niedziela, 22 czerwca 2014

17. Thank you, lord.

powoli zbliżamy się do 10000 wejść, macie jakieś pomysły co możemy zrobić z tej okazji?
potrafi ktoś z Was zrobić szablon na blogspot? ponieważ mam małe problemy z tym i możliwe, że niewygodnie Wam się czyta


Justin's POV


-To jest to, chłopcy. Tej nocy. South Stratty idą w dół. -Chaz wyszczerzył zęby w uśmiechu jak reszta chłopaków przy naszym stole, którzy wiwatowali i rozmawiali o głupich rzeczach takich jak dobre miało być nasze dzisiejsze zwycięstwo.
-Gdzie jest Ryan? -zapytałem, zauważając, że Ryan'a nigdzie nie ma.
Chaz spojrzał w górę, a następnie wokół siebie również nie zauważając Ryan'a.
-Um, myślę, że mówił coś o rozmowie z jakąś dziewczyną w klasie. -Nolan głupio się uśmiechnął. -może w końcu ma dziewczynę. -Nolan roześmiał się, porozumiewawczo mrugając. -Yo, Biebs. Wiesz jak dużo lasek będziemy mieli dziś wieczorem jeśli wygramy? -wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-To będzie jak dymanie, po dymaniu i dymaniu. -Mitch głupawo się uśmiechnął.
-Taa, może. -fałszywo się uśmiechnąłem wzruszając ramionami. 
Jeśli na mojej głowie jest tysiąc rzeczy, to ostatnią z nich jest znalezienie dziewczyny do seksu dziś wieczorem.

Ryan's POV

Zauważyłem, że hall wreszcie jest wolny i zauważyłem Eden wciąż przy jej szafce. Zamknęła ją i odwróciła się, ale ją zatrzymałem.
-Ryan, ja naprawdę nie powinnam rozma- -
-Tylko  mnie wysłuchaj, okej? -zapytałem ją.
-Już rozmawiałam z Justin'em, między nami okej. -stwierdziła. 
Zmarszczyłem brwi.
-Naprawdę? -uśmiechnąłem się.
-Taa, ale powiedziałam mu, że nie chcę być już jego przyjaciółką. On powiedział, że jest okej i czuł to samo. -dodała.
Westchnąłem i podrapałem się w głowę.
-On kłamał. -stwierdziłem.
-Co? -zmarszczyła brwi. -co masz na myśli mówiąc, że on kłamał? On powie- -
-Nie wiem dlaczego, ale on kłamał. Zależmy mu i chce być Twoim przyjacielem. W rzeczywistości, jestem prawie pewien, że chce być kimś więcej niż to. -dodałem.
Mam nadzieję, że on mnie za to nie zabije.
-Ryan, to nie jest śmieszne. -westchnęła.
-Nie staram się być śmieszny, Eden. Posłuchaj mnie. Rozmawiałem z Chaz'em i on powiedział, że nie dba o Ciebie i Justin'a. Chcemy tylko zobaczyć JB szczęśliwego, a on nie jest taki, gdy wy dwoje jesteście odlegli. -powiedziałem.
-Spójrz, jestem szczęśliwa, że Chaz zdecydował się tak myśleć, ale to nie zmienia mojego myślenia. Justin jest... jednym z was. On jest popularnym graczem. On chce tylko imprezować i uprawiać seks. Jestem kompletnym przeciwieństwem. Nie sądzę, że jesteśmy zgodni. Poza tym Harry nie lubi Justin'a, co powoduje pewne problemy. -wymamrotała.
-Więc Twój chłopak decyduje z kim możesz i nie możesz się widywać? Myślisz, że Harry jest czysty? On zawsze pokazuje się na imprezach. Każdej nocy bierze inną dziewczynę do domu! -stwierdziłem.
Nie kłamałem. On naprawdę nie był taki czysty na jakiego się robił. 
-Co? -zmarszczyła brwi. -nie, Harry nie jest taki. On naprawdę mnie lubi. Powiedział mi. -powiedziała.
-A myślisz, że jak wielu dziewczynom on to powiedział? -zapytałem, unosząc na nią brew. Westchnęła i odwróciła wzrok. -spójrz, Justin Cię lubi. Mam na myśli, on naprawdę, naprawdę Cię lubi. Nie tylko jako przyjaciel. -wymamrotałem.
-Powiedział Ci? -zmrużyła oczy. Skinąłem głową. -oh. -wymamrotała. -naprawdę? -zapytała.
-Taa, on najprawdopodobniej skopie mój tyłek za to. Ale... on jest moim najlepszym przyjacielem. Chcę, aby był szczęśliwy. -wymamrotałem. 
-Nie wiem, Ryan. -westchnęła. 
Westchnąłem, wyciągnąłem mój telefon i włączyłem wideo na którym Justin śpiewa swoją piosenkę. Oglądając jej usta tworzyły mały uśmiech. 
-To o Tobie. Napisał to dla klasy, ale to jest o Tobie. -powiedziałem, chowając mój telefon do kieszeni po wyłączeniu filmu. 
-Ryan, jestem dziewczyną Harry'ego.. -westchnęła. -Justin jest miłym facetem.. kiedy on nie jest przy swoich kumplach. Harry trzyma mnie za rękę przy jego przyjaciołach i nie obchodzi go to. Mógł być graczem w przeszłości, ale on mnie lubi, a ja lubię go. -powiedziała. -przykro mi. -westchnęła, przesuwając się obok mnie i opuszczając stołówkę. 
Cóż... mój plan się nie powiódł.

Eden's POV

-Ta gra jest naprawdę nudna. Południe wygra. -Eva wymamrotała nudząc się tą grą. 
Ona nie jest zarozumiała dla tej szkoły. Wschód naprawdę traci. Byłam zaskoczona tym jaki Justin był bez życia w grze. 
-Gdzie są rodzice? -zaniepokoiłam się. -to prawie połowa czasu. -westchnęłam sprawdzając swój zegarek. -oni tęsknili za moimi występami. -powiedziałam.
Chciałam, żeby byli ze mnie dumni. Tylko ten raz. Tylko raz.
-Wyluzuj, Eden. Będą tu. Powiedzieli, że ich nie zabraknie. -Eva uśmiechnęła się i trąciła mnie. -kochaś do Ciebie macha. -mrugnęła. 
Spojrzałam w górę, aby znaleźć Harry'ego puszczającego oczko.. ale nie do mnie. Jedna z cheerleaderek z Południowego Stratford chichotała i dała mu zalotne machnięcie spowrotem. 
-Taa, nie do mnie. -mruknęłam gniewnie. 
Brzęczyk zabrzmiał co oznacza, że oficjalnie była przerwa. Cheerleaderki wykonały swoje małe tańce, ale to był czas na moją piosenkę. Wciągnęłam i wypuściłam powietrze, kompletnie zdenerwowana. Południe widzi mnie jako Wschodnie dziecko. A wszyscy ze Wschodu widzą mnie jako Południowe dziecko. Kim jestem w takim razie? Stawiłam kilka kroków na scenie, ludzie zsunęli się stając na środku boiska. Rozejrzałam się za moimi rodzicami, których nigdzie nie było widać. 
-U-Uh, cześć. -szepnęłam do mikrofonu.
-Będziesz wielka. -Eva wymówiła bezgłośnie do mnie. 
Czułam, że moje serce bije szybciej i szybciej. Moje oczy migotały nad ławką, gdzie Justin i jego przyjaciele siedzieli oglądając. Skinął na mnie, a ja lekko odetchnęłam. 
-Wiem, że wszyscy w tym pomieszczeniu, nie szczególnie.. mnie lubią. -szepnęłam do mikrofonu. -dla Południowego Stratford jestem Wschodem. -stwierdziłam. -a dla Wschodniego Stratford.. jestem Południem. -powiedziałam. -uh, to jest piosenka, którą napisałam.. -przełknęłam ślinę. -mam nadzieję, że Wam się spodoba. -wymamrotałam.
Niektórzy ludzie po prostu parsknęli i prawdopodobnie powiedzieli niegrzeczne rzeczy o mnie do znajomego obok. Wstęp piosenki zabrzmiał, a następnie zaczęłam śpiewać. 

Skies are crying, I am watching
Niebo płacze, przyglądam się
Catching teardrops in my handsŁapiąc łzy w swoje ręce

Niektórzy ludzie wyglądają na zaskoczonych. Niektórzy po prostu na mnie patrzą. 

Only silence as it's ending,
Tylko cisza jako zakończenie,
Like we never had a chance
Jakbyśmy nigdy nie mieli szansy
Do you have to, make me feel likeCzy musisz sprawiać, że czuję się jakby
There's nothing left of me?
Nic ze mnie nie zostało?

Rozejrzałam się szybko, wciąż nie widać moich rodziców. Ale Eva i Adam patrzą dumni i jestem za to nieco wdzięczna.

You can take everything I have
Możesz zabrać wszystko, co mam 
You can break everything I am
Możesz zniszczyć wszystko, czym jestem
Like I'm made of glass
Jakbym była zrobiona ze szkła
Like I'm made of paper
Jakbym była zrobiona z papieru
Go on and try to tear me down
Dalej, spróbuj mnie zniszczyć
I will be rising from the ground
A ja wzbiję się z ziemi
Like skyscraper!
Niczym drapacz chmur!
Like skyscraper!
Niczym drapacz chmur!

W tym czasie niektórzy ludzie zaczęli się uśmiechać i szeptać do swoich znajomych. Albo, że jestem dobra, lub zła i rozmawiali o tym.

As the smoke clears
Gdy opada dym
I awaken, and untangle you from me
Budzę się i wyplątuję Cię ode mnie
Would it make you feel better
Czy czułbyś się lepiej 
To watch me while I bleed?
Widząc mnie krwawiącą?
All my windows, still are broken
Wszystkie moje okna wciąż są rozbite
But I'm standing on my feet
Jednak stoję na nogach

Moje oczy lądują na Justin'ie w tym czasie. Uśmiechnął się i mrgunął do mnie. Wyszczerzyłam zęby w uśmiechu i zaczęłam śpiewać trochę bardziej pewnie.

You can take everything I have
Możesz zabrać wszystko, co mam 
You can break everything I am
Możesz zniszczyć wszystko, czym jestem
Like I'm made of glass
Jakbym była zrobiona ze szkła
Like I'm made of paper
Jakbym była zrobiona z papieru
Go on and try to tear me down
Dalej, spróbuj mnie zniszczyć
I will be rising from the ground
A ja wzbiję się z ziemi
Like skyscraper!
Niczym drapacz chmur!
Like skyscraper!
Niczym drapacz chmur!

Go run, run, run
Dalej, biegnij, biegnij, biegnij
I'm gonna stay right here
Ja zostanę tutaj
Watch you disappear, yeah
Patrząc jak znikasz, tak
Go run, run, run
Dalej biegnij, biegnij, biegnij
Yeah it's a long way down
Tak, to długa droga
But I'm closer to the clouds up here
Lecz tutaj jestem bliżej chmur

Rozejrzałam się za Harry'm, którego nie widziałam siedzącego z innymi graczami. Moje oczy migotały na celu za trybunami, gdzie zauważyłam głowę z kręconymi włosami. Harry. On był dociśnięty do innej dziewczyny, a ich usta na siebie napierały. Powinnam wiedzieć. 

You can take everything I have
Możesz zabrać wszystko, co mam 
You can break everything I am
Możesz zniszczyć wszystko, czym jestem
Like I'm made of glass
Jakbym była zrobiona ze szkła
Like I'm made of paper
Jakbym była zrobiona z papieru
Oh, ohGo on and try to tear me down
Dalej, spróbuj mnie zniszczyć
I will be rising from the ground
A ja wzbiję się z ziemi
Like skyscraper
!Niczym drapacz chmur!
Like skyscraper!
Niczym drapacz chmur!
Like skyscraper!
Niczym drapacz chmur!
Like skyscraper!
Niczym drapacz chmur!**

Oto jestem, śpiewając piosenkę, chcąc zobaczyć moich rodziców. Choć nie ma ich nigdzie w zasięgu wzroku. Oh, ale mój chłopak jest. Widzę go całkowicie wyraźnie z jakąś zdzirą w stroju cheerleaderki. 
-Przepraszam. -wyszeptałam i szybko odeszłam ze sceny zanim łzy wypełniły moje oczy.

Justin's POV

Była niesamowita, nie ma co do tego wątpliwości. Nie wiem jak ona jest tak.. perfekcyjna. Wiem, wiem. Nikt nie jest doskonały. Ale dla mnie ona jest. 
-Przepraszam. -wymamrotała przed zejściem ze sceny.
Zmarszczyłem brwi i obróciłem się do Ryan'a.
-Idź za nią. -wyszeptał. 
Szybko zerwałem się i wybiegłem z sali gimnastycznej, a następnie podążałem za nią ciemnym korytarzem naszej szkoły.
-Eden? -zawołałem. Słyszałem pociąganie nosem. -Eden? -zapytałem zbliżają się do jej cienia. -Eden, co się stało? -zapytałem ją. Nie odpowiedziała. Westchnąłem i owinąłem moje ramiona wokół jej małego ciała. -możesz mi powiedzieć. Być może nie chcesz mnie tam dla Ciebie. Ale jestem. -szepnąłem.
-Muszę wyglądać jak kompletne dziecko. -wymamrotała. -moi rodzice nie przyszli. Chciałam tylko, aby byli dumni. Chciałam tylko, aby zobaczyli, że jestem lepsza od tego czym myślą, że jestem. -skomplała. Przyciągnąłem ją bliżej. -widziałam też jak Harry całuje inną dziewczynę. -dodała. -pewną dziewczynę z Południowej drużyny koszykówki. -westchnęła i odsunęła się. -powinnam była wiedzieć, że jest złą wiadomością. Był zbyt słodki. -wymamrotała.
-On jest szalony. -stwierdziłem. Spojrzała na mnie. -miał Ciebie, a był na tyle głupi, aby skorzystać z tego. -powiedziałem.
-Słyszałam Twoją piosenkę. -stwierdziła. Moje oczy rozszerzyły się. -Ryan mi pokazał. -dodała. Mam zamiar go zabić. -powiedz mi jedną rzecz, Justin. -wymamrotała. -czy naprawdę napisałeś to o mnie? -zapytała. Nie wiedziałem co powiedzieć, więc milczałem. -Justin, zrobiłeś to? -zapytała. Westchnąłem i dałem jej lekkie skinienie. Praktycznie powiedziałem jej, że ją lubię. Powiedziałem jej, że piosenka była o niej. Piosenka, która mówiła o mnie chcącym być jej facetem. Uśmiechnęła się i przygryzła dolną wargę. Ona jest.. uśmiechnięta? Wsunęła swoją dłoń w moją. 

That should be me, holding your hand.To powinienem być ja, trzymać Twoją dłoń.

-Ja, uh. -jąkałem się, próbując znaleźć odpowiednie słowa. 
Zachichotała.
-Ryan powiedział, że mnie lubisz. -wyszeptała.

That should be me, making you laugh.
To powinienem być ja, powodować Twój śmiech.

Ta. Ja definitywnie go zabiję.. może.

That should be me, this is so sad.
To powinienem być ja, to takie smutne.
That should be me, that should be me.
To powinienem być ja, to powinienem być ja.

-Też Cię lubię. -szepnęła przed wspięciem się na palce i przyciśnięciem warg do moich.

That should be me, feeling your kiss.***
To powinienem być ja, czuć Twoj pocałunek.

Położyłem dłonie na jej talii i przyciągnąłem ją bliżej. Raz, nie byłem jedynym, który pocałował inną. Ona mnie pocałowała. Ona przejęła kontrolę. Podobało mi się to. Jej ramiona opadły na moją szyję, a jej ręce bawiły się końcówkami moich włosów, co powodowało dreszcze spadające wzdłuż mojego kręgosłupa. Odsunęliśmy się od siebie, po długim pocałunku, którego chciałem od kilku dni i przycisnąłem swoje czoło do jej z uśmiechem na mojej twarzy widocznym dla niej.
-Myślę, że powinieneś tam wrócić i wygrać ten mecz koszykówki. -zachichotała i cmoknęła moje usta raz jeszcze przed udaniem się z powrotem do sali gimnastycznej. 
Westchnąłem i spojrzałem w górę.
-Dziękuję Ci, Panie. -szeroko się do siebie uśmiechnąłem i pobiegłem z powrotem w sam raz z dźwiękiem brzęczyka, aby wrócić na drugą połowę. 
-Jest okej? -Ryan zapytał mnie.
Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
-Lepiej niż okej. -mrugnąłem. -Dalej, zróbmy to! Jaki zespół? -krzyknąłem, uśmiechając się do Ryan'a.
-WILDCATS****! -Ryan szeroko się uśmiechnął przybijając mi piątkę.

***

*bang- nagły huk, wybuch, przelecieć, ruchać, dymać, walnąć, trzasnąć -nie wiedziałam co wybrać, ale rozmawiali o dziewczynach, w dodatku to chłopcy więc.. haha
**skyscraper -demi lovato, tłumaczenie z tekstowo.pl
***that should be me-justin bieber
****jak już wiecie ryan lubi hsm i myślę, że autorka chciała nazwą zespołu wildcats czyli dzikie koty nawiązać właśnie do tego

Jak wrażenia? Jejciu był moment Jeden/Justen/Estin/Edin? Oh to już 17 rozdział, a my nadal ich nie nazwaliśmy, ja zdecydowanie jestem za Justen fdszclsdk

jeśli są jakieś błędy to wypiszcie je w komentarzu, a ja to szybko poprawię
mam nadzieję, że nadal mnie kochacie za taką przerwę? :(
przepraszam, już dopilnuję tego, aby takich nie robić, obiecuję!
w razie jakichś pytań zapraszam @wonderfulniallx
kocham Was moje misie x

środa, 21 maja 2014

16. Feelings

zaobserwuj na tt @boyslikeyouNEWS
No POV
-Nie chcę tu być chłopaki. -Justin westchnął, gdy dotarli do kina. -nie możemy po prostu pójść na boisko i po prostu.. spędzać tam wolny czas czy coś? -westchnął.
-Nie, stary. Jesteś zdesperowany, wyglądasz jak gówno, potrzebujemy Ciebie szczęśliwego i gotowego na jutrzejszy mecz. -Chaz uśmiechnął się przewieszając swoje ramię wokół mojego.
Zmarszczyłem brwi, odepchnąłem go i ruszyłem przed siebie.
-Wow. Gdyby tylko była jedna osoba, która może sprawić, aby Justin ponownie był szczęśliwy i dobry w koszykówkę.. -Ryan głupio uśmiechnął się do Chaza.
-Pocałuj mnie w dupę, Butler. -Chaz przewrócił oczami na Ryan'a przed ruszeniem do przodu, aby dogonić Justina.
Chaz nie mógł pomóc, ale czuł się trochę winny z powodu Justin'a. On po prostu naprawdę nie chciał, aby reputacja Stratford East była zniszczona przez bycie Justin'a z Południem. Szczególnie Perry!
-Jaki film oglądamy? -zapytał Chaz.
-Nie obchodzi mnie to. -Justin wymamrotał.
Chaz westchnął i spojrzał na listę filmów.
-Chcę zobaczyć Titanic'a w 3D. -Ryan wyszczerzył zęby w uśmiechu. Chaz i Justin spojrzeli na niego. -co? Justin, lubisz ten film! -skrzywił się.
Justin westchnął i przewrócił oczami.
-Igrzyska śmierci, to jest to*. -Chaz głupio się uśmiechnął i zapłacił kobiecie. -wy dwoje, idźcie do środka. Wezmę popcorn i cukierki i inne gówna. -Chaz mówił podążająć do sekcji cukierków.
-Co? Nie mogę iść? -Ryan dąsał się.
-Stary, musisz oczyścić miejsce. -Chaz skarżył się.
Ryan jeszcze bardziej się nadąsał otrzymując od Chaza 'zgoda'. Westchnął.

*

Justin's POV

Udałem się na salę,  dokładnie wtedy, gdy puścili reklamy. Jęknąłem wewnętrznie, gdy zauważyłem, że para na przeciwko mnie tuli się do siebie. Odwróciłem głowę w moją lewą stronę i napotkałem następną taką parę. Odwróciłem głowę, aby rozejrzeć się i zauważyłem kolejną 'lovey dovey'** parę z przodu. Co jest kurwa? Film Titanic był w innej sali!
-Jesteś słodki. -chłopak na przeciwko mnie zachichotał przed muśnięciem nosa jego dziewczyny.
-Ty jesteś słodsza. -dziewczyna również zachichotała.
-Okej, wiemy to. Jesteście zarówno cholernie uroczy! -warknąłem na nich co sprawiło, że odwrócili się w moim kierunku. Czułem jak moje serce zamiera, gdy usłyszałem jak ona wymawia moje imię.
-Justin? -światło z projektora za mną zabłysnęło na jej twarzy. Jej piękne- nie.
-Eden? -zapytałem.
-Oh, cudownie. -Harry wymamrotał, opadając na swoje miejsce.
-U-um, co Ty tu robisz? -zapytała mnie.
-Tylko.. -westchnąłem. -nic. -odkrywając co powiedziałem. -co-co Ty tu robisz? -zapytałem.
-Jesteśmy na prawdziwej pierwszej randce. Ponieważ tak jakby zepsułeś pierwszą z nich. -Harry podkreślał.
-Randka. Prawda. -skinąłem głową. -tak. Muszę iść. -powiedziałem. Musiałem się stamtąd wydostać zanim straciłem rozum. -szczęśliwej, uh, randki lub czegokolwiek. -wymamrotałem zanim pobiegłem w dół schodów.
Ominąłem Chaz'a i Ryan'a, gdy wyszedłem.
-Woah, stary, gdzie Ty- -Ryan'a głos został przerwany po tym jak zamknęły się za mną drzwi i wyszedłem z kina, a następnie złapałem autobus do domu. Wiedziałem, że to iż ją lubie będzie problemem. Wiedziałem, że nigdy nie powinienem jej poznawać! To wszystko było wielkim, kurwa błędem, i to całkowicie moja wina.

No POV

-Co powiedział? -Chaz zapytał wkładając ręce do kieszeni, gdy Ryan wrócił na dół po schodach.
-Um, tylko to, że Eden tam była i on nie chciał mieć żadnych problemów. -Ryan skłamał.
Justin nic nie powiedział, ale w środku była Eden z Harry'm. Chaz nie wiedział o uczuciach Justin'a do Eden, a Ryan nie chciał być tym, który mu o tym powie. Justin tam był, wpatrując się w przestrzeń i grając That should be me w kółko. On naprawdę ją lubi. To oczywiste.
-Człowieku. -Chaz westchnął. -nigdy nie wygramy tego meczu, jeśli Justin nie postara się oczyścić swojej głowy. -Chaz wymamrotał.
-Pomyśl o tym. Jedna rzecz, którą chcesz najbardziej? -zapytał Ryan.
-Aby wygrać mecz. -Chaz odpowiedział szybko.
-A jak to zrobimy? -Ryan kontynuował.
-Ze szczęśliwym Justin'em. -Chaz westchnął, wiedząc dokąd to zmierzało.
-A co jest jedynym sposobem o którym wiemy, że sprawi iż Justin będzie szczęśliwy, Chaz? -Ryan zapytał, ale Chaz milczał. -nie pozwól, aby reprezentacjia szkoły zajęła pierwsze miejsce w Twojej głowie. Justin jest Twoim przyjacielem. On jest na górze cholernie zdenerwowany, że zniszczyłeś gówno z Eden. Dlaczego myślisz, że on potrzebuje jej tak bardzo? Ponieważ dbasz o wygraną, a ja pierdolę, że nigdy nie zwracasz uwagi. Ona była tam dla niego, kiedy nas nie było. Nie sądzisz, że to oznacza, że jest dobrym dzieckiem w naszej książce? -Ryan wykładał.
-Dobrze. -Chaz wzruszył ramionami. -ale ja nie pomagam. -zmrużył oczy na Ryan'a. -zrób to, Butler. My musimy to wygrać. -Chaz mruknął odwracając się i opuszczając gospodarstwo domowe Bieber'ów.
Ryan uśmiechnął się do siebie i wyciągnął telefon, aby nagrać Justin'a zanim poszedł na rozmowę z nim.

Everybody's laughing in my mind..
Rumours spreading about this other guy..***

On wyszczerzył zęby w uśmiechu i zatrzymał nagrywanie przed schowaniem telefonu do kieszeni pozostawiając dom Justin'a. Miał wielki plan i wszystko czego potrzebował to jedna dziewczyna, aby to zadziałało.
Justin's POV

-Justin? -słyszałem wołanie mojego imienia. To nie był męski głos, więc to nie byli moi przyjaciele, lub mój dziadek. To był ktoś młody, definitywnie nie moja mama lub babcia. -Justin, jesteś tam? -kiedy usłyszałem jak ponownie mówi moje imię, zerwałem się wiedząc kto to jest.
Podszedłem do mojej werandy i pchnąłem otwarte drzwi, aby znaleźć stojącą tam Eden.
-Tak? -zapytałem. -wołałaś. -stwierdziłem.
-Uh, jak się masz? -wymamrotała.
-Dobrze.. a Ty? -zmarszczyłem brwi.
-Zdenerwowana. -wymamrotała. -będę śpiewać jutro na meczu. Niezależnie od połowy czasu rozrywki, tak myślę. -powoli powiedziała.
-To jest, uh, wspaniałe. -uśmiechnąłem się łagodnie.
-Tak, jestem naprawdę podekscytowana. Naprawdę chcę pokazać moim rodzicom, że.. nie chcę, aby chcieli bym była prawnikiem lub lekarzem, czy coś. Chcę być piosenkarką. -stwierdziła.
-Pomyślą, że jesteś wielka. Ja już wiem, że jesteś. -uśmiechnąłem się.
Uśmiechnęła się delikatnie, a następnie spojrzała w dół i westchnęła.
-Okej, przepraszam. To nie jest to co chciałam Ci powiedzieć. -westchnęła. -ja, um, po prostu chciałam Cię poinformować, że nie chcę z Tobą walczyć. -powiedziała. Uśmiechnąłem się. -ale nie chcę się z Tobą już przyjaźnić.. -ona znowu szepnęła sprawiając, że moje serce wyskoczyło z mojej klatki piersiowej na podłogę.
-T-ty nie? -zająkałem się. Pieprzone jąkanie.
-Harry jest dobrym facetem i lubię go. Moi rodzice Cię nie lubią, mój brat Cię nienawidzi. Ja po prostu nie myślę, że ta przyjaźń.. przetrwa. -wymamrotała. -bardzo mi przykro. -dodała patrząc w dół.
-Nie, jest w porządku. Rozumiem. -skinąłem głową udając, że jest okej.
-Naprawdę? -zapytała wyglądając na zaskoczoną.
-Tak, jest całkowicie w porządku. Chciałem powiedzieć dokładnie to samo. -stwierdziłem. -do zobaczenia wkrótce, Eden. -stwierdziłem, przed obróceniem się, zamyknięciem drzwi, zasłonięciem zasłon i wróceniem na łóżko.
To jest, dlaczego lubię się pieprzyć. To dlaczego nie spotykam się z dziewczynami i ich nie poznaję. Bo masz uczucia. Jedyną rzeczą, którą zrobiły moje uczucia to pieprzenie mnie. Uczucia będę Cię pieprzyć. Powinienem to wiedzieć.

***
*w oryginale jest: it is, ale dziwnie było mi przetłumaczyć Igrzyska śmierci to jest, więc dodałam to.
**lovey dovey znaczy przesłodony/a, ckliwy/a
***fragment that should be me-justin'a

jak smutno. Eden, czemu to zrobiłaś :(

przepraszam za opóźnienie oraz błędy. ten rozdział należał do @g0ldjdb, ale ma problemy z internetem i postanowiłam to szybko dla Was przetłumaczyć.
następny również należy do mnie.
więc.. do następnego!
kocham mocno, @wonderfulniallx x

niedziela, 4 maja 2014

15.That should be me

proszę, zajrzyjcie do pochyłej notki pod rozdziałem
Chaz's POV

-Koleś, nie sądzisz, że to trochę przykre co powiedziałeś wczoraj do Eden? -Ryan zapytał, gdy wchodziliśmy na salę gimnastyczną na nasz trening.
-Co? Nie, man. Ona jest Południem. Zasługuje na to. Chyba Ci jej nie żal, prawda? -głupio się uśmiechnąłem.
-Tak, wiem. -wzruszył ramionami.
-Nie mów mi, że również się z nią trzymałeś. Wiem, Justin był na tyle głupi, żeby nabrać się na jej małą sztuczkę, ale Ty też? -westchnąłem.
-Co, Chaz? Co jest tą sztuczką? Ona nie ma żadnej sztuczki. Ona jest tylko dzieckiem. I Justin ją lubi. -Ryan mruknął.
-Lubi ją..?-zapytałem.
Skinął głową.
-On o tym nie wie, ale zaufaj mi, on ma uczucia do tej dziewczyny. On nie miał tego rodzaju uczuć od czasów Sarah'y i masz u niego przejebane. Wobraź sobie jak się teraz czuje. -Ryan wykładał. -ona jest miłym dzieciakiem, Chaz. Myślałem tak samo jak Ty teraz, gdy dowiedziałem się o ich przyjaźni, ale rozmawiałem z nią. Ona jest dobrą osobą, a my zachowaliśmy się jak totalne kutasy wobec niej. -powiedział.
Nie wiedziałem co powiedzieć.
-Cokolwiek. Ona jest południem, a ja ostrzegałem Justin'a. -wymamrotałem.
-Myślałem, że wyrzucisz go z drużyny, gdy okaże się, że miał z nią coś wspólnego. -Ryan powiedział, gdy weszliśmy na salę, gdzie inni kolesie się rozgrzewali.
-Nie, stary. Żartowałem. Tylko potrzebuję skupienia Justin'a. Chcę wygrać niż cokolwiek innego. -powiedziałem.
-Tak, cóż. Spójrz jak skoncentrowany jest teraz. -Ryan wskazał Justin'a, który odbił piłkę w ręce i rzucił ją do obręczy, chybiając. Najgorsze jest to, że on po prostu wzruszył ramionami i odwrócił się. -przedtem grał świetnie, bo był szczęśliwy. Tylko pamiętaj; spieprzyłeś go, Chaz. Jesteś znakomitym przyjacielem. -Ryan wymamrotał przed odejściem.
Westchnąłem i patrzyłem jak Justin szedł by usiąść, bez emocji na twarzy usiadł kładąc głowę na rękach. On naprawde lubi ją tak mocno?

Justin's POV

-Człowieku, szkoła naprawdę jest coraz ostrzejsza. To znaczy, mam tak dużo pracy domowej. -Ryan narzekał, a ja po prostu wzruszyłem ramionami i skinąłem głową, gdy szliśmy do domu. Postanowił zaprosić się do mojego mieszkania. Nie wiem dlaczego. -jakie zadania masz? -zapytał.
-Esej na angielski z Romea i Juli, mam do napisania piosenkę na muzykę i jakiś gówniany test z matmy w klasie. -wzruszyłem ramionami.
-Piosenka, eh? Musisz być z tego zadowolony. Możesz śpiewać i grać na gitarze. -uśmiechnął się i poklepał mnie po plecach. Ja po prostu wzruszyłem ramionami. -dobra, spójrz, stary. Przepraszam za to z Eden. -powiedział. -ale zaufaj mi, wszystko będzie lepiej. -stwierdził. -być może Ci wybaczy.
-Wątpię. Zasługuje na lepszych przyjaciół ode mnie.. -wymamrotałem.
-Co masz na myśli? -zapytał, gdy znaleźliśmy się pod moim domem.
Wzruszyłem ramionami i wszedłem do środka.
-Oh, Ryan! Zostajesz na noc? -mama uśmiechnęła się.
-Jeśli to w porządku z Tobą i dziadkami, Pattie. -uśmiechnął się uprzejmie.
-Oczywiście, że to jest w porządku. Ty i Chaz jesteście jak dodatkowi synowie. -roześmiała się. -mam nadzieję, że lubisz lasagne? -zapytała.
Dlaczego lasagne przypomina mi o Eden? Oh, prawda. Bo ona prawie spaliła dom, gdy próbowała ją przygotować.
-Oh, kochanie. Możesz iść i przekazać to dziadkowi? On złamał uchwyt i musiałam go przykleić spowrotem. -babcia roześmiała się, kiedy wręczyła mi przypadkowy śrubokręt.
Skinąłem głową i wyszedłem tyłem z Ryan'em. Ryan poznał moją babcię, ponieważ byliśmy trzy.* On jest jak dalszym wnukiem mojego dziadunia. Ryan jest praktycznie moim bratem, który mieszka w innym domu przez większość czasu.
-Cześć chłopcy. -dziadek uśmiechnął się kiedy się mu pokazaliśmy. -myślę, że wkrótce spadnie śnieg. -uśmiechnął się patrząc na szare niebo. -podekscytowani na Boże Narodzenie? -zapytał.
-To jest za miesiąc, ale pewnie. -Ryan zaśmiał się, podając mu śrubokręt. -hej, potrzebujesz dowolnej pomocy? -zapytał.
-Oczywiście! -dziadek posłał nam uśmiech.
-Co Ty na to Justin? -Ryan uśmiechnął się.
-Nie, Wy dwaj możecie to zrobić. Zamierzam iść na górę i dokończyć zadania. -wymamrotałem zanim z trudem poruszyłem się do domu.
-Co się z nim dzieje? -słyszałem jak mój dziadek wymamrotał, gdy odszedłem.
-Eden. -Ryan odpowiedział po prostu.
Westchnąłem i udałem się do środka. Nie jestem zdenerwowany przez Eden. Jestem tylko trochę zmęczony, to wszystko. Tylko dlatego, że nie jestem dziś głośny i zarozumiały nie znaczy, że jestem zdenerwowany przez Eden. Bo nie jestem. Wszedłem do pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Moje oczy jako pierwsze ruszyły na drzwi werandy, które były szeroko otwarte z podciągniętymi zasłonami. Drzwi werandy Eden były zamknięte, a zasłony zasłonięte. Postanowiłem zacząć od mojego zadania z muzyki. Wyciągnąłem gitarę i upewniłem się, że jest nastrojona. Myślałem, że to będzie łatwe. Ale teraz jedyną rzeczą w umyśle jest ona.
Postanowiłem odpędzić moje myśli od niej i otworzyłem laptopa, aby wejść na facebook'a. Trudno jest odciągnąć moje myśli od niej, gdy widzę na stronie głównej zdjęcia, gdzie jest ona z Harry'm cali uroczy. Zostały one opublikowane przez Eve, więc muszą być razem. Poczułem ukłucie w żołądku, gdy na następnym Harry całuje ją w usta. Usta, które ja pocałowałem pierwszy. To głupie, nie powinienem się tak czuć. Chrząknąłem, trzaskając moim laptopem i podnosząc moją gitarę.

Ryan's POV

-Chaz kazał mu powiedzieć coś do niej o czym tak naprawdę nie myśli, aby nie wyleciał z zespołu. Myślę, że go zawiodłem. -westchnąłem. -nie mów mu, że Ci powiedziałem, chociaż wszystko jedno. On jest w rozsypany przez tą sytuację. -powiedziałem.
-To wstyd. Eden jest piękną dziewczyną. Jestem pewien, że Pattie miała nadzieję, że ona sprowadzi go na ziemię, ale nie sądzę. -westchnąłem.
-Jestem pewien, że ona zmieni zdanie. -wzruszyłem ramionami.
-Chłopaki, czas na obiad! Ryan, możesz pójść na górę i zawołać Justina, proszę? -Pattie uśmiechnęła się.
Skinąłem głową przed ruszeniem na górę. Stanąłem kiedy usłyszałem muzykę. Nie z iPod'a lub radia. Nacisnąłem na drzwi, które zaskrzypiały i patrzyłem na Justin'a, który ciągnął struny na Swojej gitarze.

Do you do what you did, when you did with me?
Does he love you the way I can?
Did you forget all the plans that you made with me?
Because baby, I didn't.
That should be me, holding your hand.
That should be me, making you laugh.
That should be me, this is so sad.
That should be me, that should be me.
That should be me, feeling your kiss.
That should be me, buying you gifts.
This is so wrong, I can't go on 'till you believe.
That that should be me.**

Przestał śpiewać, kiedy usłyszał skrzypnięcie drzwi, a ja pchnąłem je, aby otworzyły się szerzej.
-Widzę Cię, Ry. -westchnął. Wszedłem z dłońmi w kieszeniach. -więc, um, słyszałeś to? -zapytał. Skinąłem głową. -czy to jest choć trochę dobre? -zapytał.
-Stary, to było naprawdę dobre. -poklepałem go po plecach. -gratuluję, na pewno dostaniesz A. -uśmiechnąłem się siedząc na łóżku naprzeciw niego. On tylko wzruszył ramionami. -..to o Eden, prawda? -zapytałem go, a on pozostał cicho.
-Masz rację. -odpowiedział. -ona nie wychodzi z mojego umysłu. Nie mogę przestać o niej myśleć. I czuję się jak gówno, wiedząc, że powiedziałem do niej te rzeczy. Ponieważ nie były one prawdziwe. Ona nie jest brzydkim kundlem z południa. Ona jest cholernie piękna, a ja powinienem jej to powiedzieć. Nie obchodzi mnie to, że jest południem. Potrzebuję tego, aby mi wybaczyła, bo.. -westchnął i schował swoja twarz w dłoniach. -miałeś rację. Kurwa, lubię ją. 
***

*to głupie zdanie.
**to kawałek piosenki Justin'a 'That should be me'

Czy robisz to, co robiłaś, kiedy byłaś ze mną?
Czy kocha Cię tak, jak Ja mogę?
Czy zapomniałaś o wszystkich planach, które stworzyłaś ze mną? 
Bo, kochanie, Ja nie! 
To powinienem być Ja,
Trzymać Twoją dłoń,
To powinienem być Ja,
Powodować Twój śmiech,
To powinienem być Ja,
To takie smutne,
To powinienem być Ja,
To powinienem być Ja,
To powinienem być Ja,
Czuć Twój pocałunek,
To powinienem być Ja,
Kupować Ci prezenty,
To jest złe,
Nie mogę iść dalej,
Dopóki nie uwierzysz,
Że to powinienem być Ja...

przepraszam za błędy, które na pewno są. prawie cały rozdział z tłumaczem. a 16 jest jeszcze cięższy, lol.

dziękuję za 6000 wejść! jesteście cudowne!
jeśli macie jakieś pytania, bądź nie rozumiecie jakiegoś zdania to piszcie w komentarzach.
jeśli chcecie być informowane to zapraszam do tej zakładki
zapraszam Was na moje drugie tłumaczenie z Justin'em 'dangerously sexy'

mega mocno Was kocham, @wonderfulniallx x

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

14. Rooting for

notka pod rozdziałem kochani x


Eden's POV

Byłam już blisko domu, gdy zauważyłam dwie postacie stojące z przodu. Dostrzegłam że to mój brat rozmawiał z Harrym. Uśmiechnęłam się. Harry. On jest naprawdę słodki. Naprawdę uroczy. Tak bardzo brytyjski, aż zbyt. Co uważam za niezwykle urocze.
- Hej. - uśmiechnęłam się zatrzymując obok nich po czym wyjęłam słuchawki z uszu.
- Masz zniesiony szlaban. Usuń film. - zażądał od razu Adam
- Nie tak szybko, jest jeszcze jedna rzecz. - uśmiechnęłam się.
- O Boże. Co znowu? - mruknął
- Założyłam facebooka. Masz nie mówić mamie i tacie - uniosłam brew. Wiem że najprawdopodobniej pojawią się sugestie albo coś z jego strony. 
Otworzył usta.
- Założyłaś facebooka? Czy ty wiesz jakie to lekkomyślne, Eden? Tam są pedo..
- Będę obserwował czy nie pisze z nikim dziwnym. - Harry się roześmiał. - Mam ją w znajomych. - uśmiechnął się co spowodowało że ugięły się pode mną kolana.
- Dobra. - westchnął Adam - Usuń film. - zażądał
- Jest on na moim laptopie. - powiedziałam - Ale może powiem Ewie że powinna go usunąć ze swojego telefonu. - uśmiechnęłam się
- Bachor - skrzywił się. Przypomniał mi Aleksandrę
- Już gdzieś to słyszałam - wymamrotałam - Więc, um, Harry. Nie wiedziałam że ty i mój brat się przyjaźnicie? - uśmiechnęłam się
- On jest ze mną w drużynie. - Adam się uśmiechnął - Nasz najnowszy nabytek - kwinął głową na Harrego.
- Czy to oznacza że będziesz grać w Stratford East w ten weekend? - przygryzłam nieco wargę.
- Poprawka, będę ich zabijać. - Harry uśmiechnął się przybijając piątkę z Adamem. Zaśmiałam się nerwowo - A tak właściwie przyszedłem do Ciebie.
- Naprawdę? - uśmiechnęłam się
- Pamiętasz jak ostatnio powiedziałem że mogę czekać trzy tygodnie? - zapytał a ja przytaknęłam. - Skłamałem - zaśmiał się.
- Awww wy dwoje jesteście słodcy - uśmiechnął się Adam
- Zamknij się - wywróciłam oczami.
- Ponieważ zdjęto ci szlaban, i mam pozwolenie od twojej rodziny.. Myślę że możemy pójść do McDonalda czy coś? - zapytał z nadzieją.
Uśmiechnęłam się.
- Możemy pójść do McDonalda - uśmiechnęłam się, kiwając głową.
- Wspaniale. - uśmiechnął się
- Pójdę się przebrać, okey? - spytałam
- Jasne, poczekam z Adamem. - posłał mi kolejny uśmiech.
Gdy odchodziłam, słyszałam jak zaczęli rozmawiać o sobotnim meczu. Naprawdę nie wiem, komu kibicować. Nie, to nie ważne.. w każdym razie jeśli mój brat wygra, będę cieszyła się z nim. Jeśli Justin wygra, będę cieszyła się z nim. Fifty-Fifty, tak myślę.. Zmieniłam bluzę na jasnoniebieską z kapturem i ciemne, obcisłe jeansy oraz pare converse'ów , potem może być chłodno. Wzięłam laptopa i usunęłam video. Wiem, że będzie jeszcze w stanie powiedzieć rodzicom, jeśli mam przypomnieć jego słowa. Szybko zaktualizowałam status na facebooku że : " Idę do McDonalds z dobrym przyjacielem :) ". Szybko się wylogowałam i udałam się na dół do rodziców.
- Gdzie idziesz? - spytał tata
- Będzie dobrze jak pójdę do McDonalda z Harrym? Chłopakiem z chóru?
- Oh, on jest pięknym chłopcem. Jego mama też jest ładną kobietą, - mama uśmiechnęła się.
- Myślę, że jest w porządku. Jednak masz być w domu przed dziewiątą. - zmrużył oczy a ja skinęłam głową zanim wyszłam z domu.
- Jesteś gotowa? - uśmiechnął się Harry.
Odwzajemniłam uśmiech i przytaknęłam. 
- Żeby tylko nie zaszła w ciąże! - Adam zażartował a ja spojrzałam na niego. Okej, więc może żartować o Harrym i seksie, ale jeśli chodzi o pozorne pocałunki z Justinem, które nie miały miejsca aż do wczorajszej nocy, wówczas wpakował by mnie w dół*. To głupie. Doszliśmy do McDonalda w końcu nie było tak daleko. Sprawdziłam godzine. 16:30. Justin zaraz będzie wracał ze szkoły. Zapomniałam mu powiedzieć że dziś nie wyjdę na werandę, Może zobaczy że mnie nie ma w pokoju czy coś.
- Co chcesz? - Harry zapytał mnie stojąc przy ladzie. 
- Um, po prostu happy meal. I naggetsy. I zabawkę - uśmiechnęłam się na co Harry się roześmiał. No co? Zabawka jest najlepszą częścią happy meal. Jestem pewna, że mam już zapełnioną całą szufladę nimi w domu. Zbieram.
- Ja wezmę Big Maca, dziękuje - dodał Harry. Włożyłam rękę do kieszeni i wyciągnęłam mój portfel, ale Harry już zapłacił.
- Nie sądze, kochanie. - uśmiechnął się do mnie. Mruknęłam i schowałam mój portfel z powrotem do kieszeni.
- Następnym razem, ja płacę. - stwierdziłam.
- Więc, będzie następny raz? - uśmiechnąłem się.
- Moooże. - zaśpiewałam - Jeśli do końca wieczoru nie stwierdzisz że jestem wariatką. - posłałam mu uśmiech.
- Nigdy. - roześmiał się.
- Nigdy nie mów nigdy. - wzruszyłam ramionami i się uśmiechnęłam. 
Kobieta dała nam nasze zamówienie i poszliśmy do stolika. Zaczęliśmy rozmawiać o czymkolwiek. On przede wszystkim mówił o koszykówce. Było okey, puki nie zaczął się temat o tym jak to East Stratford miało zostać zniszczone.
- Oni nigdy nie zobaczą zwycięstwa. - Harry uśmiechnął się.
- Heh, okey.. - wymamrotałam - Tak więc, masz jakieś zwierzęta? - uśmiechnęłam się zmieniając temat.
- Oh, super. - wymamrotał.
Zmarszczyłam brwi.
- Przepraszam, mówiłam że będziesz znudzony do końca wieczora. - westchnęłam.
- Nie, nie ty. - roześmiał się. - Ty jesteś urocza, - uśmiechnął się - Mówiłem o douchebags i właśnie weszli - mruknął a jego oczy, patrzyły na chłopaków za mną. Oni? - Ryan, Nolan, Mitch, Chaz i Justin Biebaaah 
- Oh chyba żartujesz ze mnie! - usłyszałam głośny śmiech i nieprzyjemny głos Chaza jak podchodził do nas.
Justin posłał mi dziwne spojrzenie. Pewnie zastanawiasz się, co tutaj robię.
- Co tutaj robisz? - zapytał Justin
Oh, czyżbym czytała w myślach?
- Nie może iść na rankę? - spytał Harry.
- To randka? - zapytał zaskoczony Ryan
- Naprawdę? Gratuluje, Perry. Rzeczywiście możesz mieć chłopaka. Szkoda że to on. - Chaz się uśmiechnął.
- Myślałem że zakonnice nie mogą mieć chłopaków. - roześmiał się Nolan.
- Nie jestem zakonnicą. - spojrzałam.
- Ej, zostaw ją w spokoju. - Harry zmarszczył brwi.
- Masz coś do mnie, Styles? - odezwał sie Chaz.
- Tak, może mam. - Harry powiedział wstając.
- Harry. - szepnęłam, patrząc na niego. Westchnął i usiadł.
- Racja Styles. Słuchaj swojej dziwki. - Chaz się zaśmiał.
- Chaz. - Justin zmarszczył brwi. Chaz odwrócił się do niego z wyrazem zaskoczenia na twarzy.
- Co? - zapytał Chaz - Bronisz jej, prawda? - zapytał uśmiechając się do niego.
Justin milczał.
- Tak naprawdę szkoda ci jej, yeah? Jest Południowa. On też. Są jak wszystkie kundle. - Spojrzał znowu na nas. Harry z sekundy na sekundę był coraz bardziej zły. - Co wolisz, hmm? Koszykówka czy ona, Justin? Wiesz że możesz wybrać tylko jedno.
- Koszykówka. - mruknął Justin
- Teraz mów. Eden jest brzydkim kundlem z południa. - Chaz zażądał. Dlaczego on jest taki wściekły? - Powiedz to! - krzyknął
- Eden jest brzydkim kundlem z południa - Justin powiedział cicho.
- Co? Chaz i Ryan powiedzieli w tym samym momencie. Różnica była taka że Chaz rozbawiony a Ryan oburzony.
- Rebecca powiedziała mi o waszej małej, słodkiej rozmowie przed lekcją. Nie jestem głupi, idioci. - spojrzał na mnie i na Justina. - Cieszę się że to sobie wyjaśniliśmy. - uśmiechnął się. - to co zamawiamy? - Chaz uśmiechnął się zanim wszyscy odeszli.
Justin szedł wolniej niż wszyscy wysyłając mi smutne spojrzenie. Ale ja tego nie kupie. On nie musiał tego mówić. Nie musiał.
- Nie, nie pozwolę mu Ciebie tak traktować. - mruknął Harry wstając.
- Hej! - krzyknął.
Justin odwrócił się do niego, patrząc zirytowany.
- Co kurwa jest z tobą nie tak? Ona wam nic nie zrobiła! Ona nawet nie chodzi ze mną do szkoły! Nie obchodzi mnie że mnie nienawidzisz, ale nie rozumiem jak możesz być wściekły na nią! - krzyknął
- Możesz spróbować nie krzyczeć w moją pieprzoną twarz, Styles?! - Justin splunął na niego.
O nie.
- Justin - Ryan go ostrzegł.
- Nie, zostaw. To zabawne. - Chaz się zaśmiał, przyciągając Ryana z powrotem.
- Dlaczego nie spróbujesz być przyzwoitym człowiekiem, raz na jakiś czas, Bieber? - Harry warknął, podchodząc bliżej.
Justin był czerwony ze złości. Podniósł rękę zaciskając ją w pięść i wycelował w twarz Harrego. Wkrótce znaleźli się na ziemi. Harry dostał kilka ciosów, potem Justin  a potem znów Harry.
To było okropne.
- Zostaw go! - krzyknęłam na Justina, który obecnie górował okładając Harrego pięściami. Nie zareagował i kontynuował. Ryan odciągnął Justina od Harrego i uspokoił go. Harry jęknął leżąc na podłodze.
- Shhh.. Krwawisz. Nic ci nie jest? - zapytałam klęcząc przy nim.
- Wynocha stąd! Wszyscy! - zażądał kierownik.
- Pieprzyć to. Idziemy do KFC. - Chaz roześmiał się. Ryan odciągnął Justina na bok. Nie mogę uwierzyć. Co jeśli on naprawdę tak myśli? Co się z nim dzieje?






- Przykro mi, to była katastrofalna pierwsza randka - przeprosiłam.
- To nie twoja wina. Justin jest kutasem. - wzruszył ramionami. - Podobało mi się puki nie przyszli.- roześmiał się. - Ale umm.. o co chodziło Chazowi, że ty i Justin jesteście słodcy czy coś? - zapytał zdezorientowany.
- Kiedyś byliśmy przyjaciółmi. Ale uwierz mi, teraz już nie. - westchnęłam.
- Czekaj, więc byliście przyjaciółmi a on po prostu cię tak obraził? - zapytał zdezorientowany.
Po prostu skinęłam głową. 
- Oh, rzeczywiście nie wie jaka jesteś wspaniała. - uśmiechnął się.
Zarumieniłam się i spojrzałam w dół.
- Przykro mi z powodu twojej rozciętej wargi i krwawiącego nosa. - powiedziałam
- Jest w porządku. Właściwie, myślę że wyglądam całkiem fajnie, nie sądzisz? - zapytał mrugając do mnie. 
Zaśmiałam się i wywróciłam oczami.
- Jesteś tak bardzo piękna, wiesz? - wyszeptał?
- Ty też.. - jęknęłam. - To znaczy.. N-nie piękny. Jesteś przystojny. I naprawdę uroczy. Znaczy.. ładny. - zmarszczyłam brwi. 
Jestem głupia.
- Jestem tak.. - przerwał mi , naciskając swoimi ustami na moje. Można by pomyśleć że to go bolało, ze względu na jego rozciętą wargę, ale nie wydał z siebie żadnego dźwięku.
Uśmiechnęłam się przez pocałunek i położyłam ręce na jego szyji. Podobał mi się ten pocałunek bardziej niż z Justinem. Nie dlatego że było lepiej. Bo szczerze mówiąc, Justin był lepszy. Ale to nie jest błąd.
- Bądź moją dziewczyną, - Zapytał łapiąc oddech i lekko się odsuwając.
- Co ? - Spytałam zszokowana.
-  Bądź.Moją.Dziewczyną. - powiedział powoli. - Wiem że jestem szybki, ale.. To szybcy wygrywają wyścigi - uśmiechnął się.
- To było banalne. - roześmiałam się.
- Wiem, ale to cię rozśmieszyło. - mrugnął.
- Tak. - uśmiechnęłam się. - Tak, będę twoją dziewczyną. - posłałam mu kolejny uśmiech.
- Świetnie. - odwzajemnił uśmiech, po czym cmoknął moje usta. - Widzimy się na chórze, piękna.  - uśmiechnął się jeszcze raz do mnie, zanim wsiadł do samochodu. 
Uśmiechnęłam się do siebie i weszłam do środka.
- Jak minął wieczór, kochanie? - spytała mama
- Wspaniale. - uśmiechnęłam się i poszłam na górę.
Postanowiłam nic nie mówić o Justinie, chociaż jestem pewna że Adam dowie się dość szybko. Dowie się o wszystkim. Tak jak Ewa. Ona jest jak Perez Hilton. Królowa plotek.
- Eden.. - usłyszałam głęboki głos, który powiedział moje imię po zamknięciu drzwi.
Wrzasnęłam i zapaliłam światło, by zobaczyć Justina czekającego na mnie.
- Co ty tu robisz? - zapytałam.
- Chce porozmawiać..
-Nie, ty już powiedziałeś swoje w McDonalds. Wynoś się!
- Ale jest mi przykro - westchnął.
- Nie Justin. Nie wmówisz mi. Nie musiałeś tego mówić. Nie trzeba być kretynem. Ale wybrałeś. Pobiłeś Harrego! Jak mogłeś? - zapytałam.
- Krzyczał na mnie. - warknął.
- Bronił mnie! Coś czego ty nie zrobiłeś! - rzuciłam. - Kolejna piosenka tego nie rozwiąże Justin - westchnęłam. - Czy możesz już pójść?
- Proszę, idź. - pisnęłam a łzy zaczęły napływać mi do oczu. Spojrzał na mnie smutno przed tym jak zaczął schodzić z werandy. Zamknęłam drzwi i zasłoniłam żaluzję zanim rzuciłam się na łóżko.

Już wiem komu mam kibicować.


* - chodziło o to że by ją zabił.


_____________________________________

NIE BĘDĘ DUŻO PISAĆ BO NIE MAM ZA BARDZO CZASU, MAMA MNIE WPUŚCIŁA NA CHWILE NA KOMPUTER :(

1. PROSZE WAS O TO BYŚCIE KOMENTOWALI ROZDZIAŁY. CHCE WIEDZIEĆ CZY OPŁACA SIĘ TO W OGÓLE TŁUMACZYĆ
2. BĘDZIEMY STARAŁY SIĘ TERAZ DODAWAĆ ROZDZIAŁ CO TYDZIEŃ, MIMO WSZYSTKO PROSZĘ O WYROZUMIAŁOŚĆ BO TEŻ CHODZIMY DO SZKOŁY, UCZYMY SIĘ ITP. 

I CHYBA NAJWAŻNIEJSZE

3. BY BYŁO MI WAS ŁATWIEJ INFORMOWAĆ ZAPISUJCIE SIĘ W ZAKŁADKĘ INFORMOWANI. PROSZĘ. 

to chyba na tyle. Kocham was moje aniołki
wasza @g0ldjdb ♥

sobota, 19 kwietnia 2014

...

nie wiem jak nazwać ten oto post, który pewnie większość z Was wyłączy, ponieważ to nie rozdział
ale trudno!

tak sobie patrzę na te wyświetlenia i.. kurczę!
tłumaczę dla Was rozdział, sprawdzam błędy, tracę mój czas na naukę i przyjaciół, dodaję go, informuję 25 osób od razu po dodaniu i wiecie co jest później?

nic nie ma.
no właśnie, nic!

wiem, że na pewno każda z Was jest leniwa -jak ja- i nie chce Wam się tego komentować, ale chcę znać Waszą opinię, chcę wiedzieć kiedy Wam coś nie pasuje chcę widzieć komentarze typu

'jezu jakie gówno'
'zrobiłaś błąd tu i tu'
'wow, podoba mi się'
'jaka cudowna scena ta i tamta'
'mogłabyś poprawić to czy tamto'

ponieważ to WY to czytacie, to dla WAS to tłumaczę i nie chcę, aby moja robota szła na marne

od razu po dodaniu rozdziału widzę po 200 wejść, nie wiem ile to dla Was, ale ja więcej chyba sobie wymarzyć nie mogę, ale wiecie ile jest później komentarzy? zaledwie 5

nie chcę Was szantażować typu dodam rozdział, gdy pojawi się tu 30 komentarzy, ponieważ to fanfiction ma Wam sprawiać przyjemność, ma Was odrywać od rzeczywistości, ma być dla Was, ale ja również chcę mieć coś dla siebie.

wiem, że rozdziały nie są często, ale dziś sobie postanowiłam, że POSTARAM SIĘ dodawać post co tydzień marnując tym swój czas, ale chcę również wiedzieć co zrobiłam dobrze, a co źle.

wiem, że większość osób czytających to ff ma twittera więc jeśli serio jesteście takie leniwe, że pomimo spędzania miliona godzin na laptopie/tablecie/telefonie nie chcecie tego komentować to chociaż napiszcie jednego tweeta, JEDNEGO z hashtagiem #boyslikeyoupl

JEŚLI NIE ZASTOSUJECIE SIĘ DO WYRAŻANIA WASZEGO ZDANIA NA TEMAT TEGO FF MYŚLĘ, ŻE MOJA PRACA PÓJDZIE NA MARNE I PO PROSTU ODEJDĘ, PRZEPRASZAM

@wonderfulniallx

czwartek, 17 kwietnia 2014

13. Find out.

przepraszam za opóźnienia.
prosze komentujcie, ponieważ na 100 wejść komentują dwie osoby.
miłego czytania x


Eden's POV

Rozejrzałam się po korytarzach East Stratford w poszukiwaniu Justin'a. Wcześnie wyjechał do szkoły, więc nie miałam możliwości złapania go. Byłam zdezorientowana zdarzeniami z poprzedniego dnia. On mnie pocałował. Chcę wiedzieć dlaczego. On nie czuje się tak samo przy mnie, prawda? Ja nawet nie wiem, czy tak naprawdę go lubię. To może być sympatia głupiej, małej dziewczynki. Dzwonek rozbrzmiał wśród nas, psiakrew. Mam zaawansowaną matematykę, Justin jest w tej klasie. Ale nie było możliwości, aby porozmawiać z nim o tym wśród wszystkich. Nie mogę z nim teraz porozmawiać, koniec kropka.
-Dobry, klaso. -nauczyciel uśmiechnął się. -dziś mamy w planach sporo pisania, więc długopisy w ręce i do zeszytów. Jeśli rozmawiasz, masz areszt. Brak pytań. Wszyscy rozumieją? -powiedział.
Każdy wymamrotał różne słowa, ale nie miały one żadnego znaczenia. Widziałam jak Justin wszedł do klasy. Jego włosy tworzyły nieład, a on wyglądał na zmęczonego. Zmarszczyłam brwi i uniosłam mój zeszyt.
Kątem oka zauważyłam jak Justin siada obok mnie, ponieważ było to jedno z niewielu miejsc wolnych. Zaczęłam spisywać notatki z tablicy, dopóki nie poczułam jak kulka z papieru uderza w moje ramię. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam w lewo, aby zobaczyć, że Justin mi się przygląda. Skinął głową na papier. Zmarszczyłam brwi i podniosłam kulkę lekko chałasując przy rozprostywaniu jej.

Przepraszam za Twój pierwszy gówniany pocałunek z dupkiem takim jak ja. 
Walczyłam z uśmiechem tworzącym się na mojej twarzy i szybko odpisałam.

Jest w porządku. Ale dlaczego tak się stało?

Upewniłam się, że nikt nie patrzy przed odrzuceniem tego. Rozprostował to i przeczytał, a następnie podniósł pióro i odpisał.

To był impuls. Ale nadal jesteśmy przyjaciółmi, prawda?

A ja byłam na tyle głupia, aby myśleć, że mnie lubi. Szybko odpisałam 'pewnie'  przed rzuceniem w jego kierunku. Niestety, ja jako dziewczyna z okropnym celem nie trafiłam i uderzyłam w Chaz'a.
-Rzuciłeś tym? -Chaz szepnął podnosząc kulkę.
-Tak. Wypadek, sorry. -Justin szepnął, wyrywając mu to z rąk, a następnie wpychając to sobie do ust. Chaz spojrzał na niego miną 'wtf'. -nie dostałem śniadania. -Justin mruknął po połknięciu kartki.
Ew, połknął ją!
-Stary, masz przesrane! -Chaz roześmiał się.
-Chaz, ostrzegałem Cię. Areszt. Lunch. -nauczyciel stwierdził.
Chaz'owi opadła szczęka powodując mój chichot. Justin odwrócił się w moim kierunku i posłał lekki uśmiech.


Justin's POV

-Stary, gdzie Ty idziesz? Mamy koszykówkę! -Chaz powiedział do mnie.
-Muszę włożyć, um, pióro do mojej szafki! -krzyknąłem.
Przewrócił oczami, zanim Ryan pociągnął go przed posłaniem mi spojrzenia, które pokazywało, abym był ostrożny. Udałem się do szafki Eden, gdzie stała, czekając na mnie. Powiedziałem jej, abyśmy się tu spotkali więc mogliśmy porozmawiać normalnie o tym pocałunku.
-Zgadnij kto. -powiedziałem kładąc dłonie na jej oczach.
-Wielki ptak*. -zażartowała.
-Nie, jeszcze lepiej. -śmiałem się, gdy się do mnie odwróciła. -hej, przepraszam za wczoraj. powiedziałem.
-Jest w porządku. -wzruszyła ramionami. -to nic. -powiedziała.
-To nie było niczym. Praktycznie ukradłem Twój pierwszy pocałunek. Musisz być wściekła. Dalej, uderz mnie. Darmowy strzał. Nie poniżej pasa, bądź w twarz, proszę. -powiedziałem cofając się przed jej uderzeniem. Uniosła brwi i strzeliła mnie w nos. -hej, powiedziałem nie w twarz! -skarżyłem się w odpowiedzi otrzymując jej śmiech.
-Nie jestem na Ciebie zła. -uśmiechnęła się, ale miałem wrażenie, że kłamie. -naprawdę nie jestem, uwierz mi. -westchnęła.
-W porządku, cokolwiek powiesz. -westchnąłem.
-Nie złam nogi w koszykówce, ok? -uśmiechnęła się.
-Oczywiście, że nie. Planuję skopać tyłek Twojego brata w piątek. -uśmiechnąłem się. -komu będziesz kibicowała? -zapytałem.
Westchnęła i pomyślała.
-Temu kto wygra. -głupio się uśmiechnęła.
-To nie fair. -roześmiałem się. -wiesz, że chcesz, abym wygrał.
-Może tylko trochę. Naprawdę chcę zobaczyć płacz mojego brata. -zachichotała. Oh, ta dziewczyna jest świetna. -powinieneś iść. Spóźnisz się. -dźgnęła mnie w brzuch. -muszę się dowiedzieć co z moim szlabanem.
-Myślę, że powinnaś to sprawdzić. ** -uśmiechnąłem się.
-Oh, ale chciałabym zachować moje tajemnice. -uśmiechnęłam się wychodząc do wyjścia. -do zobaczenia później Bieber. -machnęła przed wyjściem.
-Justin. Dlaczego rozmawiałeś z kujonką? -usłyszałem głos Charlotte.
Odwróciłem się i spojrzałem na nie obie. Charlotte i Rebecca. Jak cudownie..
-Musiałem się upewnić czy zrobiła mój esej na angielski. Wiesz, nie mam w dupie gówna zwanego Romeo i Julia. -uśmiechnąłem się głupio. -co tam u Was panie? -mrugnąłem.
-Pomyślałam, że możemy przyjść i popatrzeć jak ćwiczysz, ale trener nas wygodnił. Więc idziemy na zakupy. -Rebecca uśmiechnęła się.
-Kup coś sexy. -mrugnąłem. -do zobaczenia dziewczyny. -powiedziałem odchodząc na salę gimnastyczną.
Tak blisko.
-Bieber, spóźniłeś się! -wrzasnął trener, gdy wszedłem. -chodź! Koszulki kontra klaty***. Bieber jesteś klatą. -skinął głową. -szybko. -zażądał.
-Yesssirrr****. -śmiałem się wychodząc na boisko.

Chaz's POV

Patrzyłem jak Justin biegnie do kosza, dryblując***** piłką w dłoniach. Skoczył i trafił uzyskując oklaski od wszystkich.
-Świetnie Justin! Dobra robota. Tak trzymaj chłopcze! -trener Brown uśmiechnął się.
Justin uśmiechnął się do siebie i podszedł do Nolan'a i Mitch'a. Zmarszczyłem brwi.. nigdy nie widziałem go tak szczęśliwego.
-Hej, czy tylko ja zauważyłem, że Justin zachowauje się inaczej? -zapytałem.
-Inaczej? -Ryan zapytał lekko się denerwując. -jak inaczej? Jak naprawdę inaczej, średnio inaczej, trochę inaczej? Bądź konkretny. -powiedział.
On bełkota kiedy coś ukrywa.
-Czy wy dwaj coś przede mną ukrywacie? -zapytałem.
-Psh, nie! Chodź stary. Nic tajemniczego się nie dzieje. -wzruszyłem ramionami i podniosłem butelkę wody. -hej, patrzcie! Mrówka! W środku? Jak to możliwe? Pójdę i powiem cześć. -wyszczerzył zęby w uśmiechu przed spacerem.
Zmarszczyłem brwi i odwróciłem się by zobaczyć śmiejącego się Justin'a z innymi chłopakami.
Coś się dzieje i mam zamiar dowiedzieć się co.
***
*chodzi o żółtego ptaka z ulicy sezamkowej
** to zdanie nie miało sensu więc napisałam je po swojemu
***w dosłownym tłumaczeniu byłoby koszulki kontra skóry, ale myślę, że klaty brzmi lepiej, chodzi o to, że chłopcy w koszulkach przeciwko chłopakom bez koszulek
****zostawiłam tak jak jest w orginale, ponieważ taksssir już nie daje tego 'efektu'
*****dryblować-poruszać się w sposób mający na celu zmylenie i ominięcie przeciwnika

myślę, że następny rozdział doda dla Was @g0ldjdb x

sobota, 22 marca 2014

12. What the fuck?

Justin's POV

-Oh, szkoda, że Ryan'a nie będzie. Zrobiłam więcej jedzenia. -mama zmarszczyła brwi.
-No właśnie. To będzie okej, jeśli inny mój przyjaciel zje z nami? -zapytałem ją. -dziewczyna. -dodałem.
To sprawiło, że moja babcia przestała sprzątać, a mój dziadek spojrzał na nas zza stołu.
-Dziewczyna? Jak.. dziewczyna? -zapytała mama.
-Nie. Tylko przyjaciółka. -stwierdziłem.
-Dziewczyna z sąsiedztwa? -dziadek zapytał posyłając mi uśmiech.
Skinąłem tylko głową.
-Oh, to ta z pięknym głosem? Cóż, nie jest ona perłą.* Cieszę się, że się ponownie umawiasz, kochanie. -babcia uśmiechnęła się.
-Nie umawiamy się, jest tylko przyjaciółką. -westchnąłem.
-Może z nami zjeść. Z przyjemnością poznam tę dziewczynę. -mama uśmiechnęła się.
Westchnąłem i usiadłem na kanapie, ale wystrzeliłem w górę, gdy usłyszałem dźwięk dzwonka.
-W porządku, otworzę! -zawołałem i ruszyłem w kierunku drzwi.
-Hej. -uśmiechnęła się. -Adam uważa, że idę do McDonald'a z Maggie, więc dał mi pięćdziesiąt dolarów. -głupio się uśmiechnęła unosząc banknot.
-Pf, masz szczęście. To opłata za wejście do mojego domu. -mrugnąłem.
Przewróciła oczami i weszła do środka.
-Ryan poszedł do domu? -zapytała na co przytaknąłem.
-Chodź. Chcę Cię przedstawić mojej rodzinie.. -powiedziałem prowadząc ją do jadalni, gdzie mama nakrywała do stołu umieszczając tam talerze ze spaghetti.
-Um, ludzie. -zakaszlałem niezgrabnie otrzymując ich spojrzenie. -to Eden. Mieszka drzwi dalej. -przedstawiłem ją.
Eden wyglądała na zdenerwowaną. Można to było wyczytać z jej oczu. Ale nie tylko tym się denerwowała. Nie mogłem zrozumieć czym jeszcze.
-Oh, zapraszamy do naszego domu, skarbie. -babcia postanowiła powitać ją jako pierwsza. -słyszałam jak śpiewasz w kościele. Kompletnie niesamowicie, kochanie. -posłała jej uśmiech.
-Dziękuję. -Eden uśmiechnęła się uprzejmie. -jestem Eden. -dodała.
-Wiem. -babcia się głupio uśmiechnęła. -Justin nam o Tobie opowiadał. -powiedziała powodując przypływ krwi do moich policzków.
-Wszystkie dobre rzeczy, mam nadzieję. -Eden zachichotała patrząc na mnie.
-Oh, drobnostka, same piękne rzeczy skarbie! -babcia uśmiechnęła się. -to jest mój mąż Bruce. -zwróciła się do dziadka, który posłał jej uśmiech i machnął ręką przed wstaniem i podejściem.
O boże, moi dziadkowie są żenujący.
-Jesteś piękną dziewczyną mojego wnuka. -uśmiechnął się.
-Dziadku! Mówiłem, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. -mrugnąłem uzyskując chichot Eden, która na mnie zerknęła.
-Miło mi Cię poznać. -uśmiechnął się, a następnie ją przytulił. Zachichotała i oddała uścisk, ponieważ było to nieoczekiwane.-jestem przytulakiem. -dodał.
-Czy nie jesteście, aby trochę żenujący? -zapytał głos mojej matki.
Dziadek i babcia zajęli miejsca przy stole, gdy mama podeszła do nas. Przełknąłem nerwowo ślinę zastanawiając się o czym pomyśli moja mama. Nadal nie porozmawialiśmy od wczorajszej kłótni. Wiem, że chciałaby Eden, ale ona pewnie myśli, że jesteśmy kurwa kumplami czy czymś. Jestem najgorszy w jej umyśle.
-Um, miło Cię poznać, Pani Mallette. -Eden się uśmiechnęła zdobywając pozytywny uśmiech od mojej mamy.
Nienawidziła, gdy ktoś nazywał ją Panią Bieber. Eden wiedziała o rozstaniu moich rodziców.
-Proszę, mów mi Pattie. -posłała jej uśmiech. -Miło mi Cię poznać Eden. -uśmiechnęła się. -cieszę się, że zjesz z nami. -dodała.
-To ja dziękuję, Pattie. -Eden uśmiechnęła się.
Wszyscy zajęliśmy miejsca. Dziadek postanowił zacząć od modlitwy. Umieściłem moją dłoń tuż na dłoni dziadka. Uśmiech wkradł się na moje usta, gdy poczułem rękę Eden na mojej.
-Za to co mamy zamiar odbierać, może Pan nas uczynić naprawdę wdzięcznymi. Amen. -dziadek powiedział, a wszyscy powtórzyliśmy. -Amen. -zanim zdjąłem swoją rękę.
Czekałem aż Eden zrobi to ze swoją dłonią, ale nie robiła tego. Zaśmiałem się uzyskując tym uwagę Eden. Spojrzała na nasze ręce i mocno się zarumieniła przed zabraniem jej z dala ode mnie. Może nie powinienem był nic mówić.

*

-Nie kłamię. Ryba była tak duża, jak Justin. -dziadek wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Uwielbiał opowiadać tę historię. Lata temu łowiliśmy ryby. Nie wiem dlaczego tak bardzo o tym mówić.
-Miałem pięć lat, dziadku. -zaśmiałem się.
-Jestem pewien, że była ogromna. -Eden zachichotała.
-Opowiedz nam o swojej rodzinie, Eden. -babcia zachęciła ją uśmiechem.
Wszyscy byliśmy obecnie w salonie, relaksowaliśmy się, rozmawialiśmy. Nie robiłem tego od wieków. Ale naprawdę się tym teraz cieszę.
-Cóż, mój ojciec jest pastorem kościoła lokalnego. Moi rodzice są bardzo religijni i rygorystyczni. Moje rodzeństwo uczy się w Stratford South, ale ja nie przeszłam testu, więc zostałam zmuszona do chodzenia do szkoły Justina. Ale naprawdę ją lubię. -uśmiechnęła się.
-Oh, te głupie testy. babcia przewróciła oczami. -Justin próbował dostać się do tej szkoły, ale nie przeszedł go. -dodała.
Moje oczy rozszerzyły się.
-Babciu. -syknąłem.
Eden spojrzała na mnie zaskoczona.
-Próbowałeś dostać się do South Stratford? -zapytała głupio się uśmiechając.
-Moja mama tego chciała. -wskazałem na mamę.
-Wcale nie! -zadrwiła. -to było bliżej. Nie miałeś jeszcze prawda jazdy. Nie mogłam Cię zawozić. -wzruszyła ramionami na co wszyscy zareagowali śmiechem.
Eden spojrzała na zegarek i westchnęła.
-Naprawdę powinnam wrócić do domu. Już późno.
-Odprowadzę Cię. -powiedziałem wstając wraz z nią.
-Cudownie było Cię gościć Eden. Przychodź kiedy tylko chcesz. -mama uśmiechnęła się do niej.
-Następnym razie opowiem Ci o tym jak Justin prawie wygrał na loterii. -dziadek uśmiechnął się przed przytuleniem jej.
-Nie mogę się doczekać, aby to usłyszeć. -Eden zachichotała.
Pożegnała się z każdym po czym odprowadziłem ją na werandę.
-Chciałbym iść do Ciebie, ale Twój brat tam jest. -zaśmiałem się, wpychając ręce w kieszenie. -nie chcę byś miała więcej kłopotów niż masz teraz. -posłałem jej uśmiech.
-Dziękuję Ci za znoszenie mnie. Twoja rodzina jest.. niesamowita. -uśmiechnęła się.
-Oni naprawdę Cię lubią. -stwierdziłem. -Mam wrażenie, że gdy tam wrócę oni nie przestaną mówić o tym, że powinienem Cię poślubić czy coś. Babcia już mi to szepnęła. -powiedziałem i oboje się zaśmialiśmy.
-Justin, nie marnuj każdej chwili z rodziną. -powiedziała. -to zupełnie niesamowite, a oni naprawdę Cie kochają. Masz szczęście mając ich. -uśmiechnęła się do mnie lekko.
-Tak, wiem. -skinąłem głową.
-Do zobaczenia później, Bieber. -uśmiechnęła się przed zejściem z ganku.
Obserwowałem ją dopóki nie zniknęła w środku, upewniając się, że jest bezpieczna. Westchnąłem i wróciłem do środka.
-Nie sądzę, że spotkam słodszą dziewczynę. -babcia wyszczerzyła zęby w uśmiechu kiedy moja mama dyskutowała wraz z dziedkiem na kanapie. -oh, Justin. Chcę, abyś się z nią ożenił, okej? -uśmiechnęła się do mnie.
Zaśmiałem się i przewróciłem oczami.
-Ludzie, mówiłem Wam. Eden i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi. -zapewniłem ich.
-Przyjaciele, gówno prawda. -dziadek wymamrotał.
-Bruce! -babcia klepnęła go w ramię, co mnie rozśmieszyło.
-Hej, mam zamiar zaatakować prześcieradło. Jestem naprawdę zmęczony. Branoc, mamo. -powiedziałem składając na jej policzku pocałunek. -branoc, babciu. -powiedziałem również całując ją w polik. -branoc, dziadku. -zachichotałem, i pstryknąłem w jego ucho przyczyniając się do jego przeklinania na mnie.
Pobiegłem na górę. Ubrałem to w czym zazwyczaj śpię. PJ** bez koszulki. Zobaczyłem, że światło naprzeciw migota, a następnie Eden weszła do swojego pokoju. Wiele można odczytać z jej miny. Zauważyła mnie i się uśmiechnęła. Otworzyłem drzwi werandy jak ona.
-Hej tam. -zachichotała. -nie mogę od Ciebie uciec? -głupio się uśmiechnęła.
-Nie. -roześmiałem się.
-Jest dziesiąta w nocy, a ja nie jestem w łóżku. Myślę, że Twoje zachowanie mi się udziela. -wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
-Ah, mały buntownik. Ja Ci się udzielam? Pf, w porządku. Dziś ostrzegałem Ryan'a o jego języku! Co to mówi? -uśmiechnąłem się. -czy mogę Cie o coś zapytać Ede? -zapytałem ją. Ona po prostu skinęła głową. -nie chciałem być wścibski, ani nic. -westchnąłem. Popatrzyła na mnie, -ale wczoraj wieczorem.. po kościele, rozmawialiśmy i skorzystałem z łazienki. -powiedziałem.
-Justin, jest w porządku..mówiłam, że możesz jej użyć. -zaśmiała się.
-Znalazłem Twoje pigułki. -stwierdziłem. -nie chciałem. Szukałem mydła, więc otworzyłem Twoją szafkę i tam były.. i bądź co bądź znalazłem mydło. -wymamrotałem. Patrzyła na mnie. -nie gniewaj się na mnie, proszę. -westchnąłem.
-Nie jestem na Ciebie zła.. -westchnęła.
-Więc, um, jesteś przygnębiona..? -zapytałem pocierając kark. Nie odpowiedziała. -możesz powiedzieć mi wszystko, Eden.
-Byłam przygnębiona. Teraz jest lepiej. Powinnam wyrzucić te tabletki. -wymamrotała.
-Dlaczego byłaś przygnębiona? -zapytałem.
-Tęskniłam za kimś.. -wymamrotała. -Mam dwóch braci. -stwierdziła. -Adam nie jest najstarszy. -szepnęła.
-Nie jest.. -zmarszczyłem brwi. -więc kto? -zapytałem.
-Mam starszego brata, John'a. Był stacjonującym w Afganistanie. -dodała. -był tam przez bardzo długi czas, a mi tak bardzo go brakowało. -westchnęła. -nie pozwolił moim rodzicom, aby to było dla mnie trudne. Był moim najlepszym przyjacielem. -wymamrotała. -zginął w akcji w grudniu ubiegłego roku. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia. -wymamrotała. -kilka tygodni temu skończyłby dwadzieścia lat. -wyjaśniła, a następnie szybko wytarła łzę, która spadła po policzku.
Zeskoczyłem z mojej werandy i udałem się do niej, po czym owinąłęm ramiona wokół jej małego ciała i przyciągnąłem ją do siebie.
-Jest mi bardzo, bardzo przykro Eden. -szepnąłem tuląc ją.
Trawliśmy tak przez chwilę. Tylko przytulanie, żadnych słów. Milczenie nie było niewygodne. To było miłe. Czułem się dobrze. Odrobinę się ode mnie odsunęła, aby mogła na mnie spojrzeć, ale moje ręce nadal ją oplatały.
Nie wiem w jakiego rodzaju transie byłem, gdy na mnie patrzyła. Nie wiem co zawładnęło moim ciałem. Ale zrobiłem coś złego. Zrobiłem coś, co definitywnie zaprzeczyło, że jesteśmy przyjaciółmi, tylko przyjaciółmi. Bo wiesz, co zrobiłem? Pochyliłem się i pocałowałem ją. Ona przeniosła swoje miękkie, różowe usta do moich i pocałowaliśmy się ponownie. Cholera, ona oddaje pocałunki. Całowaliśmy się około 10 sekund, zanim odsunęła się ode mnie i zobaczyła to jak wstrząśnięty i przerażony byłem.
-P-przepraszam. -szepnąłem, cofając się kilka kroków.
Odwróciłem się i wskoczyłem spowrotem na moją werandę po czym wszedłem do pokoju nie patrząc wstecz.
Co ja kurwa narobiłem?!
***
*dziwne zdanie lol
**plaid PJ -spodnie w kratę -wpiszcie w grafice, to wyskoczą

@wonderfulniallx

kocham Was x