłem, że światło naprzeciw migota, a następnie Eden weszła do swojego pokoju. Wiele można odczytać z jej miny. Zauważyła mnie i się uśmiechnęła. Otworzyłem drzwi werandy jak ona.
-Hej tam. -zachichotała. -nie mogę od Ciebie uciec? -głupio się uśmiechnęła.
-Nie. -roześmiałem się.
-Jest dziesiąta w nocy, a ja nie jestem w łóżku. Myślę, że Twoje zachowanie mi się udziela. -wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
-Ah, mały buntownik. Ja Ci się udzielam? Pf, w porządku. Dziś ostrzegałem Ryan'a o jego języku! Co to mówi? -uśmiechnąłem się. -czy mogę Cie o coś zapytać Ede? -zapytałem ją. Ona po prostu skinęła głową. -nie chciałem być wścibski, ani nic. -westchnąłem. Popatrzyła na mnie, -ale wczoraj wieczorem.. po kościele, rozmawialiśmy i skorzystałem z łazienki. -powiedziałem.
-Justin, jest w porządku..mówiłam, że możesz jej użyć. -zaśmiała się.
-Znalazłem Twoje pigułki. -stwierdziłem. -nie chciałem. Szukałem mydła, więc otworzyłem Twoją szafkę i tam były.. i bądź co bądź znalazłem mydło. -wymamrotałem. Patrzyła na mnie. -nie gniewaj się na mnie, proszę. -westchnąłem.
-Nie jestem na Ciebie zła.. -westchnęła.
-Więc, um, jesteś przygnębiona..? -zapytałem pocierając kark. Nie odpowiedziała. -możesz powiedzieć mi wszystko, Eden.
-Byłam przygnębiona. Teraz jest lepiej. Powinnam wyrzucić te tabletki. -wymamrotała.
-Dlaczego byłaś przygnębiona? -zapytałem.
-Tęskniłam za kimś.. -wymamrotała. -Mam dwóch braci. -stwierdziła. -Adam nie jest najstarszy. -szepnęła.
-Nie jest.. -zmarszczyłem brwi. -więc kto? -zapytałem.
-Mam starszego brata, John'a. Był stacjonującym w Afganistanie. -dodała. -był tam przez bardzo długi czas, a mi tak bardzo go brakowało. -westchnęła. -nie pozwolił moim rodzicom, aby to było dla mnie trudne. Był moim najlepszym przyjacielem. -wymamrotała. -zginął w akcji w grudniu ubiegłego roku. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia. -wymamrotała. -kilka tygodni temu skończyłby dwadzieścia lat. -wyjaśniła, a następnie szybko wytarła łzę, która spadła po policzku.
Zeskoczyłem z mojej werandy i udałem się do niej, po czym owinąłęm ramiona wokół jej małego ciała i przyciągnąłem ją do siebie.
-Jest mi bardzo, bardzo przykro Eden. -szepnąłem tuląc ją.
Trawliśmy tak przez chwilę. Tylko przytulanie, żadnych słów. Milczenie nie było niewygodne. To było miłe. Czułem się dobrze. Odrobinę się ode mnie odsunęła, aby mogła na mnie spojrzeć, ale moje ręce nadal ją oplatały.
Nie wiem w jakiego rodzaju transie byłem, gdy na mnie patrzyła. Nie wiem co zawładnęło moim ciałem. Ale zrobiłem coś złego. Zrobiłem coś, co definitywnie zaprzeczyło, że jesteśmy przyjaciółmi, tylko przyjaciółmi. Bo wiesz, co zrobiłem? Pochyliłem się i pocałowałem ją. Ona przeniosła swoje miękkie, różowe usta do moich i pocałowaliśmy się ponownie. Cholera, ona oddaje pocałunki. Całowaliśmy się około 10 sekund, zanim odsunęła się ode mnie i zobaczyła to jak wstrząśnięty i przerażony byłem.
-P-przepraszam. -szepnąłem, cofając się kilka kroków.
Odwróciłem się i wskoczyłem spowrotem na moją werandę po czym wszedłem do pokoju nie patrząc wstecz.
Co ja kurwa narobiłem?!
***
*dziwne zdanie lol
**plaid PJ -spodnie w kratę -wpiszcie w grafice, to wyskoczą
@wonderfulniallx
kocham Was x
**plaid PJ -spodnie w kratę -wpiszcie w grafice, to wyskoczą
@wonderfulniallx
kocham Was x
piątek, 28 lutego 2014
11. Facebook
miłego czytania
POV's Justin
-Nigdy nie umyję tego ponownie. Macie szczęście, że Wam pomogłem. -Ryan sapał opadając na kanapę Eden.
-Sprzątałeś tylko przez dziesięć minut, a resztę czasu spędziłeś w spiżarni. -zmarszczyłem brwi.
-Ona nawet nie ma żadnych przekąsek. -wyrzucił ręce w powietrze.
-Moja mama je ukrywa. Mój brat zjada wszystko, ale to mnie o to obwinia. Ona tak mówi, ponieważ staję się coraz grubsza. -niezręcznie się uśmiechnęła.
-Twoja mama jest szalona. -uśmiechnąłem się do niej.
-Dokładnie. Omal nie potrąciła mnie ostatnio autem. -Ryan wymamrotał podnosząc pilota i włączając telewizor.
-Co to za czas? Czas lata! To nasze wakacje! -zabrzmiała irytująca obsada High School Musical na ekranie telewizora sprawiając, że uśmiech Ryan'a się powiększył.
Tak jak mówiłem.. on jest wyjątkowy.
-Uwielbiam ten film! -Eden się uśmiechnęła.
Ryan spojrzał na nią.
-Masz rację, Justin. Za szybko ją oceniłem. Eden teraz jesteś moją najlepszą przyjaciółką. -Ryan zażartował otrzymując śmiech od naszej dwójki.
Nasze głowy zwróciły się w stronę drzwi, gdy usłyszeliśmy dźwięk kluczy wkładanych do dziurki.
-Na górę, teraz! -Eden szepnęła do mnie i Ryan'a.
POV's Eden
Ryan i Justin pobiegli na górę, a ja ruszyłam do kuchni, aby upewnić się, że nie było śladów spalenizny.
-Czy na pewno nikogo nie ma w domu? -usłyszałam głos jakiejś dziewczyny.
-Tak. Moi rodzice są na obiedzie, Eva u przyjaciółki, a Eden w chórze. -usłyszałam śmiech brata.
Lekko wychyliłam głowę, aby ich zobaczyć. Zobaczyłam Alexandrę, dziewczynę Adama ściągającą kurtkę i kładącą ją na kanapie.
-Jak to zrobiłeś, że Twoi rodzice zgodzili się, abyś wyszedł? -zapytała.
-Powiedziałem im, aby porozmawiali z nauczycielami z mojej szkoły o przyjęciu Eden. Myślą, że uczę się z Zac'iem. On robi najlepszą parodię głosu swoich rodziców. -roześmiał się, objął jej talię i zaczęli się całować.
Wykrzywiłam twarz w obrzydzeniu. Uśmiechnęłam się, zdając sobie sprawę, że mam telefon Ewy w kieszeni. Wyciągnęłam go i zaczęłam ich nagrywać. Ale potem usłyszałam jak ktoś jęczy, więc zerwałam się, zanim zabrnęli by za daleko.
-Zaraz, nie próbujcie uprawiać seksu, jestem w domu! -krzyknęłam.
-Eden! -Adam krzyknął, zeskakując ze swojej dziewczyny, która pisnęła i natychmiastowo usiadła.-C-co robisz w domu? M-miałaś być w chórze. -spojrzał na mnie.
-Tak, skończyłam jakąś godzinę temu, idioto. -uśmiechnęłam się i uniosłam telefon Ewy. -Mamie i tacie nie spodoba się to co zobaczą. -uśmiechnęłam się.
-Eden, nie zrobisz tego. -zmrużył oczy.
-Oh, ależ zrobię. Skoro jestem złym dzieckiem w rodzinie, huh? -posłałam mu głupi uśmiech.
-Zrobię wszystko, po prostu to usuń. -powiedział.
-Zwolnij mnie z uziemienia.-zarządałam.
-Obiecuję. -stwierdził. -usuń to.
-Na-ah. Jestem mądrzejsza od Ciebie bracie. -stwierdziłam. -uśmiechnęłam się. -zwolnij mnie z uziemienia, to go usunę. A po drugie, zabezpieczcie się. Będę na górze. -uśmiechnęłam się i poszłam na górę zatrzymując się przed moimi drzwiami.
-Różowy mnie oślepia, koleś! Jest gorzej niż u Charlotte czy u Rebecc'i. -Ryan jęknął rozglądając się po moim pokoju.
Zatrzymałam się zaczęłam podsłuchiwać. Nie wiem czemu.. po prostu nabrałam na to ochoty.
-Jej mama tworzyła ten pokój. Ona nienawidzi różowego. -Justin powiedział.
-Jak dużo o niej wiesz? -zapytał Ryan.
-Dość dużo. -Justin wzruszył ramionami. -nie wiem wszystkiego, ale mam zamiar. -powiedział.
Uśmiechnęłam się lekko.
-Stary, bądź ze mną szczery, okej? Lubisz tą laskę? -zapytał Justina. -bo z tego co widzę między waszą dwójką, ona Cię lubi. -Ryan stwierdził.
Nie prawda!
-Tak myślisz? -Justin zapytał z małym uśmiechem na ustach.
-Lubisz to, że Cię lubi? -Ryan uśmiechnął się.
-Tak, tak myślę. Znaczy wiele dziewczyn mnie lubi. -Justin wzruszył ramionami. -ona się od nich nie różni. -stwierdził.
Auć. Tak, to boli.
-No jest może trochę inna. -przyznał wywołując uśmiech na mojej twarzy.
-Możesz mi powiedzieć, bro. -Ryan powiedział.
-Nie lubię jej Ryan. Ona jest po prostu przyjaciółką. Przyjaźnimy się.. od tygodnia. Byłbym szalony, gdybym lubił ją po tygodniu. Mam na myśli, to będzie szalone jeśli polubię ją na maksa. Ma piętnaście lat, ja osiemnaście. Jej rodzice mnie nienawidzą, jej brat mnie nienawidzi, jej siostra mnie nie lubi, nie wystarczy przeprosić.. -wzruszył ramionami.
-Co? -Ryan wyglądał na zmieszanego.
-Nic, zapomnij. Nie lubię Eden, ona nie lubi mnie. Niech będzie tak jak jest zawsze, w porządku? -Zapytał.
Ryan wzruszył ramionami i przytaknął skinięciem.
-Kto przyszedł do domu? -zapytał Ryan.
-Mój brat i jego dziewczyna. -głupio się uśmiechnęłam. -mieli uprawiać seks na przeciw mnie. -wyśmiewałam.
-Oh, to byłoby zbyt wiele dla Twoich małych oczek. -Justin wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Zamknij się. Nagrałam go. On zrobi tak, że odwołają mi uziemienie. Jeśli tego nie zrobi to film pójdzie na facebook'a. -uśmiechnęłam się.
-Myślałem, że nie masz facebook'a? -zachichotał.
-Ewa to zrobi. -stwierdziłam.
-Nie masz facebook'a? A-ale to nie w porządku! Jak utrzymujesz kontakt ze swoimi przyjaciółmi? -Ryan spojrzał przerażony.
-Mam tylko jednego przyjaciela. Cóż, dwóch jeśli liczysz tego tutaj dziwaka. On jest moim sąsiadem, a z Maggie widzę się w szkole. -wzruszyłam ramionami. -nie wolno mi mieć facebook'a, w każdym razie. Mój tata sprawdza historię mojego komputera. -dodałam.
-Wiesz, że to możliwe, aby usunąć historię, prawda..? -zapytał Ryan.
Byłam spokojna.
-Człowieku, na tak niską dziewczynę jesteś naprawdę głupia. -przechylił głowę w bok.
-Powiedziałeś Ty. -wyśmiał Justin.
-Hej, nie jestem mądry w pierwszej kolejności. -głupio się uśmiechnął.
-Stworzę Ci facebook'a. -Justin powiedział przysuwając do siebie mojego laptopa. -jakie jest Twoje hasło? -zapytał spoglądając na stronę główną.
-Stepbrothers. -odpowiedziałam.
Justin spojrzał na mnie i uśmiechnął się przed wpisaniem go. Otworzył przeglądarkę internetową i wpisał 'facebook'.
-Imię...Eden Mary. -wymamrotał do siebie.
-Mary? Niech zgadnę. Mama Jezusa? -Ryan głupio się uśmiechnął.
Przewróciłam oczami i skinęłam głową, co przyczyniło się do naszego śmiechu.
Justin stworzył mi e-mail, a następnie profil na facebook'u.
-W porządku, trzeba zrobić jej zdjęcie profilowe. -powiedział Justin. -powiedz ser. -zaśmiał się.
Zrobiłam szybko 'kaczą' twarz do kamery. Pstryknął mi zdjęcie.
-Kacza twarz. Bardzo popularna. -Justin zaśmiał się i kliknął następny krok.
-Wypełnij niektóre informacje. Ulubiony film? Step brothers! -wyszczerzył zęby w uśmiechu podczas wpisywania odpowiedzi.
Po zapoznaniu się z informacjami obciążającymi mój tyłek nadszedł mój czas, aby dodać znajomych. Mam zamiar byś taka popularna z dwójka przyjaciół! Justin najpierw dodał siebie, następnie Ryan'a i Maggie.
-Co jeśli Chaz zapyta dlaczego jesteśmy jej przyjaciółmi? -Ryan zapytał.
-Będziemy mówić, że ślemy jej nienawiść. -Justin wzruszył ramionami. -Chcesz mieć Taylor w znajomych? -zapytał na co ja po prostu skinęłam.
Dodał Taylor i kilku innych przypadkowych ludzi ze szkoły. Zmarszczyłam brwi widząc, że dostałam od kogoś zaproszenie.
Harry Styles Potwierdź / Nie teraz
-Kim jest Harry? -Justin zapytał spoglądając na mnie.
-Uh, przyjacielem z chóru. -powiedziałam.
Wzruszył ramionami i potwierdził zaproszenie. Uśmiechnęłam się zauważając jedno nowe powiadomienie.
'Hej, przepiękna. ;) Nie wiedziałem, że masz facebook'a. ;) Teraz możemy częściej rozmawiać ;) x'
Nieco przegryzłam moją wargę podczas uśmiechania się.
-Brzmi jak pedał, za dużo mrugających buziek. -Justin stwierdził uzyskując mje przewrócenie oczami.
-Wiesz, że przespałeś się z jego siostrą? -zapytałam, biorąc mojego laptopa.
-To żadna niespodzianka. Biebs pieprzył wszystkie. -Ryan stwierdził.
-Język. -zmrużyłam na niego oczy.
-Ja? -Justin zmarszczył brwi. -Oh, dobrze. -wzruszył ramionami jakby to było nic wielkiego.
-Justin? Justin! -usłyszałam kobiecy głos. -Justin zerwał się i ruszył na werandę. -Justin, co Ty tam robisz? -powiedział głos.
Słyszałam jak rozmawiali, ale Ryan uczył mnie w tym czasie robić różne rzeczy na facebook'u.
-Muszę iść, zjeść obiad. Yo, Ry. Mama mówiła, że możesz zostać u nas na noc. -Justin dodał powoli wychodząc.
-Przykro mi stary. Nie mogę. Mama robi dziś taco! -Ryan uśmiechnął się.
Wyłączyłam mój komputer i go zamknęłam.
-Może Eden chce przyjść i zjeść z Wami? Ponieważ wysadziła swój obiad. -roześmiał się.
Justin spojrzał na mnie.
-Chcesz? -zapytał.
-Nie chcę się narzucać. -stwierdziłam.
-Nie, to jest okej. Moi rodzice się zgodzą. -uśmiechnął się.
-Oh, hm, to w porządku. -oddałam uśmiech.
-Super. Wracam do siebie. Powiedz swojemu bratu, że jesteś.. że robisz cokolwiek. -roześmiał się. -idź przez drzwi. Nie chcę, abyś była bliska śmierci jak ostatnio. -roześmiał się.
Skinęłam głową i zamknęłam po nich drzwi werandy. Zeszłam na dół, aby zobaczyć Alexandrę i Adama na kanapie objętych, oglądających TV.
-Adam, mam zamiar spotkać się z Maggie w sklepie. Idziemy do McDonald'a.-powiedziałam.
-W porządku. Potrzebujesz pieniędzy? -zapytał, zachowując się jak miły starszy brat przed swoją dziewczyną.
-Oczywiście. -uśmiechnęłam się
Poszedł na górę po pieniądze dla mnie. Spojrzałam na Alexandrę, która spoglądała na mnie.
-Co się gapisz Ty mały bachorze? -syknęła.
Przełknęłam ślinę i cofnęłam się. Gdy Adam wrócił wręczył mi banknot pięćdziesięcio dolarowy. -szeroko się uśmiechałam biorąc pieniądze.
Słodko!
-Do zobaczenia wkrótce! -uśmiechnęłam się i wszyłam z domu. Upewniłam się, że nikt nie patrzy zanim zapukałam do drzwi Justina.
Oczywiście otworzył.
-Hej. -uśmiechnął się. -Adam uważa,że idę do McDonald'a z Maggie, więc dał mi pięćdziesiąt dolarów.-głupio się uśmiechałam unosząc banknot.
-Pf, masz szczęście. To opłata za wejście do mojego domu. -mruknął.
Przewróciłam oczami i weszłam do środka.
-Ryan poszedł do domu? -zapytałam otrzymując skinięcie.
-Chodź. Chcę Cię przedstawić moję rodzinie.. -powiedział.
Byłam zdenerwowana. Dlaczego? Nie jestem jego dziewczyną. To nie jest tak, że jesteśmy w jakim kolwiek związku. Słyszałam jak sam to mówił. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Ale coś w tym kierunku sprawia, że mi smutno.. święta krowo. Jestem przytłoczona przez Justina.
***POV's Justin
-Nigdy nie umyję tego ponownie. Macie szczęście, że Wam pomogłem. -Ryan sapał opadając na kanapę Eden.
-Sprzątałeś tylko przez dziesięć minut, a resztę czasu spędziłeś w spiżarni. -zmarszczyłem brwi.
-Ona nawet nie ma żadnych przekąsek. -wyrzucił ręce w powietrze.
-Moja mama je ukrywa. Mój brat zjada wszystko, ale to mnie o to obwinia. Ona tak mówi, ponieważ staję się coraz grubsza. -niezręcznie się uśmiechnęła.
-Twoja mama jest szalona. -uśmiechnąłem się do niej.
-Dokładnie. Omal nie potrąciła mnie ostatnio autem. -Ryan wymamrotał podnosząc pilota i włączając telewizor.
-Co to za czas? Czas lata! To nasze wakacje! -zabrzmiała irytująca obsada High School Musical na ekranie telewizora sprawiając, że uśmiech Ryan'a się powiększył.
Tak jak mówiłem.. on jest wyjątkowy.
-Uwielbiam ten film! -Eden się uśmiechnęła.
Ryan spojrzał na nią.
-Masz rację, Justin. Za szybko ją oceniłem. Eden teraz jesteś moją najlepszą przyjaciółką. -Ryan zażartował otrzymując śmiech od naszej dwójki.
Nasze głowy zwróciły się w stronę drzwi, gdy usłyszeliśmy dźwięk kluczy wkładanych do dziurki.
-Na górę, teraz! -Eden szepnęła do mnie i Ryan'a.
POV's Eden
Ryan i Justin pobiegli na górę, a ja ruszyłam do kuchni, aby upewnić się, że nie było śladów spalenizny.
-Czy na pewno nikogo nie ma w domu? -usłyszałam głos jakiejś dziewczyny.
-Tak. Moi rodzice są na obiedzie, Eva u przyjaciółki, a Eden w chórze. -usłyszałam śmiech brata.
Lekko wychyliłam głowę, aby ich zobaczyć. Zobaczyłam Alexandrę, dziewczynę Adama ściągającą kurtkę i kładącą ją na kanapie.
-Jak to zrobiłeś, że Twoi rodzice zgodzili się, abyś wyszedł? -zapytała.
-Powiedziałem im, aby porozmawiali z nauczycielami z mojej szkoły o przyjęciu Eden. Myślą, że uczę się z Zac'iem. On robi najlepszą parodię głosu swoich rodziców. -roześmiał się, objął jej talię i zaczęli się całować.
Wykrzywiłam twarz w obrzydzeniu. Uśmiechnęłam się, zdając sobie sprawę, że mam telefon Ewy w kieszeni. Wyciągnęłam go i zaczęłam ich nagrywać. Ale potem usłyszałam jak ktoś jęczy, więc zerwałam się, zanim zabrnęli by za daleko.
-Zaraz, nie próbujcie uprawiać seksu, jestem w domu! -krzyknęłam.
-Eden! -Adam krzyknął, zeskakując ze swojej dziewczyny, która pisnęła i natychmiastowo usiadła.-C-co robisz w domu? M-miałaś być w chórze. -spojrzał na mnie.
-Tak, skończyłam jakąś godzinę temu, idioto. -uśmiechnęłam się i uniosłam telefon Ewy. -Mamie i tacie nie spodoba się to co zobaczą. -uśmiechnęłam się.
-Eden, nie zrobisz tego. -zmrużył oczy.
-Oh, ależ zrobię. Skoro jestem złym dzieckiem w rodzinie, huh? -posłałam mu głupi uśmiech.
-Zrobię wszystko, po prostu to usuń. -powiedział.
-Zwolnij mnie z uziemienia.-zarządałam.
-Obiecuję. -stwierdził. -usuń to.
-Na-ah. Jestem mądrzejsza od Ciebie bracie. -stwierdziłam. -uśmiechnęłam się. -zwolnij mnie z uziemienia, to go usunę. A po drugie, zabezpieczcie się. Będę na górze. -uśmiechnęłam się i poszłam na górę zatrzymując się przed moimi drzwiami.
-Różowy mnie oślepia, koleś! Jest gorzej niż u Charlotte czy u Rebecc'i. -Ryan jęknął rozglądając się po moim pokoju.
Zatrzymałam się zaczęłam podsłuchiwać. Nie wiem czemu.. po prostu nabrałam na to ochoty.
-Jej mama tworzyła ten pokój. Ona nienawidzi różowego. -Justin powiedział.
-Jak dużo o niej wiesz? -zapytał Ryan.
-Dość dużo. -Justin wzruszył ramionami. -nie wiem wszystkiego, ale mam zamiar. -powiedział.
Uśmiechnęłam się lekko.
-Stary, bądź ze mną szczery, okej? Lubisz tą laskę? -zapytał Justina. -bo z tego co widzę między waszą dwójką, ona Cię lubi. -Ryan stwierdził.
Nie prawda!
-Tak myślisz? -Justin zapytał z małym uśmiechem na ustach.
-Lubisz to, że Cię lubi? -Ryan uśmiechnął się.
-Tak, tak myślę. Znaczy wiele dziewczyn mnie lubi. -Justin wzruszył ramionami. -ona się od nich nie różni. -stwierdził.
Auć. Tak, to boli.
-No jest może trochę inna. -przyznał wywołując uśmiech na mojej twarzy.
-Możesz mi powiedzieć, bro. -Ryan powiedział.
-Nie lubię jej Ryan. Ona jest po prostu przyjaciółką. Przyjaźnimy się.. od tygodnia. Byłbym szalony, gdybym lubił ją po tygodniu. Mam na myśli, to będzie szalone jeśli polubię ją na maksa. Ma piętnaście lat, ja osiemnaście. Jej rodzice mnie nienawidzą, jej brat mnie nienawidzi, jej siostra mnie nie lubi, nie wystarczy przeprosić.. -wzruszył ramionami.
-Co? -Ryan wyglądał na zmieszanego.
-Nic, zapomnij. Nie lubię Eden, ona nie lubi mnie. Niech będzie tak jak jest zawsze, w porządku? -Zapytał.
Ryan wzruszył ramionami i przytaknął skinięciem.
-Kto przyszedł do domu? -zapytał Ryan.
-Mój brat i jego dziewczyna. -głupio się uśmiechnęłam. -mieli uprawiać seks na przeciw mnie. -wyśmiewałam.
-Oh, to byłoby zbyt wiele dla Twoich małych oczek. -Justin wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Zamknij się. Nagrałam go. On zrobi tak, że odwołają mi uziemienie. Jeśli tego nie zrobi to film pójdzie na facebook'a. -uśmiechnęłam się.
-Myślałem, że nie masz facebook'a? -zachichotał.
-Ewa to zrobi. -stwierdziłam.
-Nie masz facebook'a? A-ale to nie w porządku! Jak utrzymujesz kontakt ze swoimi przyjaciółmi? -Ryan spojrzał przerażony.
-Mam tylko jednego przyjaciela. Cóż, dwóch jeśli liczysz tego tutaj dziwaka. On jest moim sąsiadem, a z Maggie widzę się w szkole. -wzruszyłam ramionami. -nie wolno mi mieć facebook'a, w każdym razie. Mój tata sprawdza historię mojego komputera. -dodałam.
-Wiesz, że to możliwe, aby usunąć historię, prawda..? -zapytał Ryan.
Byłam spokojna.
-Człowieku, na tak niską dziewczynę jesteś naprawdę głupia. -przechylił głowę w bok.
-Powiedziałeś Ty. -wyśmiał Justin.
-Hej, nie jestem mądry w pierwszej kolejności. -głupio się uśmiechnął.
-Stworzę Ci facebook'a. -Justin powiedział przysuwając do siebie mojego laptopa. -jakie jest Twoje hasło? -zapytał spoglądając na stronę główną.
-Stepbrothers. -odpowiedziałam.
Justin spojrzał na mnie i uśmiechnął się przed wpisaniem go. Otworzył przeglądarkę internetową i wpisał 'facebook'.
-Imię...Eden Mary. -wymamrotał do siebie.
-Mary? Niech zgadnę. Mama Jezusa? -Ryan głupio się uśmiechnął.
Przewróciłam oczami i skinęłam głową, co przyczyniło się do naszego śmiechu.
Justin stworzył mi e-mail, a następnie profil na facebook'u.
-W porządku, trzeba zrobić jej zdjęcie profilowe. -powiedział Justin. -powiedz ser. -zaśmiał się.
Zrobiłam szybko 'kaczą' twarz do kamery. Pstryknął mi zdjęcie.
-Kacza twarz. Bardzo popularna. -Justin zaśmiał się i kliknął następny krok.
-Wypełnij niektóre informacje. Ulubiony film? Step brothers! -wyszczerzył zęby w uśmiechu podczas wpisywania odpowiedzi.
Po zapoznaniu się z informacjami obciążającymi mój tyłek nadszedł mój czas, aby dodać znajomych. Mam zamiar byś taka popularna z dwójka przyjaciół! Justin najpierw dodał siebie, następnie Ryan'a i Maggie.
-Co jeśli Chaz zapyta dlaczego jesteśmy jej przyjaciółmi? -Ryan zapytał.
-Będziemy mówić, że ślemy jej nienawiść. -Justin wzruszył ramionami. -Chcesz mieć Taylor w znajomych? -zapytał na co ja po prostu skinęłam.
Dodał Taylor i kilku innych przypadkowych ludzi ze szkoły. Zmarszczyłam brwi widząc, że dostałam od kogoś zaproszenie.
Harry Styles Potwierdź / Nie teraz
-Kim jest Harry? -Justin zapytał spoglądając na mnie.
-Uh, przyjacielem z chóru. -powiedziałam.
Wzruszył ramionami i potwierdził zaproszenie. Uśmiechnęłam się zauważając jedno nowe powiadomienie.
'Hej, przepiękna. ;) Nie wiedziałem, że masz facebook'a. ;) Teraz możemy częściej rozmawiać ;) x'
Nieco przegryzłam moją wargę podczas uśmiechania się.
-Brzmi jak pedał, za dużo mrugających buziek. -Justin stwierdził uzyskując mje przewrócenie oczami.
-Wiesz, że przespałeś się z jego siostrą? -zapytałam, biorąc mojego laptopa.
-To żadna niespodzianka. Biebs pieprzył wszystkie. -Ryan stwierdził.
-Język. -zmrużyłam na niego oczy.
-Ja? -Justin zmarszczył brwi. -Oh, dobrze. -wzruszył ramionami jakby to było nic wielkiego.
-Justin? Justin! -usłyszałam kobiecy głos. -Justin zerwał się i ruszył na werandę. -Justin, co Ty tam robisz? -powiedział głos.
Słyszałam jak rozmawiali, ale Ryan uczył mnie w tym czasie robić różne rzeczy na facebook'u.
-Muszę iść, zjeść obiad. Yo, Ry. Mama mówiła, że możesz zostać u nas na noc. -Justin dodał powoli wychodząc.
-Przykro mi stary. Nie mogę. Mama robi dziś taco! -Ryan uśmiechnął się.
Wyłączyłam mój komputer i go zamknęłam.
-Może Eden chce przyjść i zjeść z Wami? Ponieważ wysadziła swój obiad. -roześmiał się.
Justin spojrzał na mnie.
-Chcesz? -zapytał.
-Nie chcę się narzucać. -stwierdziłam.
-Nie, to jest okej. Moi rodzice się zgodzą. -uśmiechnął się.
-Oh, hm, to w porządku. -oddałam uśmiech.
-Super. Wracam do siebie. Powiedz swojemu bratu, że jesteś.. że robisz cokolwiek. -roześmiał się. -idź przez drzwi. Nie chcę, abyś była bliska śmierci jak ostatnio. -roześmiał się.
Skinęłam głową i zamknęłam po nich drzwi werandy. Zeszłam na dół, aby zobaczyć Alexandrę i Adama na kanapie objętych, oglądających TV.
-Adam, mam zamiar spotkać się z Maggie w sklepie. Idziemy do McDonald'a.-powiedziałam.
-W porządku. Potrzebujesz pieniędzy? -zapytał, zachowując się jak miły starszy brat przed swoją dziewczyną.
-Oczywiście. -uśmiechnęłam się
Poszedł na górę po pieniądze dla mnie. Spojrzałam na Alexandrę, która spoglądała na mnie.
-Co się gapisz Ty mały bachorze? -syknęła.
Przełknęłam ślinę i cofnęłam się. Gdy Adam wrócił wręczył mi banknot pięćdziesięcio dolarowy. -szeroko się uśmiechałam biorąc pieniądze.
Słodko!
-Do zobaczenia wkrótce! -uśmiechnęłam się i wszyłam z domu. Upewniłam się, że nikt nie patrzy zanim zapukałam do drzwi Justina.
Oczywiście otworzył.
-Hej. -uśmiechnął się. -Adam uważa,że idę do McDonald'a z Maggie, więc dał mi pięćdziesiąt dolarów.-głupio się uśmiechałam unosząc banknot.
-Pf, masz szczęście. To opłata za wejście do mojego domu. -mruknął.
Przewróciłam oczami i weszłam do środka.
-Ryan poszedł do domu? -zapytałam otrzymując skinięcie.
-Chodź. Chcę Cię przedstawić moję rodzinie.. -powiedział.
Byłam zdenerwowana. Dlaczego? Nie jestem jego dziewczyną. To nie jest tak, że jesteśmy w jakim kolwiek związku. Słyszałam jak sam to mówił. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Ale coś w tym kierunku sprawia, że mi smutno.. święta krowo. Jestem przytłoczona przez Justina.
to znów ja. mam nadzieję, że moje tłumaczenie przypadło Wam choć trochę do gustu. następny rozdział doda @g0ldjdb
kocham Was x
czwartek, 20 lutego 2014
10. Weeks on end
notka pod rozdziałem
miłego czytania
POV's Eden
-Dobra dziewczęta i chłopcy, myślę, że starczy na dziś. -powiedział Peter zakładając swoją kurtkę. -Upewnijcie się, że wszyscy będą uważać na swoje głosy i nie przemęczajcie się za dużo, okej? -spojrzał na nas wszystkich.
Wątpię, że ktoś go słuchał. Nastolatki lubią być głośno. Nałożyłam mój szary sweterek i zaczęłam wychodzić z kościoła, dopóki nie zostałam zatrzymana przez Harry'ego.
-Hej Eden. -uśmiechnął się do mnie.
-Hej Harry. -odzwajemniłam uśmiech.
-Ehm, byłaś znakomita tego popołudnia. -pochwalił mnie nerwowo.
-Oh, dziękuję, Ty też. -posłałam mu uśmiech,
-Więc, um, pamiętasz kiedy ostatni raz rozmawialiśmy? Ten dzieciak Justin. Czy on jest Twoim chłopakiem, czy coś? -skrzywił się.
-Nie. -roześmiałam się. -nienawidzę go. -skłamałam. -on jest moim śmiertelnym wrogiem. -mruknęłam sprawiając uśmiech na jego twarzy. -dlaczego pytasz?
-Oh, dobrze, nie przepadam za nim. On spał z moją siostrą. -przewrócił oczami. -ale moja siostra śpi ze wszystkimi. -dodał uzyskując nasz śmiech.
Wow. Siostra Harry'ego?
-I, um, nie chcę mieć z nim żadnych problemów, jeśli bym Cię gdzieś zaprosił. -spojrzał na mnie,
-Zaprosił mnie gdzieś? -powtórzyłam, a on skinął głową.
-Nie wiem jak moi rodzice lub brat na to zareagują. To znaczy, jesteś bardzo miłym facetem i jeśli to zależałoby ode mnie to powiedziałabym tak w mgnieniu oka. -wypaplałam. Kurde! Teraz brzmię jak zupełnie zdesperowany dziwak! Wyszczerzył zęby w uśmiechu. -i jesteś osiemnastolatkiem, a moi rodzice są strasznie rygorystyczni jeśli chodzi o mnie i chłopców. -dodałam.
-To zależy od Ciebie, Eden. -powiedział. -rozmawiałem już z Twoim bratem. Powiedział, że to fajne. Powiedział też, że rozmawiał z Twoimi rodzicami o tym. Wiem jak się o Ciebie martwią. I Twojemu tacie spodobało się to, że poprosiłem o pozwolenie, więc dał mi je. -uśmiechnął się.
-Zapytałeś mojego brata i tatę o zapytanie mnie? -spojrzałam na niego. Aww to urocze! Włożyłam ręce do kieszeni i skinęłam w jego kierunku. -nie wiem czy słyszałeś, ale jestem uziemiona. Mam trzy tygodnie kary. -westchnęłam.
-Mogę poczekać trzy tygodnie. -uśmiechnął się do mnie. -ale teraz mamy spotkania w każdy poniedziałek i środę w chórze kościelnym. Oh i w niedzielę. -mrugnął do mnie zanim usłyszałam dźwięk klaksonu samochodowego.
Odwróciłam się i westchnęłam.
-To mój brat. W takim razie zobaczymy sie w środę? -posłał mi usmiech na co przytaknęłam.
-Do później, piękna. -mrugnął zanim podeszłam do auta.
Uśmiechałam się do siebie jak głupia. Nazwał mnie piękną! Nigdy wcześniej nie byłam nazwana piękną. Przez nikogo.. i oto ja.
-Boo! -usłyszałam chichot, gdy dwa ramiona owinęły się wokół mnie.
Krzyknęłam i odwróciłam się by napotkać Justina śmiejącego się ze mnie.
-Co Ty tu robisz? Boisz się o mnie? -zadrwiłam.
-Byłem w drodze do domu. -uśmiechnął się. -miałem iść szukać nowego zestawu narzędzi dla mojego dziadka. Pracowaliśmy nad samochodem, gdy jego skrzynka z narzędźmi rozpadła się.
-Myślę, że to słodkie. Praca nad samochodem ze swoim dziadkiem.
-Nie robiłem tego przez jakiś czas, ale ostatnio się do siebie zbliżyliśmy. To sprawia, że moja rodzina jest szczęśliwa, a mi się to trochę podoba. -wyszczerzył się. -właśnie skończyłaś chór? -zapytał wskazując na kościół za mną.
-Tak i powinnam iść.. jeśli ktoś zobaczy, że rozmawiamy-
-Właśnie mnie obraziłaś. Dawaj, zabiorę Cię do domu. -powiedział ukazując kluczyki i odpalając auto.
Moje oczy się rozszerzyły.
-Nie wolno mi jechać do domu, mam iść. To coś dobrego, i tak muszę trochę stracić na wadze. -wzruszyłam ramionami.
-Nie mów tak, Twoje ciało jest w porządku. -zaśmiał się. -Wsiadaj. -uśmiechnął się i wskoczył na przednie siedzenie.
Westchnęłam. Rozejrzałam się zanim wsiadłam do samochodu. Szybko zapięłam pasy i modliłam się do pana, że Justin jest dobrym kierowcą.
-Wyglądasz na zdenerwowaną. -zaśmiał się.
-Jestes dobrym kierowcą, prawda? Nie zamierzasz mnie zabić? -zapytałam.
-Pf, jestem świetnym kierowcą kochanie. -głupio się uśmiechnął.
-Kochanie? -zapytałam zmylona.
-Przepraszam, uh, siła przyzwyczajenia. Każda dziewczyna, którą zabrałem do domu i spałem z nią była w moim aucie. -wzruszył ramionami i zaczął jechać.
-Tylko pamiętaj, by zatrzymać się parę domów przed moim, mogę chodzić. -powiedziałam.
So many girls in here, where do I begin? I see this one- *
-Myślałem, że nie masz telefonu? -zaśmiał się, a ja wyciągnęłam go z kieszeni.
-To Ewy, pożyczyłam go na chór na wszelki wypadek. -wymamrotałam. -bądź cicho. -spojrzałam w jego kierunku przed oderbaniem telefonu. -Heeej, tato. -uśmiechnęłam się otrzymując parsknięcie od Justina. -posłałam mu piorunujące spojrzenie.
-Cześć księżniczko. Czy jesteś w drodze do domu z chóru? -zapytał.
-Tak, idę właśnie. -skłamałam. -co jest?
-Nic się nie stało. Twoja matka i ja idziemy na obiad z panem Ackman'em. -stwierdził. -więc będziemy w domu dopiero późnym wieczorem. Jedziemy teraz. -powiedział.
-Panem Ackman'em? To znaczy dyrektorem Południowego Stratford? -zapytałam.
-Tak kochanie. Zamierzamy spróbować i zobaczymy czy pozwoli wcześniej podjąć próbę napisania testu. Nie znoszę tego, że chodzisz do tak tandetnej szkoły. -westchnął.
-Dobrze. -wymamrotałam. -więc, Ewa i Adam będą w domu?
-Ewa jest u Rebecc'i, a Adam uczy się z Zack'iem. Sprawdzone z rodzicami Zac'a. Będzie tam przebywał. -zapewnił.
-Ale Adam jest uziemiony. -zmarszczyłam brwi.
-Postanowiłem pozwolić mu. Ale nie sądzę, że zrobię to dla Ciebie Eden Mary. -powiedział, a jego głos stał się donośny. -możesz sobie coś dziś wieczorem ugotować, tylko nie spal domu. -stwierdził. -myślisz, że możesz to zrobić? -zapytał.
-Tak, myślę, że jestem w stanie ugotować sobie obiad, dzięki tato. -przewróciłam oczami.
-Klawo. Cóż, powinnaś spać, gdy wrócimy do domu wieczorem. Ucz się ciężko. Będziesz miała do napisania ciężki test, rozumiesz? -zapytał.
-Yeah, oczywiście.
-Powiedziałem czy rozumiesz? -spytał głośniej.
-Tak, tato. -przewróciłam oczami.
-Dobra dziewczynka. Do widzenia! -dodał.
-W porządku, do widzenia, kocham Cię. -odpowiedziałam, ale on już odłożył słuchawkę.To jest znęcanie się nad dzieckiem, właśnie tak. Tylko żartowałam. Chyba nie jestem ich dzieckiem..
-Co jest? -spytał Justin.
-Moi rodzice idą dziś na obiad z dyrektorem Południowego Stratford. Chcą poprosić go o to, abym mogła szybciej napisać test. -wzruszyłam ramionami. -nie wiem jak oddam Ewie telefon, skoro nawet nie wraca dziś wieczorem do domu. -mruknęłam wkładając telefon do kieszeni.
-Więc będziesz tylko Ty i Sir douche bag**? -roześmiał się.
-Nie, tylko ja. Ponieważ Adam jest ulubionym dzieckiem ojca i on postanowił mu odwołać uziemienie, bez powodu. -przewróciłam oczami. -przysięgam, że jest najgorszy z nas wszystkich. -wzruszyłam ramionami.
-Ty nie jesteś nawet zła. -powiedział. -Twój brat jest wręcz jackass***, Twoja siostra jest ciągle na imprezach. Co z Tobą? Spójrzmy. Jesteś nałogowcem seksu?****
-Boże, nie. -roześmiałam się.
-Palaczem? -uniósł brwi.
-Nope. -wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
-Alkoholikiem? -zapytał?
-Nigdy. -głupio się uśmiechnęłam.
-Nigdy nie mów nigdy, słońce. Kiedyś będziesz musiała zrobić te wszystkie rzeczy. -posłał mi głupi uśmiech.
-Nie lubię pić. Mój kuzyn zapadł w śpiączkę z tego powodu. Był tak pijany, że myślał iż bieg po autostradzie to dobry pomysł. Teraz ma się dobrze, ale nigdy już tego nie zrobi. -powiedziałam.
-Wow. -roześmiał się. -ale będziesz musiała kiedyś uprawiać seks, jeśli trwasz w przekonaniu prawdziwej miłości. -wzruszył ramionami.
-Z pewnością, ale nie teraz. -również wzruszyłam ramionami. -mam na myśli, jeśli naprawdę kogoś kochasz teraz, pokochasz i za te kilka lat, gdy dorośniesz. A seks jest bardzo wyjątkowy, gdy swój pierwszy raz przeżywasz z osobą, która się o Ciebie troszczy. To jest coś do czego możesz wracać z uśmiechem na ustach. -posłałam mu uśmiech.
-Uśmiecham się za każdym razem, gdy myślę o swoim pierwszym razie. Byłem w Twoim wieku. To było z bardzo gorącą siedemnastoletnią laską. Była pijana i bardzo krzykliwa. -głupio się uśmiechnął.
-Ew! Zbyt wiele szczegółów! Jesteś świnią! -powiedziałam, uderzając go w ramię co przyczyniło się do jego śmiechu.
-Co? Wystarczy być prawdomównym! -uśmiechnął się i zaparkował na przeciw mojego domu.
Nie było powodu, abym wysiadła wcześniej, skoro mieszkanie jest puste.
-Dziękuję, za podwózkę do domu. -uśmiechnęłam się do niego uprzejmie.
-No problemo, Mamacita. -mrugnął.
-Oh kochanie. Nazywam się Eden. Powiedz to ze mną. Eeeeeeedeeeennn. -zażartowałam otwierając drzwi i wychodząc z auta.
-Do zobaczenia wkrótce? -mrugnął do mnie.
-Pewnie. -zaśmiałam się zamykając drzwi. -Do później, Justin. -uśmiechnęłam się do niego i weszłam do domu.
*
POV's Justin
Uśmiechnąłem się, gdy weszła do swojego domu, nie zapominając, aby machnąć w moim kierunku. Wysiadłem z samochodu i podniosłem skrzynkę, po czym odwróciłem się prosto w stronę mojego przyjaciela; Pana Ryan'a Butler'a.
-Co to było? -zapytał kiwając głową w stronę domu Eden. Cholera. Zignorowałem go i podszedłem do drzwi frontowych, a on podążył za mną. -stary, masz zamiar mi odpowiedzieć, czy coś? zapytał, wpraszając się do środka.
-Ryan, Justin. Co tu się dzieje chłopcy? -mama uniosła na nas brew.
-Oh, nic Pattie. Justin i ja pójdziemy już na górę i porozmawiamy o meczu koszykówki z sobotę. -Ryan uśmiechnął się niewinnie, przed ciągnięciem mnie w górę.
On dosłownie mnie wciągnął. Usiadłem na podłodze, ale on pociągnął mnie za moją koszulkę. To moja ulubiona koszulka..
-Stary, stary, uspokój się. -jęknąłem wchodząc do mojego pokoju.
-Nie, nie uspokoję się stary. -zadrwił. -Co to kurwa jest? Do zobaczenia wkrótce? -drwił naśladując mój głos.
-Nie brzmię tak! -zmarszczyłem brwi.
-Zamknij się, to jest moja imitacja głosowa. Przestań zmieniać temat i powiedz mi. -krzyknął.
-Podwiozłem ją do domu. Moja, uh, mama poprosiła mnie o to. -powiedziałem.
-Czy Ty kurwa mówisz poważnie? Ona jest południem. Ona nie jest do rozmawiania, a tym bardziej do podwożenia do domu. -podkreślił.
-Ona jest moją sąsiadką, a moja mama mnie stworzyła.***** -stwierdziłem.
Posłał mi piorunujące spojrzenie.
-Nie wciskaj mi kitu Justin. Chcę wiedzieć wszystko. Każdy najmniejszy szczegół. Teraz. -zażądał krzyżując ramiona na klatce piersiowej.
Westchnąłem i usiadłem na łóżku.
-Jesteśmy przyjaciółmi. -stwierdziłem. Jęknął i schował twarz w dłoniach. -to nie jest takie złe człowieku. Ona jest dobrą przyjaciółką. Lubię ją. -wzruszyłem ramionami.
-Lubisz ją? -spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami. -o Boże! Przyjaźń jest zła, teraz jesteś w niej kurwa zakochany czy jakieś inne gówno? To absurdalne! -krzyknął.
-Co? Nie! Ja jej nie kocham, powiedziałem, że ja lubię. Nie w ten sposób. W ten przyjacielski sposób. -powiedziałem.
-Dlaczego chcesz się z nią przyjaźnić, Justin? To jest złe. Oh, to jest cholernie złe. -mamrotał chodząc w tę i zpowrotem po moim pokoju.
-Więc jestem wydalony z drużyny, tak? -westchnąłem.
-Nie. -mruknął. -ponieważ nikt się o tym nie dowie. Nie powiem nikomu, Ty również. Musisz.. zakończyć tę przyjaźń, czy cokolwiek. Musimy wygrać, Justin. I nie ma znaczenia co mówi trener, czy kurwa Chaz, że bez Ciebie nie wygramy.
-Nie zakończę przyjaźni z Eden. Ona jest moją przyjaciółką. Nie żenię się z nią. Nikt się nie dowie. -stwierdziłem. -jesteśmy ostrożni.
-Ostrożni?Jeśli tak bardzo uważaliście to dlaczego do cholery o tym wiem? Człowieku, powinienem po prostu zostać w domu z mamą i piec z nią ciasteczka tak jak chciała.. to sprawia dużo stresu. Powinienem teraz oglądać High School Musical! -krzyknął.
-Stary, uspokój się do diabła! Będziemy bardziej ostrożni! -powiedziałem.
-Dlaczego ona jest dla Ciebie tak ważna, człowieku? Ona jest tylko dzieckiem. Dzieckiem, którego spotkałeś tydzień temu! -krzyknął na mnie.
To mi przypomina o czymś.. o naszej tygodniowej rocznicy przyjaźni. Żartuję, żartuję.
-Ponieważ.. ona jest wyjątkowa. -westchnąłem.
-Lubisz ją bardziej niz przyjaciółkę? -mruknął.
-Nie! Po prostu.. mogę z nią rozmawiać o rzeczach. Głębokich rzeczach. Rzeczach, które Ty i Chaz byście wyśmiali. -wystrzeliłem.
-Stary, wiesz, że możesz mi mówić o wszystkim. -wyglądał jakby go to trochę zabolało.
To bardzo głęboka rozmowa człowiek-z-człowiekiem.
-Tak, ale gdzie byliście, gdy zerwałem z Sarą? Byłem cholernie załamany, a wszystko o co dbałeś to pieprzenie.. tylko dziewczyny i koszykówka! -krzyczałem w złości. -czułem się przygnębiony przez kilka tygodni po zerwaniu, ale żaden z Was nie zauważył. Wiesz jak sie wtedy czułem? -krzyknąłem. Spojrzał na mnie ze współczuciem. -ale Eden.. -westchnąłem. -rozmawia ze mną o tego rodzaju rzeczach. Ona się o mnie troszczy. -wymamrotałem.
-Koleś.. -urwał. -przykro mi, stary. Jestem najgorszym najlepszym przyjacielem. -mruknął.
Cholera. Sprawiłem, że czuje się źle.
-Nie, jest okej. Podszedłem-
-Nie, nie jest okej. -mruknął. -ta laska, Eden. Wydaje się.. w porządku. Będąc południem. -wzruszył ramionami.
-Myślę, że ją polubisz jeśli tylko dasz jej szansę. -powiedziałem.
-Tak, dobrze. Jestem gotowy tak długo, dopóki Chaz się o niczym nie dowie. On by się nie pierdolił. Od razu by Cię wywalił z drużyny, a my musimy to wygrać, człowieku. -powiedział na co skinąłem głową. -i od teraz mów mi o wszystkim. Obiecuję się hamować. -powiedział wyciągając pięść w moim kierunku.
Zaśmiałem się i uderzyłem moją pięścią o jego. Uśmiechnął się, ale jego oczy powędrowały na coś za mną, a jego uśmiech opuścił twarz.
-Stary, czy to dym? -zapytał.
Odwróciłem się, aby zobaczyć jak dym ucieka z okna Eden.
-Cholera. -przeklnąłem przed biegiem i skoczeniem przez werandę. Słyszałem Ryan'a tuż za mną. Prześlizgnąłem się przez drzwi Eden, wybiegłem z jej pokoju kierując się na dół. Pobiegłęm do kuchni, gdzie dymu już nie było, ale zamiast tego poczułem zimno. Ujrzałem przed sobą zaniepokojoną Eden trzymającą gaśnicę w dłoniach.
-Próbowałam gotować lasage. -wymamrotała na co wraz z Ryan'em wybuchnąłem śmiechem.
miłego czytania
POV's Eden
-Dobra dziewczęta i chłopcy, myślę, że starczy na dziś. -powiedział Peter zakładając swoją kurtkę. -Upewnijcie się, że wszyscy będą uważać na swoje głosy i nie przemęczajcie się za dużo, okej? -spojrzał na nas wszystkich.
Wątpię, że ktoś go słuchał. Nastolatki lubią być głośno. Nałożyłam mój szary sweterek i zaczęłam wychodzić z kościoła, dopóki nie zostałam zatrzymana przez Harry'ego.
-Hej Eden. -uśmiechnął się do mnie.
-Hej Harry. -odzwajemniłam uśmiech.
-Ehm, byłaś znakomita tego popołudnia. -pochwalił mnie nerwowo.
-Oh, dziękuję, Ty też. -posłałam mu uśmiech,
-Więc, um, pamiętasz kiedy ostatni raz rozmawialiśmy? Ten dzieciak Justin. Czy on jest Twoim chłopakiem, czy coś? -skrzywił się.
-Nie. -roześmiałam się. -nienawidzę go. -skłamałam. -on jest moim śmiertelnym wrogiem. -mruknęłam sprawiając uśmiech na jego twarzy. -dlaczego pytasz?
-Oh, dobrze, nie przepadam za nim. On spał z moją siostrą. -przewrócił oczami. -ale moja siostra śpi ze wszystkimi. -dodał uzyskując nasz śmiech.
Wow. Siostra Harry'ego?
-I, um, nie chcę mieć z nim żadnych problemów, jeśli bym Cię gdzieś zaprosił. -spojrzał na mnie,
-Zaprosił mnie gdzieś? -powtórzyłam, a on skinął głową.
-Nie wiem jak moi rodzice lub brat na to zareagują. To znaczy, jesteś bardzo miłym facetem i jeśli to zależałoby ode mnie to powiedziałabym tak w mgnieniu oka. -wypaplałam. Kurde! Teraz brzmię jak zupełnie zdesperowany dziwak! Wyszczerzył zęby w uśmiechu. -i jesteś osiemnastolatkiem, a moi rodzice są strasznie rygorystyczni jeśli chodzi o mnie i chłopców. -dodałam.
-To zależy od Ciebie, Eden. -powiedział. -rozmawiałem już z Twoim bratem. Powiedział, że to fajne. Powiedział też, że rozmawiał z Twoimi rodzicami o tym. Wiem jak się o Ciebie martwią. I Twojemu tacie spodobało się to, że poprosiłem o pozwolenie, więc dał mi je. -uśmiechnął się.
-Zapytałeś mojego brata i tatę o zapytanie mnie? -spojrzałam na niego. Aww to urocze! Włożyłam ręce do kieszeni i skinęłam w jego kierunku. -nie wiem czy słyszałeś, ale jestem uziemiona. Mam trzy tygodnie kary. -westchnęłam.
-Mogę poczekać trzy tygodnie. -uśmiechnął się do mnie. -ale teraz mamy spotkania w każdy poniedziałek i środę w chórze kościelnym. Oh i w niedzielę. -mrugnął do mnie zanim usłyszałam dźwięk klaksonu samochodowego.
Odwróciłam się i westchnęłam.
-To mój brat. W takim razie zobaczymy sie w środę? -posłał mi usmiech na co przytaknęłam.
-Do później, piękna. -mrugnął zanim podeszłam do auta.
Uśmiechałam się do siebie jak głupia. Nazwał mnie piękną! Nigdy wcześniej nie byłam nazwana piękną. Przez nikogo.. i oto ja.
-Boo! -usłyszałam chichot, gdy dwa ramiona owinęły się wokół mnie.
Krzyknęłam i odwróciłam się by napotkać Justina śmiejącego się ze mnie.
-Co Ty tu robisz? Boisz się o mnie? -zadrwiłam.
-Byłem w drodze do domu. -uśmiechnął się. -miałem iść szukać nowego zestawu narzędzi dla mojego dziadka. Pracowaliśmy nad samochodem, gdy jego skrzynka z narzędźmi rozpadła się.
-Myślę, że to słodkie. Praca nad samochodem ze swoim dziadkiem.
-Nie robiłem tego przez jakiś czas, ale ostatnio się do siebie zbliżyliśmy. To sprawia, że moja rodzina jest szczęśliwa, a mi się to trochę podoba. -wyszczerzył się. -właśnie skończyłaś chór? -zapytał wskazując na kościół za mną.
-Tak i powinnam iść.. jeśli ktoś zobaczy, że rozmawiamy-
-Właśnie mnie obraziłaś. Dawaj, zabiorę Cię do domu. -powiedział ukazując kluczyki i odpalając auto.
Moje oczy się rozszerzyły.
-Nie wolno mi jechać do domu, mam iść. To coś dobrego, i tak muszę trochę stracić na wadze. -wzruszyłam ramionami.
-Nie mów tak, Twoje ciało jest w porządku. -zaśmiał się. -Wsiadaj. -uśmiechnął się i wskoczył na przednie siedzenie.
Westchnęłam. Rozejrzałam się zanim wsiadłam do samochodu. Szybko zapięłam pasy i modliłam się do pana, że Justin jest dobrym kierowcą.
-Wyglądasz na zdenerwowaną. -zaśmiał się.
-Jestes dobrym kierowcą, prawda? Nie zamierzasz mnie zabić? -zapytałam.
-Pf, jestem świetnym kierowcą kochanie. -głupio się uśmiechnął.
-Kochanie? -zapytałam zmylona.
-Przepraszam, uh, siła przyzwyczajenia. Każda dziewczyna, którą zabrałem do domu i spałem z nią była w moim aucie. -wzruszył ramionami i zaczął jechać.
-Tylko pamiętaj, by zatrzymać się parę domów przed moim, mogę chodzić. -powiedziałam.
So many girls in here, where do I begin? I see this one- *
-Myślałem, że nie masz telefonu? -zaśmiał się, a ja wyciągnęłam go z kieszeni.
-To Ewy, pożyczyłam go na chór na wszelki wypadek. -wymamrotałam. -bądź cicho. -spojrzałam w jego kierunku przed oderbaniem telefonu. -Heeej, tato. -uśmiechnęłam się otrzymując parsknięcie od Justina. -posłałam mu piorunujące spojrzenie.
-Cześć księżniczko. Czy jesteś w drodze do domu z chóru? -zapytał.
-Tak, idę właśnie. -skłamałam. -co jest?
-Nic się nie stało. Twoja matka i ja idziemy na obiad z panem Ackman'em. -stwierdził. -więc będziemy w domu dopiero późnym wieczorem. Jedziemy teraz. -powiedział.
-Panem Ackman'em? To znaczy dyrektorem Południowego Stratford? -zapytałam.
-Tak kochanie. Zamierzamy spróbować i zobaczymy czy pozwoli wcześniej podjąć próbę napisania testu. Nie znoszę tego, że chodzisz do tak tandetnej szkoły. -westchnął.
-Dobrze. -wymamrotałam. -więc, Ewa i Adam będą w domu?
-Ewa jest u Rebecc'i, a Adam uczy się z Zack'iem. Sprawdzone z rodzicami Zac'a. Będzie tam przebywał. -zapewnił.
-Ale Adam jest uziemiony. -zmarszczyłam brwi.
-Postanowiłem pozwolić mu. Ale nie sądzę, że zrobię to dla Ciebie Eden Mary. -powiedział, a jego głos stał się donośny. -możesz sobie coś dziś wieczorem ugotować, tylko nie spal domu. -stwierdził. -myślisz, że możesz to zrobić? -zapytał.
-Tak, myślę, że jestem w stanie ugotować sobie obiad, dzięki tato. -przewróciłam oczami.
-Klawo. Cóż, powinnaś spać, gdy wrócimy do domu wieczorem. Ucz się ciężko. Będziesz miała do napisania ciężki test, rozumiesz? -zapytał.
-Yeah, oczywiście.
-Powiedziałem czy rozumiesz? -spytał głośniej.
-Tak, tato. -przewróciłam oczami.
-Dobra dziewczynka. Do widzenia! -dodał.
-W porządku, do widzenia, kocham Cię. -odpowiedziałam, ale on już odłożył słuchawkę.To jest znęcanie się nad dzieckiem, właśnie tak. Tylko żartowałam. Chyba nie jestem ich dzieckiem..
-Co jest? -spytał Justin.
-Moi rodzice idą dziś na obiad z dyrektorem Południowego Stratford. Chcą poprosić go o to, abym mogła szybciej napisać test. -wzruszyłam ramionami. -nie wiem jak oddam Ewie telefon, skoro nawet nie wraca dziś wieczorem do domu. -mruknęłam wkładając telefon do kieszeni.
-Więc będziesz tylko Ty i Sir douche bag**? -roześmiał się.
-Nie, tylko ja. Ponieważ Adam jest ulubionym dzieckiem ojca i on postanowił mu odwołać uziemienie, bez powodu. -przewróciłam oczami. -przysięgam, że jest najgorszy z nas wszystkich. -wzruszyłam ramionami.
-Ty nie jesteś nawet zła. -powiedział. -Twój brat jest wręcz jackass***, Twoja siostra jest ciągle na imprezach. Co z Tobą? Spójrzmy. Jesteś nałogowcem seksu?****
-Boże, nie. -roześmiałam się.
-Palaczem? -uniósł brwi.
-Nope. -wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
-Alkoholikiem? -zapytał?
-Nigdy. -głupio się uśmiechnęłam.
-Nigdy nie mów nigdy, słońce. Kiedyś będziesz musiała zrobić te wszystkie rzeczy. -posłał mi głupi uśmiech.
-Nie lubię pić. Mój kuzyn zapadł w śpiączkę z tego powodu. Był tak pijany, że myślał iż bieg po autostradzie to dobry pomysł. Teraz ma się dobrze, ale nigdy już tego nie zrobi. -powiedziałam.
-Wow. -roześmiał się. -ale będziesz musiała kiedyś uprawiać seks, jeśli trwasz w przekonaniu prawdziwej miłości. -wzruszył ramionami.
-Z pewnością, ale nie teraz. -również wzruszyłam ramionami. -mam na myśli, jeśli naprawdę kogoś kochasz teraz, pokochasz i za te kilka lat, gdy dorośniesz. A seks jest bardzo wyjątkowy, gdy swój pierwszy raz przeżywasz z osobą, która się o Ciebie troszczy. To jest coś do czego możesz wracać z uśmiechem na ustach. -posłałam mu uśmiech.
-Uśmiecham się za każdym razem, gdy myślę o swoim pierwszym razie. Byłem w Twoim wieku. To było z bardzo gorącą siedemnastoletnią laską. Była pijana i bardzo krzykliwa. -głupio się uśmiechnął.
-Ew! Zbyt wiele szczegółów! Jesteś świnią! -powiedziałam, uderzając go w ramię co przyczyniło się do jego śmiechu.
-Co? Wystarczy być prawdomównym! -uśmiechnął się i zaparkował na przeciw mojego domu.
Nie było powodu, abym wysiadła wcześniej, skoro mieszkanie jest puste.
-Dziękuję, za podwózkę do domu. -uśmiechnęłam się do niego uprzejmie.
-No problemo, Mamacita. -mrugnął.
-Oh kochanie. Nazywam się Eden. Powiedz to ze mną. Eeeeeeedeeeennn. -zażartowałam otwierając drzwi i wychodząc z auta.
-Do zobaczenia wkrótce? -mrugnął do mnie.
-Pewnie. -zaśmiałam się zamykając drzwi. -Do później, Justin. -uśmiechnęłam się do niego i weszłam do domu.
*
POV's Justin
Uśmiechnąłem się, gdy weszła do swojego domu, nie zapominając, aby machnąć w moim kierunku. Wysiadłem z samochodu i podniosłem skrzynkę, po czym odwróciłem się prosto w stronę mojego przyjaciela; Pana Ryan'a Butler'a.
-Co to było? -zapytał kiwając głową w stronę domu Eden. Cholera. Zignorowałem go i podszedłem do drzwi frontowych, a on podążył za mną. -stary, masz zamiar mi odpowiedzieć, czy coś? zapytał, wpraszając się do środka.
-Ryan, Justin. Co tu się dzieje chłopcy? -mama uniosła na nas brew.
-Oh, nic Pattie. Justin i ja pójdziemy już na górę i porozmawiamy o meczu koszykówki z sobotę. -Ryan uśmiechnął się niewinnie, przed ciągnięciem mnie w górę.
On dosłownie mnie wciągnął. Usiadłem na podłodze, ale on pociągnął mnie za moją koszulkę. To moja ulubiona koszulka..
-Stary, stary, uspokój się. -jęknąłem wchodząc do mojego pokoju.
-Nie, nie uspokoję się stary. -zadrwił. -Co to kurwa jest? Do zobaczenia wkrótce? -drwił naśladując mój głos.
-Nie brzmię tak! -zmarszczyłem brwi.
-Zamknij się, to jest moja imitacja głosowa. Przestań zmieniać temat i powiedz mi. -krzyknął.
-Podwiozłem ją do domu. Moja, uh, mama poprosiła mnie o to. -powiedziałem.
-Czy Ty kurwa mówisz poważnie? Ona jest południem. Ona nie jest do rozmawiania, a tym bardziej do podwożenia do domu. -podkreślił.
-Ona jest moją sąsiadką, a moja mama mnie stworzyła.***** -stwierdziłem.
Posłał mi piorunujące spojrzenie.
-Nie wciskaj mi kitu Justin. Chcę wiedzieć wszystko. Każdy najmniejszy szczegół. Teraz. -zażądał krzyżując ramiona na klatce piersiowej.
Westchnąłem i usiadłem na łóżku.
-Jesteśmy przyjaciółmi. -stwierdziłem. Jęknął i schował twarz w dłoniach. -to nie jest takie złe człowieku. Ona jest dobrą przyjaciółką. Lubię ją. -wzruszyłem ramionami.
-Lubisz ją? -spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami. -o Boże! Przyjaźń jest zła, teraz jesteś w niej kurwa zakochany czy jakieś inne gówno? To absurdalne! -krzyknął.
-Co? Nie! Ja jej nie kocham, powiedziałem, że ja lubię. Nie w ten sposób. W ten przyjacielski sposób. -powiedziałem.
-Dlaczego chcesz się z nią przyjaźnić, Justin? To jest złe. Oh, to jest cholernie złe. -mamrotał chodząc w tę i zpowrotem po moim pokoju.
-Więc jestem wydalony z drużyny, tak? -westchnąłem.
-Nie. -mruknął. -ponieważ nikt się o tym nie dowie. Nie powiem nikomu, Ty również. Musisz.. zakończyć tę przyjaźń, czy cokolwiek. Musimy wygrać, Justin. I nie ma znaczenia co mówi trener, czy kurwa Chaz, że bez Ciebie nie wygramy.
-Nie zakończę przyjaźni z Eden. Ona jest moją przyjaciółką. Nie żenię się z nią. Nikt się nie dowie. -stwierdziłem. -jesteśmy ostrożni.
-Ostrożni?Jeśli tak bardzo uważaliście to dlaczego do cholery o tym wiem? Człowieku, powinienem po prostu zostać w domu z mamą i piec z nią ciasteczka tak jak chciała.. to sprawia dużo stresu. Powinienem teraz oglądać High School Musical! -krzyknął.
-Stary, uspokój się do diabła! Będziemy bardziej ostrożni! -powiedziałem.
-Dlaczego ona jest dla Ciebie tak ważna, człowieku? Ona jest tylko dzieckiem. Dzieckiem, którego spotkałeś tydzień temu! -krzyknął na mnie.
To mi przypomina o czymś.. o naszej tygodniowej rocznicy przyjaźni. Żartuję, żartuję.
-Ponieważ.. ona jest wyjątkowa. -westchnąłem.
-Lubisz ją bardziej niz przyjaciółkę? -mruknął.
-Nie! Po prostu.. mogę z nią rozmawiać o rzeczach. Głębokich rzeczach. Rzeczach, które Ty i Chaz byście wyśmiali. -wystrzeliłem.
-Stary, wiesz, że możesz mi mówić o wszystkim. -wyglądał jakby go to trochę zabolało.
To bardzo głęboka rozmowa człowiek-z-człowiekiem.
-Tak, ale gdzie byliście, gdy zerwałem z Sarą? Byłem cholernie załamany, a wszystko o co dbałeś to pieprzenie.. tylko dziewczyny i koszykówka! -krzyczałem w złości. -czułem się przygnębiony przez kilka tygodni po zerwaniu, ale żaden z Was nie zauważył. Wiesz jak sie wtedy czułem? -krzyknąłem. Spojrzał na mnie ze współczuciem. -ale Eden.. -westchnąłem. -rozmawia ze mną o tego rodzaju rzeczach. Ona się o mnie troszczy. -wymamrotałem.
-Koleś.. -urwał. -przykro mi, stary. Jestem najgorszym najlepszym przyjacielem. -mruknął.
Cholera. Sprawiłem, że czuje się źle.
-Nie, jest okej. Podszedłem-
-Nie, nie jest okej. -mruknął. -ta laska, Eden. Wydaje się.. w porządku. Będąc południem. -wzruszył ramionami.
-Myślę, że ją polubisz jeśli tylko dasz jej szansę. -powiedziałem.
-Tak, dobrze. Jestem gotowy tak długo, dopóki Chaz się o niczym nie dowie. On by się nie pierdolił. Od razu by Cię wywalił z drużyny, a my musimy to wygrać, człowieku. -powiedział na co skinąłem głową. -i od teraz mów mi o wszystkim. Obiecuję się hamować. -powiedział wyciągając pięść w moim kierunku.
Zaśmiałem się i uderzyłem moją pięścią o jego. Uśmiechnął się, ale jego oczy powędrowały na coś za mną, a jego uśmiech opuścił twarz.
-Stary, czy to dym? -zapytał.
Odwróciłem się, aby zobaczyć jak dym ucieka z okna Eden.
-Cholera. -przeklnąłem przed biegiem i skoczeniem przez werandę. Słyszałem Ryan'a tuż za mną. Prześlizgnąłem się przez drzwi Eden, wybiegłem z jej pokoju kierując się na dół. Pobiegłęm do kuchni, gdzie dymu już nie było, ale zamiast tego poczułem zimno. Ujrzałem przed sobą zaniepokojoną Eden trzymającą gaśnicę w dłoniach.
-Próbowałam gotować lasage. -wymamrotała na co wraz z Ryan'em wybuchnąłem śmiechem.
***
*piosenka dawid'a guetty
**W angielskim slangu douchebag to facet, który ma dość wysokie mniemanie o sobie, charakterystyczną fryzurę i kolor skóry rdzennych amerykanów. Często w ich towarzystwie można spotkać kobiet pieszczotliwie nazywane douchebaguette
***idiota, kretyn, osioł, osoba robiąca niebiezpieczne, obrzydliwe i śmieszne rzeczy
****sex addict -seks nałogowiec
*****lol to nie ma sensu.
cześć kochani!
jestem Oliwia @wonderfulniallx
jestem nową tłumaczką. mam nadzieję, że moja 'praca' Wam się spodoba.
do następnego!
kocham mocno x
*piosenka dawid'a guetty
**W angielskim slangu douchebag to facet, który ma dość wysokie mniemanie o sobie, charakterystyczną fryzurę i kolor skóry rdzennych amerykanów. Często w ich towarzystwie można spotkać kobiet pieszczotliwie nazywane douchebaguette
***idiota, kretyn, osioł, osoba robiąca niebiezpieczne, obrzydliwe i śmieszne rzeczy
****sex addict -seks nałogowiec
*****lol to nie ma sensu.
cześć kochani!
jestem Oliwia @wonderfulniallx
jestem nową tłumaczką. mam nadzieję, że moja 'praca' Wam się spodoba.
do następnego!
kocham mocno x
środa, 19 lutego 2014
9. That feeling
Nie chce tego uczucia w moim ciele nigdy.kurwa.ponownie.
DO OSÓB KTÓRE SĄ TU PIERWSZY RAZ, JEST TO KONTYNUACJA TŁUMACZENIA BOYS LIKE YOU. PIERWSZE PIĘĆ ROZDZIAŁÓW ZNAJDUJE SIĘ TUTAJ
Justin's POV
- Co z Tobą chłopcze? Nie przestałeś się uśmiechać odkąd tu usiadłeś. - moja babcia uniosła brew
-Nie mogę być szczęśliwy jedząc kolacje z moją mamą i dziadkami? - zapytałem
- Nie ostatnio. - mruknęła mama
- Co to ma znaczyć? - zapytałem czując, że mój poziom szczęścia powoli spada. Nie odpowiedziała mi. Spojrzałem na babcię, która jedynie wzruszyła ramionami, a następnie na dziadka, który po prostu nadal jadł swoje jedzenie. - Mamo? - zapytałem.
- Ponieważ jesteś w liceum, nie jesteś już taki sam. To jest pierwszy raz w tym roku, kiedy siedzisz z nami przy stole. - stwierdziła.
- Oh, przepraszam że dorastam. - zadrwiłem.
- Zapomnij o tym, nie powinnam była się odzywać. - westchnęła patrząc z zakłopotaniem.
- Nie chce o tym rozmawiać. Nie zmieniłem się. - stwierdziłem.
- Tak, zmieniłeś! - krzyknęła. - Nie wracasz do domu od razu po szkole, co więcej, byłoby w porządku, jeśli dałbyś mi znać. Nie rozmawiasz z nami, chyba, że coś chcesz. Przyprowadzasz tu dziewczyny! Przychodzisz do domu pijany, z pół nagą dziewczyną w ramionach, a powiem Ci, że ściany w tym domu nie są cienkie. - warknęła. - Obiecałam sobie, że nie powiem Ci, ale kilka tyogdni temu postanowiłam posprzątać Ci w pokoju. Mogłam znieść picie. Rozumiem, starasz się po prostu dobrze bawić.. - westchnęła.
- Mamo? - zmarszczyłem brwi.
- Narkotyki Justin? - spojrzała na mnie oburzona. Babcia tylko cicho westchnęła, a dziadek spojrzał na mnie z rozczarowaniem. - Nawet nie wiem co powiedzieć.. - szepnęła do siebie. - Chciałabym Cię uziemić, tak jak próbowałam tysiąc razy wcześniej, ale nie mogę zrobić nawet tego. - pokręciła głową.
- To nie było nawet moje! Mama Chaza miała zamiar przeszukać jego pokój, po prostu potrzebował miejsca, aby to gdzieś schować. Nigdy tego nie dotknąłem! - skłamałem.
Tylko trochę. To znaczy, próbowałem kokainy raz na imprezie, ale od tamtego czasu nie dotykałem tego gówna. Zastanawiam się jak zareaguje, gdy dowie się, że palę.
- Nie obchodzi mnie to, Justin. Sam fakt, że to masz. - patrzyła na mnie. - Zachowałam myśli, że się zmienisz. Potem zacząłeś ponownie pomagać dziadkowi przy aucie. Poszedłeś do kościoła, a nawet pocałowałeś mnie i swoją babcię przed pójściem do szkoły. Myślałam że " to jest to, on rzucił to wszystko, on wraca". Ale kiedy przyszedłeś do domu pijany, od tej pory w nocy. Zdałam sobie sprawę, jaki jesteś teraz. Że nigdy się nie zmienisz i.. zabrałam się. - Stwierdziła. - Teraz jeśli mi wybaczycie, wrócę do posiłku. - wymamrotała opróżniając talerz na stole, a następnie oczyściła stół.
- Nie zmieniłem się.. - wymamrotałem jakby do siebie.
Nie zmieniłem się, prawda?
~
12 w nocy, a ja nadal nie mogę przestać myśleć o tym co powiedziała moja mama. To zdarza się każdemu, prawda? Każdy się zmienia, chociaż trochę. Westchnąłem i usiadłem na moim łóżku. Zauważyłem światło migające na przeciwko mnie. Chociaż drzwi werandy były zamknięte, a żaluzje zasłonięte w pokoju Eden, mógłbym ujrzeć promyczki światła. Co ona robi o tej porze?
Postanowiłem się dowiedzieć, więc wyszedłem z łóżka. Otworzyłem drzwi werandy i przeskoczyłem ze swojej na jej, coś do czego się przyzwyczaiłem. Ona jednak jest w tym beznadziejna. Za dużo patrzy w dół.
Zapukałem w okno moimi kostkami. Widziałem jej cień kierujący się w moją stronę. Odsunęła zasłony ukazując mi się. Machnąłem do niej, w odpowiedzi uzyskując jej uśmiech, po czym otworzyła drzwi werandy.
- Co robisz? - spojrzała na mnie.
- Mógłbym zapytać o to samo, panienko. - posłałem jej uśmiech wpraszając się do wnętrza pokoju.
Naprawdę tego nie przemyślałem, teraz jest moja szansa.
- Szkoda, że zapytałam pierwsza, hmmm?
- Eh, ja po prostu nie mogę usnąć. W dodatku mama jest na mnie zła od kolacji, co jest trochę kłopotliwe. - odpowiedziałem rozglądając się wokół. Jej ściany są jasno-różowe. Nigdy nie wziąłbym jej pod uwagę jako różowej dziewczyny.
-Lubisz różowy, hmm? - zaśmiałem się widząc, że jej łóżko również jest różowe. Tak jak lampa, komoda i biurko.
- Nie. Nienawidzę tego koloru. - zawtórowała mi śmiechem. - Myślę że to po prostu sposób mojej matki, aby zrobić mnie. taką jaką chce, abym była. Jak lalka barbie.
- Powiadasz. - spojrzałem na nią. - Ten róż mnie oślepia.
- Zamknij się. - posłała mi uśmiech. - Dlaczego Twoja mama się na Ciebie złości? - zapytała siadając na łóżku.
- Myślę, że teraz Twoja kolej w opowiadaniu. - uśmiechnąłem się.
- W ogóle nie jestem zmęczona. - skrzyżowała ramiona. - Wzięłam prysznic, pouczyłam się i to mnie rozbudziło. Więc, aby znów być zmęczoną, próbowałam wszystkiego, jedzenia, picia coca-coli, która zawsze działa a mnie sennie, ale nie tym razem. - westchnęła i spojrzała na mnie.
Ona mówi szybciej, niż Busta Rhymes rapuje.
- Wow. - zaśmiałem się. - Tyle mogę powiedzieć. - uśmiechnąłem się siadając obok niej na łóżku, które tak przy okazji było bardzo wygodne.
- W porządku. Siadaj na moim łóżku. - rzuciła w moim kierunku piorunujące spojrzenie.
- Ha, wiesz ile dziewczyn zabiłoby, aby mieć mnie na łóżku w swoim pokoju? - uśmiechnąłem się. - Powiem Ci. WSZYSTKIE W SZKOLE. - mówiłem powoli.
- Nie Maggie. Ona Cię nie lubi. - uśmiechnęła się.
- Kim jest Maggie? - zapytałem.
- Dziewczyna z którą siedzę. Zawsze stoi przy mojej szafce, gdy Ty i Twoi douchebag* przyjaciele przychodzicie i mnie krytykujecie. - wyrzuciła.
- Ohh, prawda. - skinąłem. Na pewno także mnie chce. - wzruszyłem ramionami. - W każdym razie, powiem chłopakom, aby nieco odpuścili. Zaufaj mi, nie będą Ci już przeszkadzać..tyle. - dodałem.
Wyśmiała mnie i przewróciła oczami.
- Więc, czemu Twoja mam jest na Ciebie zła? - zapytała.
- Ponieważ jestem. - westchnąłem.
Brzmi znajomo. - przewróciła oczami. Czułem się źle. Moja mama nie jest w połowie tak zła jak jej rodzice. Fakt, moja mama nie jest zła o wszystko. Ona po prostu dużo się martwi. - Ale nie sądzę by Twoja mama taka była. Ona wydaje się łagodna. - powiedziała.
- Ona jest, ona nienawidzi tego, że.. Ona myśli, że się zmieniłem. - nie mogłem dobrać słów.
- Podobnie jak u mnie. - uniosła brwi. - Biorąc pod uwagę to, że znam Cię zaledwie od kilku dni. - uśmiechnęła się.
- Aww, jutro będzie nasza przyjaźniowa-rocznica. - posłałem jej uśmiech szturchając lekko.
- Właściwie, to byłoby we wtorek. Nienawidziłam Cię w poniedziałek. - oznajmiła.
- Cokolwiek, poznaliśmy się w poniedziałek. - wzruszyłem ramionami po czym usłyszałem jej śmiech. - Z czego się śmiejesz - zapytałem.
- To po prostu chodzi mi po głowie. Przyjaźniowa-rocznica. Jesteś dziwny.
- Widziałem to raz w jakimś programie telewizyjnym. - zaśmiałem się. - W każdym razie, żartowałem. - wzruszyłem ramionami.
- Okey, więc wracamy do Twojej "zmiany". - Zrobiła cudzysłów wypowiadając to słowo. - Jak się zmieniłeś, Panie Bieber? Nie mów mi, że kiedyś byłeś bardziej sexowno-szalony, oraz imprezowo-zwierzęcy niż teraz. - zachichotała.
- Myślę, że oznacza to że zmieniłem się.. tak bardzo. Powiedziała, że nie jestem tą samą osobą, którą byłem dawniej.. wszyscy mnie teraz nienawidzą. - mruknąłem.
- Oni Cię nie nienawidzą. - położyła dłoń na moim ramieniu.
- Tak, robią to. Odkryli, emm.. zielsko w moim pokoju. - przygryzłem nieco dolną wargę i spuściłem głowę. Jej oczy się rozszerzyły. - To Chaza! - natychmiast dodałem. - To znaczy, nie raz próbowałem narkotyków, ale nigdy nie dotknąłem zielska. Przysięgam. - skinąłem.
Westchnęła i przybliżyła się do mnie. Podniosła moją głowę, tak, abyśmy byli twarzą w twarz.
- Ona Cię nie nienawidzi. Po prostu się martwi. - wzruszyła ramionami. - Masz szczęście, że to robi, że martwi się o Ciebie i Twoje szczęście. Moi rodzice martwią się tylko o to jak są postrzegani i o bałagan. - stwierdziła.
- Twoi rodzice również Cię kochają. Są dziwni, ale kochają Cię Ede.
- Ede? Czy to nowe przezwisko? - uśmiechnęła się na co ja wzruszyłem ramionami. - Lubię to. Nigdy wcześniej nie otrzymałam ksywki. - powiedziała. - Z drugiej strony, każdy przyjaciel jakiego miałam, był wybierany przez moją mamę. - dodała.
- Pozwoliłaś mamie wybrać dla Ciebie znajomych? Dude**, to nienaturalne.
- Cóż, jestem prawie pewna, że Ciebie by nie pochwaliła. - zachichotała.
- Co się dzieje, gdy chcesz mieć chłopaka? - zapytałem ją. - Co się stanie jeśli naprawdę polubisz jakiegoś faceta? Wiesz, tak bardzo, że.. po prostu bardzo go polubisz? - zapytałem.
- Masz na myśli co się sanie jeśli się zakocham? - uśmiechnęła się.
- Tak, cokolwiek. W każdym razie, jeśli miłość istnieje. - wzruszyłem ramionami, w efekcie uzyskując jej otwarte usta.
- Oczywiście że istnieje! - uśmiechnęła się. - Naprawdę, nie wierzysz w miłość, Justin? - zapytała mnie.
- Wierzę w miłość. To znaczy, kocham moją mamę oraz dziadków. Nie wierzę.. w bycie zakochanym. Miłość jest tymczasowa. To zawsze na końcu się pieprzy. Weź na przykład moich rodziców. Moja mam przysięgała, że będzie kochała mojego tatę do końca życia. Uprawiali seks, a potem bam. Oto jestem. Walczą, szukają różnic, wiedzą, że nic nie zdziałają, więc się rozstali. Wypadli z miłości. - stwierdziłem.
- A gdzie jest teraz Twój tata? - zapytała.
- W Winnipeg. Założył nową rodzinę. - wzruszyłem ramionami.
- Tak więc, można powiedzieć , że jest zakochany w swojej nowej żonie, tak? - mrugnęła do mnie. - Można zakochać się w kilku innych dziewczynach, przed zakochaniem się w osobie, wiesz, z którą masz zamiar spędzić resztę życia. - powiedziała.
Milczałem.
- A co się stanie jeśli się " zakochasz"? w jakimś facecie, którego Twoi rodzice nie zaakceptują? - zapytałem.
- Jeśli się w nim zakocham? Chyba zrobię coś szalonego, nie obchodzi mnie to. - uśmiechnęła się. Zaśmiałem się i spojrzałem w dół na swoje dłonie. - Justin, dlaczego cały czas uprawiasz seks? Czy nigdy nie chciałeś.. być w związku? Miałbyś z kim chodzić za rękę. Przytulać się. Rozmawiać? - zapytała.
- Cóż, nie trzymam się za ręce. To wygląda słabo. Przytulanie jest dla gejów. I rozmawianie? Mam Ciebie, tak sądzę. - wzruszyła ramionami.
- Ale nie uważasz, że to wydaje się być dobre? - spytała.
- Wydaje się dobre, tak. Ale w rzeczywistości to śmierdzi. Uwierz mi. - uniosła brwi, pokazując mi abym kontynuował. - Moja druga dziewczyna..miała na imię Sara. Myślałem że ją kocham. Wiesz, to była jakaś głupia rzecz, co do niej. Mieliśmy piętnaście lat, czy coś. Naprawdę bardzo ją lubiłem. Robiliśmy te wszystkie głupie rzeczy. Trzymaliśmy się za ręce, przytulaliśmy, rozmawialiśmy o trudnych rzeczach, jak my. Ale umm.. zerwaliśmy po około.. roku czy coś. - wzruszyłem ramionami.
- Rok. Woow. Dlaczego to się skończyło?
- Zdradzała mnie z najlepszym przyjacielem. - Stwierdziłem widząc jak jej szczęka opada.
- Chaz czy Ryan?
- Żaden. Nazywał się Jordan. Był dobrym przyjacielem ale ughh, najwyraźniej nie. Wszedłem do jej domu, była w swoim pokoju w prześcieradle. To było trochę niepokojące, ale co tam. Postanowiłem, że te relacje były głupie. Jeśli kiedykolwiek zawołałem kogoś na górę lub potrzebowałem kogoś dzwoniłem do Rebecci lub Charlotte, a potem spotkałem inne dziewczyny na imprezach i tak.. - powiedziałem.
- Myślisz, że zostaniesz ponownie zraniony? - zapytała.
- Co? Nie, nie boje się tego. - odpowiedziałem.
- Nie powiedziałam że się boisz, Justin. - uśmiechnęła się w moim kierunku, a następnie ziewnęła. Ona jest całkowicie godna podziwu. Skrzywiłem się na tą myśl. Godna podziwu. Jak i słodka. To wszystko. Ona nie jest gorąca, czy seksowna.. mimo, że wygląda bardzo gorąco w tym krótki..- NIE.
- Czy mogę skorzystać z łazienki? - szepnąłem.
Skinęła głową. Wszedłem do łazienki i opłukałem twarz wodą. To tylko zmęczenie myśleniem teraz. Skorzystałem z toalety przed spacerem do zlewu, aby umyć ręce. Zauważyłem że nie było mydła, więc otworzyłem szafkę i trochę znalazłem. Zauważyłem butelki oraz tabletki. Zmarszczyłem brwi i podniosłem je, czytając etykietę. Antydepresyjne. Ma depresję? Schowałem je z powrotem do szafki i umyłem ręce.
Wszedłem do sypialni i nalazłem Eden śpiącą na końcu łóżka. Zaśmiałem się i podniosłem ją w ślubnym stylu przed położeniem jej na górze łóżka. Wciągnąłem kołdrę na jej gorące piętnastoletnie ciało i upewniłem się, żeby było jej ciepło. Czuję się jak ojciec. Albo chłopak. Ale nie ma mowy, nie będę niczyim chłopakiem w najbliższym czasie. Uczucie, gdy zobaczyłem Jordana i Sarę mnie zabiło.
Nie chce tego uczucia w moim ciele nigdy kurwa ponownie.
- Dobranoc piękna. - szepnąłem, a następnie pocałowałem ją w czoło.
Okey, może to był ruch chłopaka. I co? Eden i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi. Wskoczyłem na moją werandę i wszedłem do łóżka, mój nastrój od razu się polepszył.
Ona jest moją przyjaciółką.
* - inaczej facet który ma wysokie mniemanie o sobie, w tym przypadku chodzi o ich wszystkich :)
** - z tego co kojarzę to znaczy to koleś, brat coś takiego.
_________________________
ghlifhgourfgiudhguier Justin, czyżbyś się zakochiwał? Awww.
Słodkie
W końcu dodałam rozdział! POWINNIŚCIE MNIE ROZSZARPAĆ.
Przez szkołę nie miałam na nic czasu praktycznie. Ale teraz mam ferie i oto jestem ! :)
Znów troche pokąbinowałam z szablonem haha.
Myślę że teraz jest dobrze.
Dziękuje za wszystkie wejścia. Jesteście niesamowici!
Dziękuje również za wszystkie komentarze, dajecie mi dużą motywacje.
Pytania jakieś może macie czy coś? Możecie pisać do mnie na twitterze lub asku oraz tutaj pod komentarzami. To jak już chcecie. xx
NO I ZAPRASZAM DO WPISYWANIA SIĘ W ZAKŁADKĘ INFORMOWANI!
kocham, wasza @g0ldjdb ♥
czwartek, 2 stycznia 2014
8. Apology
Daj jej posłuchać przeprosin
DO OSÓB KTÓRE SĄ TU PIERWSZY RAZ, JEST TO KONTYNUACJA TŁUMACZENIA BOYS LIKE YOU. PIERWSZE 5 ROZDZIAŁÓW ZNAJDUJE SIE TUTAJ
Justin's POV
Okey. Tak, nieźle namieszałem, i teraz ona jest naprawdę, naprawdę na mnie wściekła. Może prosząc ją by nie mówiła nic Chazowi, nie był najlepszym sposobem na rozpoczęcie rozmowy. Ale ona nie będzie do tego wracać w koło, prawda. Kogo ja oszukuję ? Spierdoliłem tą przyjaźń. Na bardzo długi czas. Jedyne czego nie rozumiem jest jednak to, dlaczego poszła tam tak po prostu i pozwoliła rodzicą i starszemu bratu sobą dyrygować. Oni nie powinni jej traktować jak swoją własność. Cóż, myślę że jej rodzice trochę zrobili, ale to nie znaczy że ma mieć poczucie winy, czy pocałowała kogoś czy nie. Każda dziewczyna w jej wieku ma już za sobą swój pierwszy pocałunek. Ja swój miałem w wieku dwunastu lat czy innego gówna.
Musiałem sobie to wszystko jakoś sobie ułożyć, więc postanowiłem pójść i zobaczyć się z dziadkiem, który zapewne jak się domyślam, pracuje ponownie przy samochodzie. Zarzuciłem na siebie kurtkę, i szybko podniosłem klucz by pomóc mu przy pracy.
- Drugi raz w tym tygodniu? Co jest chłopcze? Chcesz pieniędzy? - zaśmiał się, patrząc na mnie
- Nie, po prostu chce porozmawiać. - wzruszyłem ramionami. Skinął na mnie głową bym kontynuował. - Powiem ci coś, jeśli obiecasz że nie powiesz mamie lub babci. Powiedzą że to dziwne i słodkie jak na mnie.
- Czy chcesz porozmawiać o tej dziewczynie Eden, co mieszka obok chłopcze?
- Cóż, myślę że tak. - skinąłem głową
- Wiedziałem że ją lubisz. Ona jest ładna i jestem pewien że twoja mama lubi...
- Nie lubie jej w ten sposób, dziadku. - westchnąłem.- Ona jest moją przyjaciółką. Tylko przyjaciółką. Zaufaj mi. Ona ma piętnaście lat.- dodałem.
- Spotykałem się z twoją babcią gdy miała trzynaście lat. Chcesz wiedzieć ile miałem wtedy lat? - zapytał mnie i uniósł brwi ku górze.
Wzruszyłem ramionami.
- Miałem wtedy osiemnaście lat.-stwierdził.- Wszyscy mówili, że to się dla niej źle skończy, przecież związała się ze starszym od niej chłopakiem. Wszyscy byli przeciwko nam. Ale spójrz teraz na nas, i co? - zapytał zadowolony z siebie, z uśmiechem na ustach.
- Dziadku, chodzi o to że ja nic nie czuje do Eden.-powiedziałem.- Ona jest ładna i ogólnie wszystko, ale ja nie jestem dla niej. - znów wzruszyłem ramionami.- Tak czy inaczej, jesteśmy przyjaciółmi. A raczej byliśmy przyjaciółmi.- zmarszczyłem brwi.
- Coś ty zrobił? - zaśmiał się, będąc pod maską.
- No cóż..nasza przyjaźń miała być.. tajemnicą, chyba. Ale w kościele podszedłem do niej i zacząłem z nią rozmawiać. Musieliśmy ukryć się za zasłoną, bo nie chciała by jej brat lub ojciec widział jak rozmawialiśmy. Jej rodzina mnie nienawidzi.- powiedziałem.- W każdym razie, jej brat złapał nas i zapytał co robimy...ja tylko chciałem zażartować i powiedziałem, że się całowaliśmy, ale on wziął to na poważnie. Myśli, że to prawda.- wymamrotałem.
Dziadek stał prosto.
- Więc, skłamałeś? - zapytał mnie.
- Nie, ja tylko żartowałem, - powiedziałem.- Nie chciałem żeby ją uziemili lub żeby ją zdenerwować. Ale teraz jej rodzice uważają że jest wioską.- powiedziałem a dziadek spojrzał na mnie i dziwnie się zaśmiał.- Wioska..? Myślę że to jak, fantazyjne słowo dziwka. - powiedziałem.
- Okey. Po pierwsze to nierządnica chłopcze - zaśmiał się, co i mnie wprowadziło w chichot.- A po drugie nie przeklinaj. To niegrzeczne.
- Dobrze, przepraszam. Cóż, w każdym razie, jej mama i tata mają ją za nierządnice, a jej brat ją nienawidzi. I to moja wina..-wymamrotałem.- Ona mnie nienawidzi a ja nie wiem co mam zrobić by to naprawić.- powiedziałem.- Co jest z tymi kobietami nie tak? Dlaczego się tak denerwują i emocjonują z powodu jednego błędu. - zapytałem.
- Synu, starałem się tego dowiedzieć przez bardzo długi czas, ponieważ poznałem waszą matkę* - uśmiechnął się do mnie. - Wciąż jestem mało zorientowany w tym temacie, ale wiem co nieco o nich. -stwierdził. - Dziewczyny są.. kruche. Każde słowo które powiesz do nich.. powtarzają to sobie i szukają nawet najmniejszego sensu. Kiedyś powiedziałem twojej matce, że koszula jest za mała na nią, a ona krzyknęła na mnie że nazwałem ją grubą. - roześmiał się.
- Babcia jest jak gałązka. - zaśmiałem się, a on skinął głową. - Więc, co mam zrobić, żeby znów móc się z nią przyjaźnić? Przepraszałem już, ale mnie nie słucha.
- To w takim razie daj jej posłuchać przeprosin. - odpowiedział.
Westchnąłem.
- Jak mam to zrobić?
- To już pytanie do Ciebie, Justin. - uśmiechnął się.
Westchnąłem po raz kolejny i skinąłem głową, po czym wszedłem do środka. To będzie trudne. Nie wiem co lubią dziewczyny.
- Justin, odbierzesz za mnie pocztę, proszę? - poprosiła mnie mama.
Jęknąłem.
- Nie jęcz mi tutaj. Pójdziesz odebrać pocztę lub możesz umyć naczynia. - spojrzała.
Wszedłem przed dom, w tym samym czasie zauważyłem Eve z telefonem. Zobaczyłem jak odkłada słuchawkę po czym się do mnie odwróciła.
Westchnęła i do mnie podeszła.
- Jesteś prawdziwym dupkiem, wiesz? - popatrzyła na mnie.
- Wiem. - skinąłem głową.
Uniosła brwi.
- Naprawdę? - zapytała lekko zdziwiona.
- Ona się już do mnie nie odezwie, prawda? - zapytałem Eve, która zastanawiała się przez chwilę, po czym potrząsnęła głową.
- Ona jest naprawdę bardzo uparta. Czuła się z tym wszystkim bardzo źle. Plus, nazwałeś ją brzydką.
- Nie miałem tego na myśli. - chrząknąłem. - Chce ją przeprosić. - powiedziałem.- Ale nie wiem jak mam to zrobić bez jej chęci uderzenia mnie. - dodałem, a ona się roześmiała. - Możesz mi pomóc? -zapytałem.
- Ale jesteście tylko przyjaciółmi, prawda? -zapytała mnie. - Chodzi mi o to że może ją lubisz czy coś..? - spojrzała na mnie.
- Co? Nie! -zmarszczyłem brwi. - Ona jest po prostu przyjaciółką. Na serio nie mam taki dobrych przyjaciół, jak ona. - powiedziałem. To była prawda. Jedyne tematy na które rozmawiałem z Chaz'em i Ryan'em to seks, imprezy i Xbox. Gdybym z nimi o tym nie rozmawiał, nazwali by mnie gejem.
- Dobrze. -pokiwała głową.- Pomogę Ci. Tylko dlatego że ona jest zdenerwowana, a ja nie lubię gdy moja mała siostra się denerwuje.- skrzyżowała ręce. - Ale jeśli zranisz ją ponownie, Bieber. - spojrzała na mnie. - Odetnę ci penisa.
- Patrz, to jest to co lubię w Eden. Nigdy mi tak nie grozi. - uśmiechnąłem się.
- Robi to, ale w ładniejszy sposób - roześmiała się.
~
- Nie sądzę że starasz mi się pomóc by Eden mi wybaczyła. Myślę że po prostu chcesz mnie upokorzyć. - spojrzałem na Eve, gdy stała na przeciwko mnie w pokoju Eden.
- W porządku, przyznaję. W połowie chcę pomóc Eden, a w połowie pooglądać.- uśmiechnęła się.
Westchnąłem i spojrzałem na moją gitarę.
- Nie wzdychaj na mnie, Justin. To w jaki sposób ją przeprosisz będzie słodkie, jak na filmach.-wzruszyła ramionami. - Zaufaj mi. Ona jest fanką One Direction.
Przewróciłem oczami na jej słowa.
- Zamknij się, to jest jej ulubiona piosenka. - zaśmiała się i usłyszała kroki. - Cholera, idzie. Miłej zabawy !- powiedziała przed schowaniem się.
- Dlaczego mam otwarte drzwi ? - Eden powiedziała, zanim zapaliła światło. Odwróciła się do mnie a jej oczy się rozszerzyły. - Justin? - szepnęła przed zamknięciem za sobą drzwi.
Mam nadzieję że nie zrozumie mnie źle. Zaśpiewam jej piosenkę miłosną tylko dlatego, że jest jej ulubioną.
I tried playing it cool
But when I'm looking at you
I cant ever be brave
'Cos you make my heart race
Shot me out of the sky
You're my kryptonite
You keep making me weak
Yeah, frozen and cant breath
Something's gotta give now
'Cos I'm dying just to make you see
That I need you here with me now
'Cos you've got that one thing
So, get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
I dont, I dont, dont know what this is
But I need that one thing
And you've got that one thing
Now I'm climbing the walls
But you dont notice at all
That im going out of my mind
All day and all night
Something's gotta give now
'Cos Im dying just to know your name
And I need you here with me now
'Cos you've got that one thing
So, get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
I dont, I dont, dont know what it is
But I need that one thing
And you've got that one thing
Ohhh, Ohhh, Ohhh
You've got that one thing
Get out, get out, get out of my head
And fall into my arms insteadSo, get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
I dont, I dont, dont know what this is
But I need that one thing
So, get out, get out, get out of my mind
And come on, come into my life
I dont, I dont, dont know what it is
But I need that one thing
And you've got that one thing.
Spojrzałem na nią i westchnąłem. Świetnie. Teraz myśli że jestem świrnięty.
- To było takie słodkie ! - krzyknęła Eve
- Eve? - zapytała Eden.
Eve zawstydzona wyszła z szafy.
- Ja tylko byłam.. na zewnątrz. - uśmiechnęła się do mnie i mrugnęła, po czym wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi.
- Nie wiem czy zauważyłaś czy nie, ale jest mi naprawdę przykro. Jeśli by tak nie było, nie stał bym tutaj i nie śpiewał twojej ulubionej piosenki dla Ciebie, co było banalnym pomysłem twojej siostry, który oczywiście był głupi, więc myślę, że po prostu będzie.. - roześmiała się.
- Zrobiłeś to by mnie przeprosić? - zapytała mnie.- Niezwykle banalne. -skinęła głową.- Ale za to jak bardzo słodkie. - uśmiechnęła sie.
- To znaczy, że..
- Tak, masz odpuszczone. - uśmiechnęła się do mnie. Odstawiłem swoją gitarę i ją przytuliłem. - Nie wiedziałam że nasza przyjaźń jest tak dla Ciebie ważna, że aż posłuchałeś mojej siostry. - zaśmiała się.
- Sądze że.. Eden, masz to coś. - mrugnąłem.
* - chodziło o babcię Justina :)
** - One Direction - One Thing
___________________________
jkbsiudfgiuxhfidu jeju słodkieee <3
Dajcie mi takiego chłopaka jak on :(
ZAPISUJCIE SIĘ W ZAKŁADKACH INFORMOWANI BY MI BYŁO ŁATWIEJ WAS INFORMOWAĆ O NOWYCH ROZDZIAŁACH :)
przepraszam, przepraszam, przepraszam... Nauka nauka, potem święta, potem miałam problemy z netem.. ehh..
btw. ZMIENIŁAM USERNAME NA TWITTERZE KOCHANI NA g0ldjdb :)
Następny rozdział pojawi się jeszcze przed 7 stycznia mam nadzieję :)
KOCHAM WAS, wasza @g0ldjdb ♥
I tried playing it cool
But when I'm looking at you
I cant ever be brave
'Cos you make my heart race
Shot me out of the sky
You're my kryptonite
You keep making me weak
Yeah, frozen and cant breath
But when I'm looking at you
I cant ever be brave
'Cos you make my heart race
Shot me out of the sky
You're my kryptonite
You keep making me weak
Yeah, frozen and cant breath
Something's gotta give now
'Cos I'm dying just to make you see
That I need you here with me now
'Cos you've got that one thing
So, get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
I dont, I dont, dont know what this is
But I need that one thing
And you've got that one thing
Now I'm climbing the walls
But you dont notice at all
That im going out of my mind
All day and all night
Something's gotta give now
'Cos Im dying just to know your name
And I need you here with me now
'Cos you've got that one thing
'Cos I'm dying just to make you see
That I need you here with me now
'Cos you've got that one thing
So, get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
I dont, I dont, dont know what this is
But I need that one thing
And you've got that one thing
Now I'm climbing the walls
But you dont notice at all
That im going out of my mind
All day and all night
Something's gotta give now
'Cos Im dying just to know your name
And I need you here with me now
'Cos you've got that one thing
So, get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
I dont, I dont, dont know what it is
But I need that one thing
And you've got that one thing
Ohhh, Ohhh, Ohhh
You've got that one thing
Get out, get out, get out of my head
And fall into my arms insteadSo, get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
I dont, I dont, dont know what this is
But I need that one thing
So, get out, get out, get out of my mind
And come on, come into my life
I dont, I dont, dont know what it is
But I need that one thing
And you've got that one thing.
And fall into my arms instead
I dont, I dont, dont know what it is
But I need that one thing
And you've got that one thing
Ohhh, Ohhh, Ohhh
You've got that one thing
Get out, get out, get out of my head
And fall into my arms insteadSo, get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
I dont, I dont, dont know what this is
But I need that one thing
So, get out, get out, get out of my mind
And come on, come into my life
I dont, I dont, dont know what it is
But I need that one thing
And you've got that one thing.
Subskrybuj:
Posty (Atom)